Wiadomości dzisiaj kilka, jak zwykle w czwartki.
1) Jutro Boss ma referat na konferencji różewiczowskiej. Mrówka też. Więc możecie przyjść o 15 do GTL-u i nas posłuchać (to znaczy Bossa posłuchać, mnie niekoniecznie).
Boss reklamuje konferencję, polecając wszystkim, żeby przyszli i zniszczyli Mrówkę :D. Taak... tylko że ja w chwilach zagrożenia uciekam do Promotora swojego cierpliwego...
Mrówka: Ale jak próbuję powtarzać sobie referat, to zasypiam na piątej stronie!
Olek: Nie martw się, audytorium zaśnie już na trzeciej.
Będzie wesoło :D.
2) Mój Promotor wymyślił, żeby zrobić listę i seminarium zastąpić indywidualnymi konsultacjami (szkoda, różne podpowiedzi dla innych mi się przydawały :( ).
- To Mrówka zrobi listę - zaproponował Bosski Promotor. Po chwili, tknięty nagłym przeczuciem, powiedział Mrówce - Tylko nie wpisuj się na co drugi termin!
Aż tak czytelne były te moje zamiary?
czwartek, 14 grudnia 2006
wtorek, 12 grudnia 2006
115. Anonimowo
dzisiejszą notkę sponsoruje Sal Paradise
- O Boże, ale żenada - skomentował mi na gg Kamil Milian jakiś pomysł.
- "Żenada"? - zareagowałam błyskawicznie. - Mówisz jak KK!
- Nieprawda - zaprotestował Kamil. - Mówię jak KM!
- KM??? A kto to jest KM? - nigdy nie twierdziłam, że grzeszę inteligencją...
- Kamil Milian! - wyjaśnił Kamil Milian.
Nigdy bym nie zgadła...
- O Boże, ale żenada - skomentował mi na gg Kamil Milian jakiś pomysł.
- "Żenada"? - zareagowałam błyskawicznie. - Mówisz jak KK!
- Nieprawda - zaprotestował Kamil. - Mówię jak KM!
- KM??? A kto to jest KM? - nigdy nie twierdziłam, że grzeszę inteligencją...
- Kamil Milian! - wyjaśnił Kamil Milian.
Nigdy bym nie zgadła...
poniedziałek, 11 grudnia 2006
111.Sposoby na depresję
Posłałam wczoraj wieczorem Slkowi smsem wiadomość:
a jak czasem cię szlag trafia
to pomoże pornografia.
Macie jakieś inne sposoby na chandrę? Bo tego nie wykorzystywałam ;)
a jak czasem cię szlag trafia
to pomoże pornografia.
Macie jakieś inne sposoby na chandrę? Bo tego nie wykorzystywałam ;)
wtorek, 5 grudnia 2006
110. na rozkaz...
Poszliśmy dzisiaj z Slkiem-Tyranem na czwarte piętro, na poszukiwanie Kaliny.
- Idzie twój Promotor - mruknął mi Slk.
- Dzień dobry! - wołam.
- Mrówka - do mnie! - słyszę w odpowiedzi.
Poszliśmy sobie pod gabinet Bossa. Kalina, Slk i ja. Przy okazji po drodze zastanawiałam się, co ja takiego ostatnio zrobiłam. Doszłam do inteligentnego wniosku, że nic. A potem - że może właśnie o to chodzi. Że nic.
Wraca Promotor i mnie gestem woła do siebie.
- Mam się bać? - pytam na wszelki wypadek.
- Nie - śmieje się Boss.
Wchodzimy do gabinetu.
Mój Promotor daje mi książkę.
Cudowny jest.
Wczoraj wieczorem słuchałam sobie Powtórki z rozrywki. W oczekiwaniu na przylot siatkarzy Andrus wydziwiał nad nieoficjalnym hymnem siatkówki - nad Pieśnią o małym rycerzu. Zastanawiał się, dlaczego o małym rycerzu, skoro siatkarze są wysocy. I zaproponował przeróbki tej pieśni.
Natychmiast napisałam mu:
W szerokim stepie - w stepie szerokim - krajobraz jakby po burzy,
kto się pokaże? Nasi siatkarze! Z nimi Lozano nieduży.
No i Andrus to zaraz przeczytał w Powtórce. Obiecuję, zastanowię się nad sobą.
- Idzie twój Promotor - mruknął mi Slk.
- Dzień dobry! - wołam.
- Mrówka - do mnie! - słyszę w odpowiedzi.
Poszliśmy sobie pod gabinet Bossa. Kalina, Slk i ja. Przy okazji po drodze zastanawiałam się, co ja takiego ostatnio zrobiłam. Doszłam do inteligentnego wniosku, że nic. A potem - że może właśnie o to chodzi. Że nic.
Wraca Promotor i mnie gestem woła do siebie.
- Mam się bać? - pytam na wszelki wypadek.
- Nie - śmieje się Boss.
Wchodzimy do gabinetu.
Mój Promotor daje mi książkę.
Cudowny jest.
Wczoraj wieczorem słuchałam sobie Powtórki z rozrywki. W oczekiwaniu na przylot siatkarzy Andrus wydziwiał nad nieoficjalnym hymnem siatkówki - nad Pieśnią o małym rycerzu. Zastanawiał się, dlaczego o małym rycerzu, skoro siatkarze są wysocy. I zaproponował przeróbki tej pieśni.
Natychmiast napisałam mu:
W szerokim stepie - w stepie szerokim - krajobraz jakby po burzy,
kto się pokaże? Nasi siatkarze! Z nimi Lozano nieduży.
No i Andrus to zaraz przeczytał w Powtórce. Obiecuję, zastanowię się nad sobą.
niedziela, 3 grudnia 2006
108. Wicemistrzostwo świata
A, napiszę to, bo co mi szkodzi.
Polscy siatkarze wicemistrzami świata.
Brawo, Biało-Czerwoni!
Dziękujemy! *Mrówka ubiera czapeczkę i czuje się jak kibic*
Polscy siatkarze wicemistrzami świata.
Brawo, Biało-Czerwoni!
Dziękujemy! *Mrówka ubiera czapeczkę i czuje się jak kibic*
sobota, 2 grudnia 2006
106. Telefon
Jak zaplątałam się w telefon - powieść grozy.
Siedziałam sobie grzecznie wczoraj pod półką z telefonem. Pisałam rozdział do pracy mgr. Kiedy straciłam całą wenę, postanowiłam zmienić miejsce tworzenia (w różnych częściach domu mam porozmieszczane różne weny. Ta od satyry siedzi w wannie i w łóżku, ta od pracy - w dużym pokoju). Wstałam. A raczej - chciałam wstać. Coś mi w tym przeszkodziło. Z niewiarygodną siłą przyciągnęło mnie do szafki z telefonem. Po raz drugi spróbowałam wstać. Nie udało się. Zrozumiałam, że mogę tu zostać już na zawsze. Ja i kawałek pracy magisterskiej. Zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć:
- Pomocy! Ratunku! Niech mnie ktoś uwolni!
Przyszła mama.
- Co się dzieje? - zapytała.
- Zdaje mi się, że zaplątałam się w telefon - wyjaśniłam. - Nie mogę się ruszyć, bo szafka idzie za mną.
Mama westchnęła i wyplątała mi włosy z kabelka od słuchawki. Rzeczywiście zaplątałam się w telefon. Duża sztuka...
PS - jeśli uda mi się zaplątać w komórkowy, będzie jeszcze weselej
Siedziałam sobie grzecznie wczoraj pod półką z telefonem. Pisałam rozdział do pracy mgr. Kiedy straciłam całą wenę, postanowiłam zmienić miejsce tworzenia (w różnych częściach domu mam porozmieszczane różne weny. Ta od satyry siedzi w wannie i w łóżku, ta od pracy - w dużym pokoju). Wstałam. A raczej - chciałam wstać. Coś mi w tym przeszkodziło. Z niewiarygodną siłą przyciągnęło mnie do szafki z telefonem. Po raz drugi spróbowałam wstać. Nie udało się. Zrozumiałam, że mogę tu zostać już na zawsze. Ja i kawałek pracy magisterskiej. Zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć:
- Pomocy! Ratunku! Niech mnie ktoś uwolni!
Przyszła mama.
- Co się dzieje? - zapytała.
- Zdaje mi się, że zaplątałam się w telefon - wyjaśniłam. - Nie mogę się ruszyć, bo szafka idzie za mną.
Mama westchnęła i wyplątała mi włosy z kabelka od słuchawki. Rzeczywiście zaplątałam się w telefon. Duża sztuka...
PS - jeśli uda mi się zaplątać w komórkowy, będzie jeszcze weselej
czwartek, 30 listopada 2006
104. Pomysł
Wpadłam na świetny - jak mi się wydawało - pomysł do urodzinowej szopki.
Zapisałam sobie ten pomysł.
Na drugi dzień zajrzałam do notatek:
"słup poszukuje stróża"
o co chodziło?
Zapisałam sobie ten pomysł.
Na drugi dzień zajrzałam do notatek:
"słup poszukuje stróża"
o co chodziło?
sobota, 25 listopada 2006
100. Uświadomiona
Na seminarium Promotor mówi coś gwarą. A że dla mnie gwara to język obcy, nie jestem w stanie całości powtórzyć.
- Co to znaczy "boćkać"? - zapytała Mrówka, kiedy Boss skończył.
- Całować się - wyjaśnił cierpliwy Promotor.
- Ahaaaaa! - olśniło Mrówkę. - To dlatego potem boćki dzieci przynoszą?
Promotor Mrówki zrezygnowany pokręcił głową.
- Mrówka, to ja jestem ciekawy, jak byś wytłumaczyła, że dzieci się w kapuście znajduje...
- Co to znaczy "boćkać"? - zapytała Mrówka, kiedy Boss skończył.
- Całować się - wyjaśnił cierpliwy Promotor.
- Ahaaaaa! - olśniło Mrówkę. - To dlatego potem boćki dzieci przynoszą?
Promotor Mrówki zrezygnowany pokręcił głową.
- Mrówka, to ja jestem ciekawy, jak byś wytłumaczyła, że dzieci się w kapuście znajduje...
piątek, 24 listopada 2006
99. Prawo
- Idę na prawo - oznajmiła nam ostatnio Kasia. Zgodnie wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
- Teraz idziesz? Na piątym roku polonistyki? - upewnił się Olek.
- Chce ci się iść na prawo? - zdziwiła się Mrówka, leniwa z natury.
- Taaaaak... - potwierdziła Kasia. Obejrzała sobie jeszcze nasze miny, a potem dodała - Na prawo jazdy idę.
Po pięciu minutach Olek wybuchnął (wcześniej nie był w stanie):
- Nie mogłaś mi tego dziesięć lat temu powiedzieć? Taki fajny żart dla kolegów bym miał! A tak to się zmarnowało!
- Teraz idziesz? Na piątym roku polonistyki? - upewnił się Olek.
- Chce ci się iść na prawo? - zdziwiła się Mrówka, leniwa z natury.
- Taaaaak... - potwierdziła Kasia. Obejrzała sobie jeszcze nasze miny, a potem dodała - Na prawo jazdy idę.
Po pięciu minutach Olek wybuchnął (wcześniej nie był w stanie):
- Nie mogłaś mi tego dziesięć lat temu powiedzieć? Taki fajny żart dla kolegów bym miał! A tak to się zmarnowało!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


