sobota, 6 października 2007

374. Olek z indeksem

2007-10-06 19:01:09
Siedzimy sobie na miniwydziałowej inauguracji roku. Ja, Magda, Piotrek i Ania od Piotrka (to znaczy: Ania od Piotrka to nie przydomek jak Jan bez Ziemi, tylko żeby się te Anie na blogu nie pomyliły. Ania od Piotrka jeszcze tu nie występowała).
Siedzimy.
Pan Dziekan wręcza indeksy.
Wręcza.
Miałyśmy już swoje indeksy (Piotrek jeszcze nie), kiedy zauważyłam smutną minę Olka.

Olek przyszedł później niż my, więc siedział w innym końcu sali, chociaż przy tym samym, okrągłym stole (władowaliśmy się na miejsca przy stole, nie - jak większość - pod ściany, bo lubimy luksus i nie boimy się odpowiedzialności, ha ;)).
Siedział Olek i minę miał ponurą.

Dawno temu to Olek nauczył nas tworzyć historyjki mało prawdopodobne, chociaż wiarygodne. Im mniej prawdopodobne, tym bardziej trzeba się było starać, żeby je uwiarygodnić.
Pobawiłam się i teraz.
- Popatrzcie - szepnęłam do Ani od Piotrka, Piotrka i Magdy. - Olek jest smutny. Chyba nie dostanie indeksu.
Przyjrzeliśmy mu się w milczeniu.
Olek siedział spokojnie, a na jego twarzy nie malował się wcale smutek. Musieliśmy jednak udawać, że tak jest. Każdy gest Olka musieliśmy od teraz interpretować zgodnie z naszym wymysłem.
- Faktycznie - zatroskała się Magda.
- Mnie się wydaje, że on nie dostanie indeksu - powiedziałam. - Pan Dziekan stwierdził, że nie będzie go przyjmował na studia, tylko jeszcze nikt Olka nie uprzedził. I on teraz biedny siedzi i czeka...
Znowu spojrzeliśmy w stronę nic nie przeczuwającego Olka.
Kupka indeksów na stole przed Panem Dziekanem malała. A Olka nikt nie wywoływał po odbiór dokumentu.
Biedny Olek...
- Biedny Olek... - zaczęliśmy kiwać głowami. - Nawet za daleko siedzi, żeby go jakoś pocieszyć...
Nakręciliśmy atmosferę (no dobra, ja nakręcałam ;)). Aż w końcu, kiedy w naszych oczach Olek stracił już nadzieję na uzyskanie indeksu, wyczytali go!
Radość nasza nie miała granic!

***
- I kiedy wyszedłeś na środek po swój indeks, chcieliśmy ci zacząć bić brawa! - relacjonowała Mrówka Olkowi całą (naprawdę całą, inaczej by nie było zabawy) historię.
- To TRZEBA BYŁO! - odparł Olek.



A przy okazji rozmowy o Olku okazało się, że "mnie już trzeba uśpić".
- Piotrek, ty znasz Olka, prawda? - upewniłam się.
- Znam, chodziliśmy razem na dialektologię.
- Ej!!! Ale to ja z Olkiem chodziłam na dialektologię! Byłeś w tej grupie?
- Tak.
- Hmmm... Piotruś, ale tam było chyba tylko 8 osób... gdzie siedziałeś?
- Pod oknem. W TYM SAMYM RZĘDZIE, CO TY!

Pod wieczór przypomniałam sobie, że wtedy siedzieliśmy w trójkę w jednej ławce - ja, Olek i Piotrek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz