Już myślałam, że przez niewytłumaczalnego bezalkoholowego kaca nie będę w stanie tu nic dzisiaj napisać. Trzeba było nie śpiewać przez pół dnia Tupotu białych mew, a przez drugie pół W Polskę idziemy. To się musiało człowiekowi odbić. Na zdrowiu. Psychicznym. Ale i tak przez pół dnia fruwałam ponad ziemią (liczyło się o tyle, że fruwałam pod górę, pokonując drogę z rektoratu na wydział z indeksem Megi). Czasami wystarczy pięć minut zwyczajnej pogawędki i człowiek się cieszy jak głupi.
Przyjechałam do domu.
- Jak duże rozmiary może osiągnąć sukcesywnie kumulowany niechcemiś? - zapytał znienacka Zadra. Znacka to już nie to samo, że sobie Przyborę zacytuję na marginesie.
- Coś jak pół słonia w abażurze, myślę - odpisałam natychmiast. - Chociaż jeśli jest sukcesywnie kumulowany od więcej niż miesiąca to jeszcze musisz dołożyć sporą donicę z rododendronem i firankę. I to będzie mniej więcej takie.
Zadra był dzielny i się nie dał.
- Hmmm... ale to musimy zdefiniować jeszcze, czy mówimy o słoniu mającym abażur jako nakrycie głowy, czy o słoniu mieszczącym się w owym przedmiocie... bo to jest inny rząd wielkości - wyjaśnił mi. W sumie racja.
- Przy założeniu, że to to pół słonia, w którym jest głowa, to jako nakrycie - uściśliłam. - Chyba że jest ci niewygodnie mierzyć na słonie.
Trafiłam na godnego przeciwnika.
- Ze względu na niechcemisia niewygodnie jest mi przy jakiejkolwiek mierze - wyznał Zadra.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zadra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zadra. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 lipca 2008
wtorek, 29 stycznia 2008
467. kolor Mrówki
Notatkę dodano:2008-01-29 21:11:54
Wprawdzie nie mam dzisiaj ani siły, ani humoru na notkę, ale mam na nią materiał i obiecałam Zadrze, że dzisiaj jego kolej. Więc się przemogę i coś opowiem.
Kiedy parę dni temu rozmawialiśmy z Zadrą na gg przypomniała mi się pewna historyjka sprzed trzech lat (z czasów proseminarium, nie wiem, czy minęły trzy lata, czy więcej czy mniej, w każdym razie to było gdzieś na moim trzecim roku). Przytoczę ją, jako że swojej blogowej premiery nie miała - ale to tylko preludium do dalszej opowieści.
Mrówka poszła sobie na egzamin z teorii literatury. Poszła na tydzień albo dwa przed zerówką. Czekała sobie dość samotnie i w stresie niemałym przed drzwiami pewnego Wykładowcy-Egzaminatora. I nagle równocześnie ów Egzaminator wyszedł z sali, a z głębi korytarza nadszedł sobie Boss (już wtedy Boss, jeszcze nie Promotor Mrówki, chociaż chyba sam nie wierzył, że mogłoby być inaczej ;)). Nawiasem mówiąc żona owego Wykładowcy-Egzaminatora wystawiła mi kiedyś jedną z piękniejszych recenzji satyrycznej twórczości, mianowicie czytając mężowi przez telefon redutki popłakała się ze śmiechu i nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa ;).
Szedł Boss. I szedł Egzaminator.
- Ty na nią uważaj! - polecił Boss Egzaminatorowi. - Bo to jest Mrówka! Czerwona!
- Kosmata! - zaprotestowała Mrówka.
- Czerwona! - nie dał się Boss.
- Kosmata!
- CZERWONA!!! - powiedział Boss dobitnie i pomknął korytarzem do swoich Bosskich spraw.
- Ale ja nie gryzę!!! - zawołała za nim Mrówka.
Powróciła tamta scena do mnie, kiedy rozmawiałam z Zadrą.
- Ja jestem Mrówka Kosmata, bez koloru - poinformowałam go. - Chociaż kiedyś Boss twierdził, że jestem Mrówka Czerwona.
- Aha... bo czerwone mrówki mocniej gryzą, jak pamiętam - powiedział niezdziwiony Zadra.
- Mocniej? Ja myślałam, że tylko czerwone gryzą, a inne nie... - zastanowiłam się. - A poza tym co jak co, ale Bossa nie gryzłam.
- Ciekawe jaka jest JEGO wersja - uciął Zadra.
Tja...
Wprawdzie nie mam dzisiaj ani siły, ani humoru na notkę, ale mam na nią materiał i obiecałam Zadrze, że dzisiaj jego kolej. Więc się przemogę i coś opowiem.
Kiedy parę dni temu rozmawialiśmy z Zadrą na gg przypomniała mi się pewna historyjka sprzed trzech lat (z czasów proseminarium, nie wiem, czy minęły trzy lata, czy więcej czy mniej, w każdym razie to było gdzieś na moim trzecim roku). Przytoczę ją, jako że swojej blogowej premiery nie miała - ale to tylko preludium do dalszej opowieści.
Mrówka poszła sobie na egzamin z teorii literatury. Poszła na tydzień albo dwa przed zerówką. Czekała sobie dość samotnie i w stresie niemałym przed drzwiami pewnego Wykładowcy-Egzaminatora. I nagle równocześnie ów Egzaminator wyszedł z sali, a z głębi korytarza nadszedł sobie Boss (już wtedy Boss, jeszcze nie Promotor Mrówki, chociaż chyba sam nie wierzył, że mogłoby być inaczej ;)). Nawiasem mówiąc żona owego Wykładowcy-Egzaminatora wystawiła mi kiedyś jedną z piękniejszych recenzji satyrycznej twórczości, mianowicie czytając mężowi przez telefon redutki popłakała się ze śmiechu i nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa ;).
Szedł Boss. I szedł Egzaminator.
- Ty na nią uważaj! - polecił Boss Egzaminatorowi. - Bo to jest Mrówka! Czerwona!
- Kosmata! - zaprotestowała Mrówka.
- Czerwona! - nie dał się Boss.
- Kosmata!
- CZERWONA!!! - powiedział Boss dobitnie i pomknął korytarzem do swoich Bosskich spraw.
- Ale ja nie gryzę!!! - zawołała za nim Mrówka.
Powróciła tamta scena do mnie, kiedy rozmawiałam z Zadrą.
- Ja jestem Mrówka Kosmata, bez koloru - poinformowałam go. - Chociaż kiedyś Boss twierdził, że jestem Mrówka Czerwona.
- Aha... bo czerwone mrówki mocniej gryzą, jak pamiętam - powiedział niezdziwiony Zadra.
- Mocniej? Ja myślałam, że tylko czerwone gryzą, a inne nie... - zastanowiłam się. - A poza tym co jak co, ale Bossa nie gryzłam.
- Ciekawe jaka jest JEGO wersja - uciął Zadra.
Tja...
piątek, 7 grudnia 2007
433. Wielka Rewia Satyryczna
2007-12-07 19:44:28
Rewia od początku miała być okołoblogowym prezentem urodzinowym dla Bossa.
Dzisiaj urodziny PrzenajBosskiego. Wszystkiego najlepszego raz jeszcze!!!
Szukałam sobie właśnie w archiwalnych rozmowach odprysków Rewii... i sama jestem zaskoczona tym, co znalazłam. Chronologicznie wygląda to mniej więcej tak:
16.08.2007 Mrówka w rozmowie na gg improwizuje "notkę" na czwartą stronę okładki Rewii:
Tu leży Mrówka, co ma defekt:
padła, natchnieniem przygnieciona,
a jej (i innych) muzy efekt
znajdziesz w tej książce, na jej stronach.
20.08.2007 Ania Szczepanek o Rewii:
- Kurczę, Mrówka, to będzie dłuższe od twojej pracy doktorskiej!
20.08.2007 Zadra:
- Mrówa, a ja cię trzepnę! Czytam sobie twoją notkę i to, że się żalisz, że "dzisiaj nikt nic nie napisał". A wysłałaś, marudo, uaktualniony tekst Rewii? Od dwóch dni czekam na obiecany materiał!
21.08.2007 Zadra:
- My powinniśmy chyba się na tydzień zamknąć razem,z robić burzę mózgów i od ręki to napisać...
21.08.2007 Mrówka i Zadra:
Mrówka: no, takiej sceny z vetem bym nie wymyśliła.
Zadra: szczerze? Ja po raz drugi też nie.
22.08.2007 Mrówka do Ani Szczepanek:
- Bossowi będziesz wróżyć. Z fusów. Ciekawe jak ty chcesz wróżyć z fusów po liptonie.
Ania: A może z torebki po liptonie? Nie wiem, z torebki po liptonie nie wróżyłam nigdy.
27.08.2007 Mrówka:
- Cholera, nie zasługuję na takiego Promotora...
3.09.2007 o planach trzech Rewii
Egzekutor: Trylogia - owszem, byle nie przesadzić z objętością, bo się Boss załamie i nie doczyta...
Mrówka: Zawsze możemy gdzieś na czwartej stronie okładki napisać, że nikt się nie domyśla, co spotka Bossa - i wtedy doczyta bez względu na objętość...
4.09.2007 improwizowana rozmowa Mrówki i Zadry
Zadra: Mrówka gdzieś nam zwiała, znikła...
pisać teksty miała zmora!
Mrowka: fakt, dostała się do pikła
albo poszła do doktora
Zadra: doktor? raczej żaden internista
taki zbytnio nie pomoże...
Mrowka: tu pomoże tylko czysta...
czysta? A uchowaj, Boże!
Rewia od początku miała być okołoblogowym prezentem urodzinowym dla Bossa.
Dzisiaj urodziny PrzenajBosskiego. Wszystkiego najlepszego raz jeszcze!!!
Szukałam sobie właśnie w archiwalnych rozmowach odprysków Rewii... i sama jestem zaskoczona tym, co znalazłam. Chronologicznie wygląda to mniej więcej tak:
16.08.2007 Mrówka w rozmowie na gg improwizuje "notkę" na czwartą stronę okładki Rewii:
Tu leży Mrówka, co ma defekt:
padła, natchnieniem przygnieciona,
a jej (i innych) muzy efekt
znajdziesz w tej książce, na jej stronach.
20.08.2007 Ania Szczepanek o Rewii:
- Kurczę, Mrówka, to będzie dłuższe od twojej pracy doktorskiej!
20.08.2007 Zadra:
- Mrówa, a ja cię trzepnę! Czytam sobie twoją notkę i to, że się żalisz, że "dzisiaj nikt nic nie napisał". A wysłałaś, marudo, uaktualniony tekst Rewii? Od dwóch dni czekam na obiecany materiał!
21.08.2007 Zadra:
- My powinniśmy chyba się na tydzień zamknąć razem,z robić burzę mózgów i od ręki to napisać...
21.08.2007 Mrówka i Zadra:
Mrówka: no, takiej sceny z vetem bym nie wymyśliła.
Zadra: szczerze? Ja po raz drugi też nie.
22.08.2007 Mrówka do Ani Szczepanek:
- Bossowi będziesz wróżyć. Z fusów. Ciekawe jak ty chcesz wróżyć z fusów po liptonie.
Ania: A może z torebki po liptonie? Nie wiem, z torebki po liptonie nie wróżyłam nigdy.
27.08.2007 Mrówka:
- Cholera, nie zasługuję na takiego Promotora...
3.09.2007 o planach trzech Rewii
Egzekutor: Trylogia - owszem, byle nie przesadzić z objętością, bo się Boss załamie i nie doczyta...
Mrówka: Zawsze możemy gdzieś na czwartej stronie okładki napisać, że nikt się nie domyśla, co spotka Bossa - i wtedy doczyta bez względu na objętość...
4.09.2007 improwizowana rozmowa Mrówki i Zadry
Zadra: Mrówka gdzieś nam zwiała, znikła...
pisać teksty miała zmora!
Mrowka: fakt, dostała się do pikła
albo poszła do doktora
Zadra: doktor? raczej żaden internista
taki zbytnio nie pomoże...
Mrowka: tu pomoże tylko czysta...
czysta? A uchowaj, Boże!
sobota, 27 października 2007
389. dialogi wieczorne
Ustawiłam sobie na gg opis "trzymajcie mnie, bo pogryzę". Natychmiast prawie zmaterializował się Biały, z którym kilka notek wcześniej umawialiśmy się na wieczorną rozmowę komunikatorową.
- - napisał Biały.
- Hahahaha - odpowiedziałam.
- Nadal pogryziesz jak puszczę? - zapytał Biały, a mnie trochę wmurowało. Dlaczego mam gryźć cokolwiek jak puszczę, skoro ja w życiu puszczy nie ugryzłam?
- Dlaczego jak puszczę? - poinformowałam się nieśmiało.
- No bo nadal trzymam! - wyjaśnił Biały, a mnie dopiero wtedy oświeciło. Że nie chodzi o to, że jest sobie puszcza i ja ją gryzę, tylko...
Ech, trzeba mieć wyobraźnię ;)
Chwilę później skomentowałam rysunek u ML. Ponieważ rysował ML, a kolorował Zadra, skomentowałam oczywiście tak:
Taki rysownik satyryczny to ma dobrze. Siądzie, coś tam nabazgra, a potem biedny Zadra się musi męczyć i kolorować, żeby to JAKOŚ wyglądało ;)
- - napisał mi na gg Zadra.
Teraz trochę się boję, bo co będzie, jak wróci ML?
-
- Hahahaha - odpowiedziałam.
- Nadal pogryziesz jak puszczę? - zapytał Biały, a mnie trochę wmurowało. Dlaczego mam gryźć cokolwiek jak puszczę, skoro ja w życiu puszczy nie ugryzłam?
- Dlaczego jak puszczę? - poinformowałam się nieśmiało.
- No bo nadal trzymam! - wyjaśnił Biały, a mnie dopiero wtedy oświeciło. Że nie chodzi o to, że jest sobie puszcza i ja ją gryzę, tylko...
Ech, trzeba mieć wyobraźnię ;)
Chwilę później skomentowałam rysunek u ML. Ponieważ rysował ML, a kolorował Zadra, skomentowałam oczywiście tak:
Taki rysownik satyryczny to ma dobrze. Siądzie, coś tam nabazgra, a potem biedny Zadra się musi męczyć i kolorować, żeby to JAKOŚ wyglądało ;)
-
Teraz trochę się boję, bo co będzie, jak wróci ML?
czwartek, 25 października 2007
387. sen zimowy
2007-10-25 22:22:57
Pogoda mnie nie nastraja twórczo.
A właściwie inaczej - twórczo mnie nastraja, owszem, ale jednocześnie nakazuje spać. Całymi godzinami, całymi dniami (żeby tak się dało...), całymi tygodniami.
Sen zimowy wydaje mi się teraz największym osiągnięciem przyrody. W związku z tym na gg mam ustawiony od dawna opis "śpię / SEN ZIMOWY".
I nie mogę się doczekać przestawienia czasu na zimowy, bo pośpię sobie godzinę dłużej.
Czy to znaczy, że jestem stara? Czy tylko - że przemęczona?
- Jak się czujesz w ogóle? - zapytała Mrówka z troską Zadrę.
- Generalnie może być, dzięki. W poniedziałek wracam do pracy.
- O ranyyy... to za długo sobie nie poodpoczywałeś - zmartwiła się Mrówka.
- No jak nie? - zdziwił się Zadra. - Trzy tygodnie zwolnienia! Ty naprawdę w sen zimowy zapadłaś, czy jak?
Pogoda mnie nie nastraja twórczo.
A właściwie inaczej - twórczo mnie nastraja, owszem, ale jednocześnie nakazuje spać. Całymi godzinami, całymi dniami (żeby tak się dało...), całymi tygodniami.
Sen zimowy wydaje mi się teraz największym osiągnięciem przyrody. W związku z tym na gg mam ustawiony od dawna opis "śpię / SEN ZIMOWY".
I nie mogę się doczekać przestawienia czasu na zimowy, bo pośpię sobie godzinę dłużej.
Czy to znaczy, że jestem stara? Czy tylko - że przemęczona?
- Jak się czujesz w ogóle? - zapytała Mrówka z troską Zadrę.
- Generalnie może być, dzięki. W poniedziałek wracam do pracy.
- O ranyyy... to za długo sobie nie poodpoczywałeś - zmartwiła się Mrówka.
- No jak nie? - zdziwił się Zadra. - Trzy tygodnie zwolnienia! Ty naprawdę w sen zimowy zapadłaś, czy jak?
wtorek, 4 września 2007
352. jeszcze o korzonkach
... i ten tytuł wcale nie sugeruje, że zostanę pustelnikiem.
Zadra w robocie ustawił sobie na gg opis:
"i już mija dnia połowa - mnie cholernie boli głowa".
Natychmiast zareagowałam (chociaż reakcje natychmiastowe pozostały mi, póki co, tylko w sferze psychiki, a i to nie zawsze):
"i mijają już dwa dzionki jak mnie męczą wciąż korzonki"
"lecz niedługo będzie lepiej, nikt wszak bidy wciąż nie klepie" - pocieszył mnie Zadra.
"ma być lepiej? No cóż, może - mnie na razie wciąż jest gorzej" - poskarżyłam mu się.
"życie jest jak wielka krzywa: musisz zdychać, by być żywa" - odparł Zadra, wskutek czego poddałam się i powiedziałam, że na pewno go głowa nie boli, bo nie byłby w stanie takich rymowanek wymyślać. Ha. Radość z przejrzenia go była większa niż gorycz z powodu klęski wierszykowej. A potem dopisaliśmy jeszcze kawałek Rewii.
Wiecie, jak wstać, kiedy jest się w moim stanie połamania?
Wystarczy złapać się rękami za zgiętą nogę, trochę pod kolanem. I udawać, że się próbuje tę nogę wyprostować.
Wczoraj wieczorem tak robiłam.
- Mam ci pomóc wstać? - zapytała mama.
- Nie - stęknęłam. - Próbuję się przeturlać.
- Hmmm... to pomóc ci się przeturlać?
- Nie - pisnęłam słabo i po dłuższej chwili udało mi się przewrócić na bok.
Naprawdę, te korzonki to wesoła rzecz jest.
Żeby jeszcze tak nie bolało...
Zadra w robocie ustawił sobie na gg opis:
"i już mija dnia połowa - mnie cholernie boli głowa".
Natychmiast zareagowałam (chociaż reakcje natychmiastowe pozostały mi, póki co, tylko w sferze psychiki, a i to nie zawsze):
"i mijają już dwa dzionki jak mnie męczą wciąż korzonki"
"lecz niedługo będzie lepiej, nikt wszak bidy wciąż nie klepie" - pocieszył mnie Zadra.
"ma być lepiej? No cóż, może - mnie na razie wciąż jest gorzej" - poskarżyłam mu się.
"życie jest jak wielka krzywa: musisz zdychać, by być żywa" - odparł Zadra, wskutek czego poddałam się i powiedziałam, że na pewno go głowa nie boli, bo nie byłby w stanie takich rymowanek wymyślać. Ha. Radość z przejrzenia go była większa niż gorycz z powodu klęski wierszykowej. A potem dopisaliśmy jeszcze kawałek Rewii.
Wiecie, jak wstać, kiedy jest się w moim stanie połamania?
Wystarczy złapać się rękami za zgiętą nogę, trochę pod kolanem. I udawać, że się próbuje tę nogę wyprostować.
Wczoraj wieczorem tak robiłam.
- Mam ci pomóc wstać? - zapytała mama.
- Nie - stęknęłam. - Próbuję się przeturlać.
- Hmmm... to pomóc ci się przeturlać?
- Nie - pisnęłam słabo i po dłuższej chwili udało mi się przewrócić na bok.
Naprawdę, te korzonki to wesoła rzecz jest.
Żeby jeszcze tak nie bolało...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


