wtorek, 6 listopada 2007

398. Igor, pies asystent

2007-11-06 21:59:05
Wczoraj Megi była na wydziale ze swoim psem asystentem, Igorem. Stanowią razem wesołą parę, Blondyn i Blondyna, poczucie humoru mają ogromne. Obydwoje.
Przyjechałam z miasta R. jak zwykle, po 17. Igor wykazał uprzejme zainteresowanie, na mój widok podniósł się, pomachał ogonem i powąchał mnie z grzeczności.
- To jest Mrówka - powiedziała Megi.
- Jestem Mrówka - przedstawiłam się grzecznie. Igor się rozpromienił. Widać lubi Mrówki.
Kucnęłam przy nim i zaczęłam go głaskać. Wprawdzie psów asystentów na służbie nie powinno się rozpieszczać, ale Igora można ;).
- Jesteś ślicznym pieskiem - powiedziałam. Igor ucieszył się bardzo i spróbował wleźć mi na kolana.
Zważywszy na to, że jest rozmiaru nadnaturalnego, trochę ciężko było mi go utrzymać. Odsunęłam się delikatnie. Igor postanowił poudawać kota i trochę się połasił.
Potem spotkałyśmy Olka.
- To jest Olek - powiedziałam psu.
Igor przeszedł koło Olka, kompletnie go ignorując. Chyba nawet nie zauważył, że ktoś tam był.
- Ejjj, to Olek! - zawołałyśmy go.
Igor przeszedł w przeciwną stronę, znowu omijając Olka. Ale tak naprawdę mógłby do niego dobić, a i tak by go nie zauważył, nawet go nie powąchał.

Kusiło go wszystko, co nadawało się do zjedzenia.
Kiedy wreszcie uplasował się pod naszą ławką, Megi konspiracyjnie szepnęła:
- Możesz mi teraz podać oponkę, ale tak, żeby nie widział?
Kiwnęłam głową i po cichutku zaczęłam przesuwać w stronę Magdy ciastko.
Igor ani drgnął.
Zaszeleściłam woreczkiem, w którym były oponki.
Igor śpi.
- PODOBNO PSY MAJĄ ZNAKOMITY SŁUCH I WĘCH - powiedziałam dobitnie w jego stronę, z całej siły szeleszcząc folią woreczka i machając oponką.
Spał dalej :D.
Chyba mnie uznał za członka stada, bo położył w pewnym momencie pysk na moim bucie i tak sobie siedział, zatopiony w egzystencjalnych myślach.
- On wygląda zupełnie jak świnka morska, tylko jest trochę większy - przyznałam, patrząc na niego z lotu ptaka.
Megi po raz kolejny dostała ataku śmiechu. A następnego - jak zawołałam do Igora "kici kici". Bo w końcu zachowywał się jak kot, mogło mi się pomylić ;).
Zareagował.

Cały wykład grzecznie przespał pod ławką, w pewnym momencie westchnął przez sen, przewrócił się na bok i spał sobie dalej.

- Załóż mu halter - poprosiła Megi przed wyjściem. - Powiem ci jak.
Powiedziała. Trzymałam w rękach pętelkę z czegoś takiego jak poplątana smycz i miałam w to ubrać psa.
- Daj mi tu pyszczek - poprosiłam zwierzątko.
Igor się odwrócił i udawał, że mnie nie widzi.
Megi kazała mu stanowczym tonem odwrócić pysk w naszą stronę.
Z ogromną niechęcią odwrócił i pozwolił sobie nałożyć uprząż.
A potem się na mnie obraził za to, że założyłam mu coś, czego nie lubi :D. Nie chciał na mnie spojrzeć i cały czas odwracał się tyłem :D. Przeszło mu po pięciu minutach, ale pomysły ma niezłe... :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz