środa, 1 lipca 2009

775. Megi i Igor

Czekałam na Megi i przyglądałam się gołębiom.
Gołębie siedziały w sporej kałuży i co jakiś czas rozkładały skrzydła, pluskały się w wodzie, siadały normalnie (tyle że dalej w kałuży) i z zadowoleniem ociekały.
Przyjechała Megi z Igorem. Igor natychmiast przytulił mi się do kolana. A potem zobaczył kałużę. Rozgonił wszystkie gołębie, stanął w wodzie z błogim wyrazem pyszczka i szurał łapkami po dnie.
Potem dołączył do nas, pod Korfantego. Rozłożyłam sobie reklamówkę i usiadłam na jednym ze stopni pod pomnikiem.
- Schód - powiedziała Megi.
Obejrzałam uważnie schodek, na którym usiadłam.
- SCHÓD! - powtórzyła Megi z naciskiem. Obejrzałam się trochę bardziej nerwowo. Megi pokręciła głową.
- Megi, dobra, schód, widzę, ale o co chodzi?! - zapytałam trochę rozpaczliwie.
- Mrówka, ja ci nie mówię że schód, czyli schodek! Mówię ci, że Igor schudł!!! - wytłumaczyła Megi.
Biedny pies, usłyszał, że o nim mowa, położył się za mną i zaczął zachęcać do drapania go po brzuszku.
Poszłam i zaczęłam drapać.
- Mrówka, on wie, że ciebie może na to drapanie naciągnąć - odezwała się Megi. - Nigdy przy nikim mi tak nie robi, tylko jak ciebie widzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz