Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Megi i Igor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Megi i Igor. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2009

775. Megi i Igor

Czekałam na Megi i przyglądałam się gołębiom.
Gołębie siedziały w sporej kałuży i co jakiś czas rozkładały skrzydła, pluskały się w wodzie, siadały normalnie (tyle że dalej w kałuży) i z zadowoleniem ociekały.
Przyjechała Megi z Igorem. Igor natychmiast przytulił mi się do kolana. A potem zobaczył kałużę. Rozgonił wszystkie gołębie, stanął w wodzie z błogim wyrazem pyszczka i szurał łapkami po dnie.
Potem dołączył do nas, pod Korfantego. Rozłożyłam sobie reklamówkę i usiadłam na jednym ze stopni pod pomnikiem.
- Schód - powiedziała Megi.
Obejrzałam uważnie schodek, na którym usiadłam.
- SCHÓD! - powtórzyła Megi z naciskiem. Obejrzałam się trochę bardziej nerwowo. Megi pokręciła głową.
- Megi, dobra, schód, widzę, ale o co chodzi?! - zapytałam trochę rozpaczliwie.
- Mrówka, ja ci nie mówię że schód, czyli schodek! Mówię ci, że Igor schudł!!! - wytłumaczyła Megi.
Biedny pies, usłyszał, że o nim mowa, położył się za mną i zaczął zachęcać do drapania go po brzuszku.
Poszłam i zaczęłam drapać.
- Mrówka, on wie, że ciebie może na to drapanie naciągnąć - odezwała się Megi. - Nigdy przy nikim mi tak nie robi, tylko jak ciebie widzi.

wtorek, 29 kwietnia 2008

541. faceci...

Pojawił się dzisiaj na uczelni Olek. I natychmiast poziom absurdu skoczył pod sufit i roztrzaskiwał się o klamki.
- Wciśniesz mi szminkę? - zapytała go Megi. Olek zrobił wielkie oczy, więc zrezygnowałam z własnych planów i zostałam, żeby zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Uznałam też, że muszę jakoś ratować kumpla z ławki, który głosu z siebie nie może wydusić.
- W co? - podpowiedziałam mu szeptem.
- W co? - zainteresował się Olek. Megi postanowiła inaczej sformułować pytanie.
- No... czy ją wkręcisz?
- CO? - zapytał Olek nieco rozpaczliwie. Uznałam, że znowu trzeba interweniować:
- No, zrób jej jakiś głupi kawał, a potem się do tego przyznaj - podszepnęłam.

A że Olek dalej wytrzeszczał oczy na szminkę, podpowiedziałam, że najlepiej niech ją rzuci o ścianę, może się naprawi. Olek się ucieszył, bo to było jedyne, co wiedział, jak zrobić.

Igor też ma poczucie humoru. Siedziałyśmy z Megi i plotkowałyśmy, nie zwracając na niego uwagi. Nagle Pies Asystent wstał, delikatnie zdjął z kolan Megi jej malutką torebeczkę i położył na ziemi. Spojrzał na nas z wyrzutem, podniósł torebeczkę i podał Megi. A potem się ucieszył, że jest takim mądrym psem, który zawsze wie, co zrobić.
Nie rozumiem tylko, dlaczego kiedy Megi powie mu "waruj" - układa się grzecznie przy niej. Kiedy ja powiem "waruj" tym samym tonem i z tym samym gestem - Igor przychodzi do mnie, przytula się z całej siły i czeka, aż go podrapię za uchem :).

piątek, 14 marca 2008

508. zamiast poduszki

Igor okazuje uczucia na rozmaite sposoby. Najczęściej podaje łapkę albo przychodzi do człowieka i z całej siły się łasi (nie wiem, ile w tym wpływu kota Megi). Bywa, że mnie przy tym przewraca.
Ostatnio przykucnęłam koło Megi. Igor natychmiast do mnie podszedł, wpakował się przednimi łapami na kolana i usadowił wygodnie jak Sfinks (dla niego wygodnie, mnie trochę ugięło pod ciężarem). Po czym się do mnie przytulił.
- Co się dzieje? - lekko zdezorientowana zapytałam Megi.
- Chce, żebyś go teraz mocno przytuliła, bo jak nie, to się obrazi.

W środę, jak już się wyszalał przed wykładem, nagle zasnął sobie z głową na moim bucie. Przesłodko to wyglądało (potem, na wykładzie, spał, trzymając mnie łapką za but... chyba żebym nie uciekła).

Opowiadałam o tym spaniu na bucie Ani.
- Ojeeeej! - rozczuliła się Ania. - To trzeba mu kupić jakiegoś pluszowego przyjaciela, żeby na nim spał, bo but jest trochę niewygodny.
- Mój był wygodny! - zaprotestowałam natychmiast, bo co mi będzie Ania but szkalować. - Chcesz kiedyś sprawdzić?
- Jak mam to rozumieć? - zapytała Ania po chwili milczenia.
- No... położysz się na moim bucie, zdrzemniesz i sprawdzisz...



Nie chce skorzystać...
Igor nie narzekał.

środa, 5 marca 2008

500. z Igorem

Kolejny szalony dzień.
Spotkałam się z Megi i z Igorem na parkingu przed wydziałem i poszliśmy do fryzjera, bo Megi chciała sobie w salonie fryzjerskim przekłuć uszy.
- Wejdź tam i powiedz pani, że albo nas przyjmie z Igorem do środka i potem dostanie kasę, albo nie przyjmie i zostanie opisana na moim blogu - poleciła mi Megi, wskutek czego musiałam się jeszcze przed wejściem wyśmiać.
Pani nie wyraziła sprzeciwu, więc wtarabaniliśmy się do środka. Igor najpierw obwąchał półeczki, a potem stracił zainteresowanie dla zakładu, leżał i patrzył na siebie w lustrze.

Na wydziale najpierw weszliśmy sobie na plac budowy (dzięki, Porwany!), żeby przejść do wejścia, a potem postanowiliśmy Igora zmęczyć, żeby na wykładzie nie poszedł powąchać kolejnego wykładowcy.
Chwilę posiedziała z nami Ania B.
Jakieś sześć razy przebiegłam z Igorem przez całą długość połowy korytarza tam i z powrotem. Zaczynam mieć zakwasy ;).
W pewnym momencie Igorowi spadła gdzieś psia chrupka. Psia chrupka jest wielkości koralika. Igor wielkości... hmm... to widać na zdjęciach. Ale kiedy zginie psia chrupka, Igor nie spocznie, dopóki jej nie znajdzie. Najpierw obwąchał wszystko w promieniu trzech metrów, potem wymyślił, że chrupka na pewno spadła pod fotel. Mamy takie kinowe fotele, między siedzenie a podłogę nie zmieścił mu się pyszczek, więc położył się na boku i obiema łapkami próbował wydostać przysmak.
Podawał mi łapkę i w końcu, zadowolony z siebie, postanowił wleźć mi na kolana.
Próbował się o mnie łasić, aż mnie przewrócił.
Kiedy biegaliśmy, przy końcu korytarza oboje gwałtownie hamowaliśmy i wpadaliśmy w identyczny poślizg.
Przyszedł Olek i Ania (Sz). Jako że Megi znowu miała aparat, więc obfotografowałam całe towarzystwo. Ania wymyśliła sobie, że uda, że siada na psie. Usiadła, zrobiłam zdjęcie, a zachwycony Igor przewrócił się chwilę potem na plecki i tarzał się po korytarzu. Nie wiem, czy któreś z tych zdjęć wyjdzie, bo trzęsłam się ze śmiechu.
Zaskoczony Olek stwierdził, że dawno go tu nie było i zwyczaje się chyba trochę zmieniły. O czym doniosło mi rozbawione towarzystwo, kiedy przybiegłam z psem.
Na wykładzie Megi zaszeptała do Olka:
- Olek, jak ty to powiedziałeś?
- "Zmieniło się od czasu, jak tu byłem ostatni raz" - odszepnął Olek.
- A co potem mówiłeś? - dociekała Megi.
- A to już były słowa modlitwy - odparł Olek.

Zachciało mi się pomarańcza.
Mamy na zdjęciu, jak Igor patrzy na człowieka, który coś je. Kiedy wyjęłam owoc z torby, wpatrywało się we mnie sześć par oczu (z Igorem siedem).
- Igor nie lubi pomarańczy, możesz przy nim spokojnie jeść - powiedziała Megi.
Przyjrzałam mu się. Nie wyglądał, jakby nie lubił.
- Nie mam nic do jedzenia - powiedziałam z pomarańczem w ręku. Sześć osób prychnęło dziwnie.
- O, nie! - zawołała Megi. - To wygląda jak piłeczka! Taką się mu rzuca i mówi "bierz ją!"
Przy "bierz ją" Igor gwałtowniej się zainteresował.
- Megi, ja cię proszę, nie mów tego głośno, nie TERAZ! - zaapelowałam.
Podałam pomarańcza Ani, bo nie umiałam zacząć go obierać. Ania trzymała go wysoko.
- Nie podnoś rąk do góry, bo pomyśli, że to piłeczka i skoczy - ostrzegła Anię Megi.
Zjedliśmy owoc. Igor popatrzył na nas z wyrzutem i poszedł.
- Cholera, wyszło na to, że zjedliśmy jego piłeczkę - oznajmiła Mrówka, która poczuła się nieswojo pod tym psim spojrzeniem. Olek dostał ataku śmiechu.

Po wykładzie przyjechali po Megi klerycy i razem poszliśmy na przystanek na Korfantego. Klerycy prowadzili Megi, ja wzięłam sobie na długą smycz Igora i szłam z nim.
Jeden komentarz Megi:
- Mrówka, to nie on ma ciebie prowadzić, tylko ty jego!

wtorek, 6 listopada 2007

398. Igor, pies asystent

2007-11-06 21:59:05
Wczoraj Megi była na wydziale ze swoim psem asystentem, Igorem. Stanowią razem wesołą parę, Blondyn i Blondyna, poczucie humoru mają ogromne. Obydwoje.
Przyjechałam z miasta R. jak zwykle, po 17. Igor wykazał uprzejme zainteresowanie, na mój widok podniósł się, pomachał ogonem i powąchał mnie z grzeczności.
- To jest Mrówka - powiedziała Megi.
- Jestem Mrówka - przedstawiłam się grzecznie. Igor się rozpromienił. Widać lubi Mrówki.
Kucnęłam przy nim i zaczęłam go głaskać. Wprawdzie psów asystentów na służbie nie powinno się rozpieszczać, ale Igora można ;).
- Jesteś ślicznym pieskiem - powiedziałam. Igor ucieszył się bardzo i spróbował wleźć mi na kolana.
Zważywszy na to, że jest rozmiaru nadnaturalnego, trochę ciężko było mi go utrzymać. Odsunęłam się delikatnie. Igor postanowił poudawać kota i trochę się połasił.
Potem spotkałyśmy Olka.
- To jest Olek - powiedziałam psu.
Igor przeszedł koło Olka, kompletnie go ignorując. Chyba nawet nie zauważył, że ktoś tam był.
- Ejjj, to Olek! - zawołałyśmy go.
Igor przeszedł w przeciwną stronę, znowu omijając Olka. Ale tak naprawdę mógłby do niego dobić, a i tak by go nie zauważył, nawet go nie powąchał.

Kusiło go wszystko, co nadawało się do zjedzenia.
Kiedy wreszcie uplasował się pod naszą ławką, Megi konspiracyjnie szepnęła:
- Możesz mi teraz podać oponkę, ale tak, żeby nie widział?
Kiwnęłam głową i po cichutku zaczęłam przesuwać w stronę Magdy ciastko.
Igor ani drgnął.
Zaszeleściłam woreczkiem, w którym były oponki.
Igor śpi.
- PODOBNO PSY MAJĄ ZNAKOMITY SŁUCH I WĘCH - powiedziałam dobitnie w jego stronę, z całej siły szeleszcząc folią woreczka i machając oponką.
Spał dalej :D.
Chyba mnie uznał za członka stada, bo położył w pewnym momencie pysk na moim bucie i tak sobie siedział, zatopiony w egzystencjalnych myślach.
- On wygląda zupełnie jak świnka morska, tylko jest trochę większy - przyznałam, patrząc na niego z lotu ptaka.
Megi po raz kolejny dostała ataku śmiechu. A następnego - jak zawołałam do Igora "kici kici". Bo w końcu zachowywał się jak kot, mogło mi się pomylić ;).
Zareagował.

Cały wykład grzecznie przespał pod ławką, w pewnym momencie westchnął przez sen, przewrócił się na bok i spał sobie dalej.

- Załóż mu halter - poprosiła Megi przed wyjściem. - Powiem ci jak.
Powiedziała. Trzymałam w rękach pętelkę z czegoś takiego jak poplątana smycz i miałam w to ubrać psa.
- Daj mi tu pyszczek - poprosiłam zwierzątko.
Igor się odwrócił i udawał, że mnie nie widzi.
Megi kazała mu stanowczym tonem odwrócić pysk w naszą stronę.
Z ogromną niechęcią odwrócił i pozwolił sobie nałożyć uprząż.
A potem się na mnie obraził za to, że założyłam mu coś, czego nie lubi :D. Nie chciał na mnie spojrzeć i cały czas odwracał się tyłem :D. Przeszło mu po pięciu minutach, ale pomysły ma niezłe... :D