A, napiszę to, bo co mi szkodzi.
Polscy siatkarze wicemistrzami świata.
Brawo, Biało-Czerwoni!
Dziękujemy! *Mrówka ubiera czapeczkę i czuje się jak kibic*
niedziela, 3 grudnia 2006
sobota, 2 grudnia 2006
106. Telefon
Jak zaplątałam się w telefon - powieść grozy.
Siedziałam sobie grzecznie wczoraj pod półką z telefonem. Pisałam rozdział do pracy mgr. Kiedy straciłam całą wenę, postanowiłam zmienić miejsce tworzenia (w różnych częściach domu mam porozmieszczane różne weny. Ta od satyry siedzi w wannie i w łóżku, ta od pracy - w dużym pokoju). Wstałam. A raczej - chciałam wstać. Coś mi w tym przeszkodziło. Z niewiarygodną siłą przyciągnęło mnie do szafki z telefonem. Po raz drugi spróbowałam wstać. Nie udało się. Zrozumiałam, że mogę tu zostać już na zawsze. Ja i kawałek pracy magisterskiej. Zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć:
- Pomocy! Ratunku! Niech mnie ktoś uwolni!
Przyszła mama.
- Co się dzieje? - zapytała.
- Zdaje mi się, że zaplątałam się w telefon - wyjaśniłam. - Nie mogę się ruszyć, bo szafka idzie za mną.
Mama westchnęła i wyplątała mi włosy z kabelka od słuchawki. Rzeczywiście zaplątałam się w telefon. Duża sztuka...
PS - jeśli uda mi się zaplątać w komórkowy, będzie jeszcze weselej
Siedziałam sobie grzecznie wczoraj pod półką z telefonem. Pisałam rozdział do pracy mgr. Kiedy straciłam całą wenę, postanowiłam zmienić miejsce tworzenia (w różnych częściach domu mam porozmieszczane różne weny. Ta od satyry siedzi w wannie i w łóżku, ta od pracy - w dużym pokoju). Wstałam. A raczej - chciałam wstać. Coś mi w tym przeszkodziło. Z niewiarygodną siłą przyciągnęło mnie do szafki z telefonem. Po raz drugi spróbowałam wstać. Nie udało się. Zrozumiałam, że mogę tu zostać już na zawsze. Ja i kawałek pracy magisterskiej. Zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć:
- Pomocy! Ratunku! Niech mnie ktoś uwolni!
Przyszła mama.
- Co się dzieje? - zapytała.
- Zdaje mi się, że zaplątałam się w telefon - wyjaśniłam. - Nie mogę się ruszyć, bo szafka idzie za mną.
Mama westchnęła i wyplątała mi włosy z kabelka od słuchawki. Rzeczywiście zaplątałam się w telefon. Duża sztuka...
PS - jeśli uda mi się zaplątać w komórkowy, będzie jeszcze weselej
czwartek, 30 listopada 2006
104. Pomysł
Wpadłam na świetny - jak mi się wydawało - pomysł do urodzinowej szopki.
Zapisałam sobie ten pomysł.
Na drugi dzień zajrzałam do notatek:
"słup poszukuje stróża"
o co chodziło?
Zapisałam sobie ten pomysł.
Na drugi dzień zajrzałam do notatek:
"słup poszukuje stróża"
o co chodziło?
sobota, 25 listopada 2006
100. Uświadomiona
Na seminarium Promotor mówi coś gwarą. A że dla mnie gwara to język obcy, nie jestem w stanie całości powtórzyć.
- Co to znaczy "boćkać"? - zapytała Mrówka, kiedy Boss skończył.
- Całować się - wyjaśnił cierpliwy Promotor.
- Ahaaaaa! - olśniło Mrówkę. - To dlatego potem boćki dzieci przynoszą?
Promotor Mrówki zrezygnowany pokręcił głową.
- Mrówka, to ja jestem ciekawy, jak byś wytłumaczyła, że dzieci się w kapuście znajduje...
- Co to znaczy "boćkać"? - zapytała Mrówka, kiedy Boss skończył.
- Całować się - wyjaśnił cierpliwy Promotor.
- Ahaaaaa! - olśniło Mrówkę. - To dlatego potem boćki dzieci przynoszą?
Promotor Mrówki zrezygnowany pokręcił głową.
- Mrówka, to ja jestem ciekawy, jak byś wytłumaczyła, że dzieci się w kapuście znajduje...
piątek, 24 listopada 2006
99. Prawo
- Idę na prawo - oznajmiła nam ostatnio Kasia. Zgodnie wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
- Teraz idziesz? Na piątym roku polonistyki? - upewnił się Olek.
- Chce ci się iść na prawo? - zdziwiła się Mrówka, leniwa z natury.
- Taaaaak... - potwierdziła Kasia. Obejrzała sobie jeszcze nasze miny, a potem dodała - Na prawo jazdy idę.
Po pięciu minutach Olek wybuchnął (wcześniej nie był w stanie):
- Nie mogłaś mi tego dziesięć lat temu powiedzieć? Taki fajny żart dla kolegów bym miał! A tak to się zmarnowało!
- Teraz idziesz? Na piątym roku polonistyki? - upewnił się Olek.
- Chce ci się iść na prawo? - zdziwiła się Mrówka, leniwa z natury.
- Taaaaak... - potwierdziła Kasia. Obejrzała sobie jeszcze nasze miny, a potem dodała - Na prawo jazdy idę.
Po pięciu minutach Olek wybuchnął (wcześniej nie był w stanie):
- Nie mogłaś mi tego dziesięć lat temu powiedzieć? Taki fajny żart dla kolegów bym miał! A tak to się zmarnowało!
czwartek, 23 listopada 2006
98. Na seminarium
- Anioły podobno pachną fiołkami - powiedział mój Promotor przy okazji rozważań okołoherbertowskich.
- Lawendą - uściślił Sal.
- To może już raczej naftaliną? - wyskoczyła Mrówka, której się skojarzyło ze środkami na mole. To znaczy przeciwko molom.
- Jeśli są zleżałe... - popatrzył na Mrówkę Bosski Promotor. - To może archanioł pachnie naftaliną...
- To ja panu przyniosę książkę. Albo nie. Dam ją Mrówce, bo wiem, że ona mi odda. - obiecał Boss (czyli ten sam Promotor).
- A jak nie odda? - spytała Mrówka. Promotor ujął w dwa palce rozdział pracy magisterskiej, powachlował się nim i przypomniał:
- Magisterium...
Dobra, i tak wiem, że on wie, że ja wiem, że mu oddam :D.
Seminarium zresztą zaczęło się mocnym uderzeniem.
- Gratuluję "Twórczości" - przywitał się z Mrówką Promotor-Boss.
- Dziękuję...
- Bo wiecie, opublikowali jej recenzję nie dlatego, że taka dobra była, tylko dlatego, że to z mojej książki, a mnie tam kochają.
- Lawendą - uściślił Sal.
- To może już raczej naftaliną? - wyskoczyła Mrówka, której się skojarzyło ze środkami na mole. To znaczy przeciwko molom.
- Jeśli są zleżałe... - popatrzył na Mrówkę Bosski Promotor. - To może archanioł pachnie naftaliną...
- To ja panu przyniosę książkę. Albo nie. Dam ją Mrówce, bo wiem, że ona mi odda. - obiecał Boss (czyli ten sam Promotor).
- A jak nie odda? - spytała Mrówka. Promotor ujął w dwa palce rozdział pracy magisterskiej, powachlował się nim i przypomniał:
- Magisterium...
Dobra, i tak wiem, że on wie, że ja wiem, że mu oddam :D.
Seminarium zresztą zaczęło się mocnym uderzeniem.
- Gratuluję "Twórczości" - przywitał się z Mrówką Promotor-Boss.
- Dziękuję...
- Bo wiecie, opublikowali jej recenzję nie dlatego, że taka dobra była, tylko dlatego, że to z mojej książki, a mnie tam kochają.
poniedziałek, 20 listopada 2006
96. Zejdźcie z drogi
Ostatnio przez kilka kolejnych dni listonosz musiał się z różnymi paczkami i przesyłkami gramolić na czwarte piętro. Szczęśliwy z tego powodu nie był, wiem, bo uczestniczyłam w jednej z nim rozmowie.
- Jutro pewnie też pan coś do nas będzie musiał przynieść - poinformowała go moja mama, bardziej dla draki, niż w przewidywaniu przyszłości.
- O nie! - wysapał listonosz. - Pani sobie zamontuje w drzwiach na dole taki mały dzwoneczek i jak coś będę dla pani miał, to będę dzwonił. I wtedy pani sobie zejdzie.
Pomysłowy. Twórczy technicznie. Ale mama się nie zgodziła. Nawet jej się nie dziwię. Nie dziwię się też, że poczta chce strajkować... Już wiem, dlaczego...
Kilka lat temu proponowaliśmy na osiedlu zastawienie pułapki na listonosza. Bo nie przynosił żadnych listów. Inna sprawa, że nikt wtedy nic nie pisał. W każdym razie pomysł dawnej siatkarskiej grupy był jasny: zakładamy na listonosza pułapkę (facet nawet został o tym poinformowany, ale się nie przejął).
Kiedy o pomyśle dowiedział się Arturek (też jeden z siatkarskiej paczki), zapytał: ale jak chcesz zrobić pułapkę na listonosza? Z patyczka, pudełka i serka na sznurku?
Bardziej komiksowo wymyślić się tego nie dało. Perspektywa takiej pułapki sprawiła, że nigdy jej nie założyliśmy...
- Jutro pewnie też pan coś do nas będzie musiał przynieść - poinformowała go moja mama, bardziej dla draki, niż w przewidywaniu przyszłości.
- O nie! - wysapał listonosz. - Pani sobie zamontuje w drzwiach na dole taki mały dzwoneczek i jak coś będę dla pani miał, to będę dzwonił. I wtedy pani sobie zejdzie.
Pomysłowy. Twórczy technicznie. Ale mama się nie zgodziła. Nawet jej się nie dziwię. Nie dziwię się też, że poczta chce strajkować... Już wiem, dlaczego...
Kilka lat temu proponowaliśmy na osiedlu zastawienie pułapki na listonosza. Bo nie przynosił żadnych listów. Inna sprawa, że nikt wtedy nic nie pisał. W każdym razie pomysł dawnej siatkarskiej grupy był jasny: zakładamy na listonosza pułapkę (facet nawet został o tym poinformowany, ale się nie przejął).
Kiedy o pomyśle dowiedział się Arturek (też jeden z siatkarskiej paczki), zapytał: ale jak chcesz zrobić pułapkę na listonosza? Z patyczka, pudełka i serka na sznurku?
Bardziej komiksowo wymyślić się tego nie dało. Perspektywa takiej pułapki sprawiła, że nigdy jej nie założyliśmy...
czwartek, 16 listopada 2006
94. Autografoman
Przyszedł dzisiaj na uczelnię Olek, miotnął mi przed nosem listopadowym numerem "Twórczości", włożył do ręki długopis i otworzył czasopismo.
- Tu autograf proszę - zadysponował.
- A... a... ale czy to konieczne? - pytam spłoszona.
- Tak. Podpisuj się. Tylko nie trzema krzyżykami!
- A jak się pomylę?
- Jak się pomylisz, to kupisz mi nowy egzemplarz i podpiszesz się na nim jeszcze raz - Olek wydawał się być zdecydowany na wszystko.
- To może ja poćwiczę na ulotce...
- Poćwicz - przyzwolił łaskawie Olek. - Bo wiesz, żeby dostać dyplom, trzeba ze cztery podpisy złożyć... Ta umiejętność ci się w życiu przyda...
Podpisałam się w końcu. Olek zabrał "Twórczość" i westchnął:
- O ludzie, co się człowiek musiał naprosić... to już łatwiej od Dody dostać autograf...
- Tu autograf proszę - zadysponował.
- A... a... ale czy to konieczne? - pytam spłoszona.
- Tak. Podpisuj się. Tylko nie trzema krzyżykami!
- A jak się pomylę?
- Jak się pomylisz, to kupisz mi nowy egzemplarz i podpiszesz się na nim jeszcze raz - Olek wydawał się być zdecydowany na wszystko.
- To może ja poćwiczę na ulotce...
- Poćwicz - przyzwolił łaskawie Olek. - Bo wiesz, żeby dostać dyplom, trzeba ze cztery podpisy złożyć... Ta umiejętność ci się w życiu przyda...
Podpisałam się w końcu. Olek zabrał "Twórczość" i westchnął:
- O ludzie, co się człowiek musiał naprosić... to już łatwiej od Dody dostać autograf...
wtorek, 14 listopada 2006
93. Woda na pustyni
Jadę autobusem. W autobusie matka z dwójką dzieci. Młodsze dziecko, na oko dwuletnie, zwraca się do swojej matki:
- Pić, pić, pić!
Matka sięga do wózka, wyciąga butelkę. W tym czasie dziecko odwraca się i patrzy na emeryta (który siedział za matką).
- Pić, pić, pić - poinformowało dziecko emeryta.
- Nie mam nic do picia - rozłożył ręce emeryt. W tym czasie dziecko dostało od matki butelkę. Napiło się, a potem chciało poczęstować emeryta. No bo skoro nie miał...
- Pić, pić, pić!
Matka sięga do wózka, wyciąga butelkę. W tym czasie dziecko odwraca się i patrzy na emeryta (który siedział za matką).
- Pić, pić, pić - poinformowało dziecko emeryta.
- Nie mam nic do picia - rozłożył ręce emeryt. W tym czasie dziecko dostało od matki butelkę. Napiło się, a potem chciało poczęstować emeryta. No bo skoro nie miał...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


