Wsiadłam do windy pełnej ludzi.
Nie dlatego, że lubię windy (bo nie lubię i jeżdżę tylko jak wożę Megi), a dlatego, że wsiadł do niej Piotrek. A ostatnio mieliśmy bardzo mało czasu, żeby po prostu pogadać.
Zaraz za mną wsiadło jeszcze parę osób, więc zamiast gadać z Piotrkiem, krzyczeliśmy do siebie z dwóch stron windy.
No dobra, przesadzam, po prostu mówiliśmy normalnymi głosami, zamiast się sobie zwierzać w intymnej atmosferze.
- Znowu nas rozdzieliło! - ogłosił Piotrek, a ludzie popatrzyli na nas dziwnie.
- Fakt. Dokąd jedziesz? Do siebie, na piąte? Bo ja na czwarte, to mamy chwilę, żeby pogadać. Albo pojadę z tobą na piąte, to sobie jeszcze po drodze pogadamy, a potem zejdę.
Pogadaliśmy przez pięć sekund.
Potem Piotrek zniknął za drzwiami.
Natychmiast z nich wyjrzał i przywołał mnie skinieniem ręki.
W pokoju siedziała Ania od Piotrka i Piotrek.
Po chwili jeszcze Fimbul puścił mi z korytarza sygnałka, więc wyjrzałam i zawołałam go. Siedzieliśmy sobie w czwórkę i w pewnym momencie Ania od Piotrka zdenerwowała się.
- Już dziesięć minut tu jestem, a jeszcze nie pochwaliłeś moich nowych korali! - wyrzuty skierowała pod adresem Piotrka.
Piotrek przyjrzał się jej w skupieniu. Jej, a raczej jej biżuterii.
- Tak... są bardzo... estetyczne... - powiedział.
Mistrz komplementów, nie ma co...
wtorek, 30 października 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz