Z Częstochowy wracaliśmy parami. Kiedy wykończeni wsiedliśmy z Piotrkiem do pociągu pospiesznego z Częstochowy (a właściwie PRZEZ Częstochowę) do Katowic i zajęliśmy dwa ostatnie STOJĄCE miejsca, lekko się zdziwiliśmy. Jak się okazało, pociągiem tym jechali fani Metalliki, do Katowic na koncert. Niestety, okazało się po fakcie, wskutek czego przez ponad 1,5 godziny STALIŚMY.
- No, Metallica gra na Śląskim, 80 tysięcy ludzi się tu zjechało - napisał mi właśnie Olek.
- Zauważyłam - odpisałam mu. - 79 tysięcy jechało w naszym pociągu.
- A w moim korku pozostały tysiąc - uzupełnił Olek.
środa, 28 maja 2008
czwartek, 22 maja 2008
556. siła precyzji
- Idę spać, bo padam na nos - napisałam do Piotrka po pracowicie spędzonym dniu (i po konsultacjach, w których towarzyszyliśmy Ani B.)
- Mówi się, że padasz na twarz! - poprawił mnie Piotrek.
- Ja padam na nos, bo mi bardziej wystaje niż twarz - uściśliłam, bo w końcu wiem, co mi się pierwsze zetknie z ziemią jak padnę.
- A ja padam na ciemię - poddał się Piotrek.
- A gdzie jest ciemię? - zastanowiłam się, ziewając przeraźliwie.
- Na czole - odparł Piotrek. - To znaczy pod czołem.
- Piotrek, JA mam pod czołem NOS!!! - zauważyłam.
- Nie w tym kierunku patrzysz. Nie pod w sensie pod, a pod w sensie pod spodem. W głębi - wysilał się Piotrek.
- Piotrek, tam NIC nie mam.
- Za głęboko sięgasz - stwierdził Piotrek. - Ja mówię o kości.
Z kolei przed chwilą tłumaczyłam Fimbulowi, kim jest Ania od Piotrka. Wreszcie załapał.
- Bo wiesz - powiedział mi. - Ja poznałem Piotrka jako Piotrka od Ani. Anię znałem najpierw.
- No właśnie! - ucieszyłam się. - To ta Ania od Piotrka od Ani to właśnie ona!
- Mówi się, że padasz na twarz! - poprawił mnie Piotrek.
- Ja padam na nos, bo mi bardziej wystaje niż twarz - uściśliłam, bo w końcu wiem, co mi się pierwsze zetknie z ziemią jak padnę.
- A ja padam na ciemię - poddał się Piotrek.
- A gdzie jest ciemię? - zastanowiłam się, ziewając przeraźliwie.
- Na czole - odparł Piotrek. - To znaczy pod czołem.
- Piotrek, JA mam pod czołem NOS!!! - zauważyłam.
- Nie w tym kierunku patrzysz. Nie pod w sensie pod, a pod w sensie pod spodem. W głębi - wysilał się Piotrek.
- Piotrek, tam NIC nie mam.
- Za głęboko sięgasz - stwierdził Piotrek. - Ja mówię o kości.
Z kolei przed chwilą tłumaczyłam Fimbulowi, kim jest Ania od Piotrka. Wreszcie załapał.
- Bo wiesz - powiedział mi. - Ja poznałem Piotrka jako Piotrka od Ani. Anię znałem najpierw.
- No właśnie! - ucieszyłam się. - To ta Ania od Piotrka od Ani to właśnie ona!
sobota, 17 maja 2008
552. nic mnie nie zdziwi
Kiedy wczoraj, wykończona po całodniowej konferencji, szłam sobie bardzo powoli w stronę przystanku, postanowiłam napisać trzy smsy:
- do dra PM - bo w końcu o jego twórczości mówiłam,
- do Ani Sz, że wielu przystojniaków było i aż żal wyjeżdżać
- i do brata, że dobrze, że konie nie plują.
Na szczęście nie pomylili mi się adresaci. Wprawdzie dzisiaj rano przestraszyła mnie Ania, pisząc:
- Nie, nie dostałam żadnego smsa od ciebie...
Ale po chwili zreflektowała się i wyjaśniła:
- Aha! To znaczy, że ja naprawdę dostałam jakiegoś smsa? Myślałam, że mi się to śni i go wykasowałam bez czytania...
Jeśli chodzi o konia, który nie pluje - postanowiłam powlec się na przystanek nie Floriańską, a ulicą świętego Jana. Czyli ulicą obok, równoległą do Floriańskiej, a z mniejszym tłumem. Żeby tam dojść, przechodziłam koło zaparkowanej dorożki. Kiedy byłam na trzy centymetry przed koniem, postanowiłam sprawdzić, czy on mnie w ogóle widzi. Spojrzałam na niego, zezując w jego stronę. WIDZIAŁ. Okazało się, że przez ten czas podejrzliwie zezował w moją.
Kiedy szłam sobie spokojnie i pisałam któregoś smsa, usłyszałam za sobą jakiś dziwny chrzęst. I skrzypienie. I stukot nienaturalny. Dyskretnie zerknęłam przez ramię. I okazało się, że idzie za mną trzech facetów w zbrojach. Naprawdę, nic mnie już nie zdziwi.
- do dra PM - bo w końcu o jego twórczości mówiłam,
- do Ani Sz, że wielu przystojniaków było i aż żal wyjeżdżać
- i do brata, że dobrze, że konie nie plują.
Na szczęście nie pomylili mi się adresaci. Wprawdzie dzisiaj rano przestraszyła mnie Ania, pisząc:
- Nie, nie dostałam żadnego smsa od ciebie...
Ale po chwili zreflektowała się i wyjaśniła:
- Aha! To znaczy, że ja naprawdę dostałam jakiegoś smsa? Myślałam, że mi się to śni i go wykasowałam bez czytania...
Jeśli chodzi o konia, który nie pluje - postanowiłam powlec się na przystanek nie Floriańską, a ulicą świętego Jana. Czyli ulicą obok, równoległą do Floriańskiej, a z mniejszym tłumem. Żeby tam dojść, przechodziłam koło zaparkowanej dorożki. Kiedy byłam na trzy centymetry przed koniem, postanowiłam sprawdzić, czy on mnie w ogóle widzi. Spojrzałam na niego, zezując w jego stronę. WIDZIAŁ. Okazało się, że przez ten czas podejrzliwie zezował w moją.
Kiedy szłam sobie spokojnie i pisałam któregoś smsa, usłyszałam za sobą jakiś dziwny chrzęst. I skrzypienie. I stukot nienaturalny. Dyskretnie zerknęłam przez ramię. I okazało się, że idzie za mną trzech facetów w zbrojach. Naprawdę, nic mnie już nie zdziwi.
wtorek, 13 maja 2008
550. duch i ustalenia
- O której masz autobus? - zapytała Ania B.
- Nie wiem. Pójdziesz ze mną sprawdzić?
- Jasne - zgodziła się. - Bo jak się okaże, że masz za 15 minut, to pójdziesz ze mną do bankomatu.
Za 20 miałam. Poszłyśmy.
- Miałaś nas odwiedzić - przypomniała Ania B.
- Codziennie u was siedzę duchem. Na kanapie - wyjaśniłam, bo nie zauważam czasami, jak mi czas szybko leci.
- Skąd wiesz, że mamy kanapę? - zapytała Ania.
- No nie wiem... to na podłodze siedzę duchem, mojemu duchowi wszystko jedno.
- A skąd wiesz, że mamy podłogę?
Łatwo wybrnąć nie było ;).
- Nie wiem. Pójdziesz ze mną sprawdzić?
- Jasne - zgodziła się. - Bo jak się okaże, że masz za 15 minut, to pójdziesz ze mną do bankomatu.
Za 20 miałam. Poszłyśmy.
- Miałaś nas odwiedzić - przypomniała Ania B.
- Codziennie u was siedzę duchem. Na kanapie - wyjaśniłam, bo nie zauważam czasami, jak mi czas szybko leci.
- Skąd wiesz, że mamy kanapę? - zapytała Ania.
- No nie wiem... to na podłodze siedzę duchem, mojemu duchowi wszystko jedno.
- A skąd wiesz, że mamy podłogę?
Łatwo wybrnąć nie było ;).
poniedziałek, 12 maja 2008
549. rozmowa smsowa
Przesłałam do Fimbula smsa:
"Fimbulku kochany
bez ciebie mi źle tu.
Do tego - o rany! -
nie mam internetu."
Fimbulek po chwili odpisał:
"W końcu cię podłączą,
nie rób smutnej miny,
za to dam ci książkę
jak się zobaczymy".
Podłączyli.
"Fimbulku kochany
bez ciebie mi źle tu.
Do tego - o rany! -
nie mam internetu."
Fimbulek po chwili odpisał:
"W końcu cię podłączą,
nie rób smutnej miny,
za to dam ci książkę
jak się zobaczymy".
Podłączyli.
niedziela, 11 maja 2008
548,5. chwalimy się
Po pierwsze: radością Fimbulka się dzielę:
http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=461
Po drugie, rozmowa z Anią (Sz):
Mrówka: Mam dziesięć stron R2 i jestem z nich dumna. Te dziesięć stron jest lepsze niż cała Wielka Rewia.
Ania (Sz): To może nie pisz już więcej?
Mrówka: Nie mogę, to dopiero początek.
Teraz mam 15 stron i dumna jestem dalej.
http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=461
Po drugie, rozmowa z Anią (Sz):
Mrówka: Mam dziesięć stron R2 i jestem z nich dumna. Te dziesięć stron jest lepsze niż cała Wielka Rewia.
Ania (Sz): To może nie pisz już więcej?
Mrówka: Nie mogę, to dopiero początek.
Teraz mam 15 stron i dumna jestem dalej.
piątek, 9 maja 2008
548. szczerość
- Bierzemy coś do Szczyrku? Jakieś kubki, sztućce itp.? - upewnił się kiedyś Fimbul.
- Nie. Pytałam o to, Ania powiedziała, że wszystko jest na miejscu. No chyba że chcesz coś zabrać.
- Pewnie - napisał mi Fimbul. - Nie mogę zasnąć bez swojej ulubionej łyżeczki. Zawsze przed snem gapię się na nią powtarzając "there is no spoon!". To lepsze niż liczenie baranów.
- A nie masz wrażenia, że trochę się przy tym oszukujesz? - poinformowałam się delikatnie.
- A jak liczysz skaczące przez łóżko barany to to nie jest okłamywanie? - zapytał Fimbul retorycznie.
Cóż, trochę racji w tym ma.
A ja fruwam z radości, bo Egzekutor powiedział, że mam zgodę in blanco naszego wykładowcy-kalamburzysty, na występowanie w R2. Cieszę się, bo ładny fragment mi z nim wyszedł i nie wiedziałam, czy nie będę musiała zmieniać. Ile lat temu tak się cieszyłam po podobnej zgodzie, udzielonej przez Bossa... ;)
- Nie. Pytałam o to, Ania powiedziała, że wszystko jest na miejscu. No chyba że chcesz coś zabrać.
- Pewnie - napisał mi Fimbul. - Nie mogę zasnąć bez swojej ulubionej łyżeczki. Zawsze przed snem gapię się na nią powtarzając "there is no spoon!". To lepsze niż liczenie baranów.
- A nie masz wrażenia, że trochę się przy tym oszukujesz? - poinformowałam się delikatnie.
- A jak liczysz skaczące przez łóżko barany to to nie jest okłamywanie? - zapytał Fimbul retorycznie.
Cóż, trochę racji w tym ma.
A ja fruwam z radości, bo Egzekutor powiedział, że mam zgodę in blanco naszego wykładowcy-kalamburzysty, na występowanie w R2. Cieszę się, bo ładny fragment mi z nim wyszedł i nie wiedziałam, czy nie będę musiała zmieniać. Ile lat temu tak się cieszyłam po podobnej zgodzie, udzielonej przez Bossa... ;)
środa, 7 maja 2008
547. kocham Was ;D
Dzień fantastyczny i spędzony z ludźmi, do których mam całkowite zaufanie. Jeszcze z uczelnianych Fimbula i Szczepanik brakowało :).
Siedziałam sobie z Megi i Igorem. Właściwie to wykończony Igor drzemał koło Megi, a Megi z kimś rozmawiała. Postanowiłam trochę podokuczać Psu Asystentowi.
- Whraaał! Jestem tygrysem! - powiedziałam, szczypiąc Igora w grzbiet. - Zaraz cię zjem!
Megi oderwała się od swojej rozmowy.
- Słuchaj, co ty właściwie opowiadasz mojemu psu? - zapytała niepewnie.
Igor się nie przejął, mogłabym zjeść.
Nawiasem mówiąc, jak dawno temu udawałam, że jestem słoniem i tupałam mu przy uchu, mówiąc, że zaraz go rozdeptam, to tylko pomerdał ogonem przez sen. Może lubi słonie i tygrysy.
Chwilę później przechodził Pan Dziekan i na widok Igora powiedział:
- O, jest mój ulubiony student!
Co dało nam trochę do myślenia.
Siedziałam sobie z Megi i Igorem. Właściwie to wykończony Igor drzemał koło Megi, a Megi z kimś rozmawiała. Postanowiłam trochę podokuczać Psu Asystentowi.
- Whraaał! Jestem tygrysem! - powiedziałam, szczypiąc Igora w grzbiet. - Zaraz cię zjem!
Megi oderwała się od swojej rozmowy.
- Słuchaj, co ty właściwie opowiadasz mojemu psu? - zapytała niepewnie.
Igor się nie przejął, mogłabym zjeść.
Nawiasem mówiąc, jak dawno temu udawałam, że jestem słoniem i tupałam mu przy uchu, mówiąc, że zaraz go rozdeptam, to tylko pomerdał ogonem przez sen. Może lubi słonie i tygrysy.
Chwilę później przechodził Pan Dziekan i na widok Igora powiedział:
- O, jest mój ulubiony student!
Co dało nam trochę do myślenia.
sobota, 3 maja 2008
544. wierszyk z przesłaniem
Ostatnio przed ekranem pisałam Fimbulowi wierszyk z przesłaniem...
Siedzi sobie Fimbul dziś przed monitorem,
siedzi już dość długo, nie zważa na porę,
Czas go nie obchodzi, ni w pogodzie zmiany,
siedzi Fimbul sobie, jest zapracowany.
Ludzie dziś mu nie są do pomocy skorzy:
maila więc do Mrówki Fimbul nie ułoży,
nie ułoży maila, tak jak umie on to,
oj, puściutkie będzie dzisiaj Mrówki konto.
Maila nie napisze (choć nie mówi, że nie)...
Zamkną Mrówce konto admini na tlenie,
zamkną Mrówce konto już jutro nad ranem
(to konto mailowe. Bo nieużywane)
Mógłby Mrówce chwile rozproszyć ponure,
Skoro i tak stuka sobie w klawiaturę
Mógłby coś właściwie napisać w pięć minut
Mógłby coś napisać... Fimbulku, do czynu!
Mógłby coś napisać Mrówce w parę chwil, czy
mógłby nawet maila... lecz on ciągle milczy.
Nie śle nic - ni grama słownych wygibasów.
Już Mrówki nie lubi? Czy też nie ma czasu?
Siedzi tak Fimbulek stracony dla świata,
nie wie, że dla Mrówki to największa strata,
nie wie, że ta Mrówka za nim tęskni stale
i na maile czeka. Tak! Na maili zalew.
Siedzi sobie Fimbul i ogląda strony
siedzi sobie Fimbul, trochę już zmęczony,
Siedzi sobie Fimbul, pracuje aż miło,
siedzi... na stojąco trudniej by mu było.
Siedzi sobie Fimbul i stuka w klawisze,
lecz maila do Mrówki dalej on nie pisze.
Mrówka siedzi w nerwach no i w smutku cała
i co chwilę sprawdza, czy internet działa.
Wreszcie, już nad ranem, dziś o wczesnej porze
myśli Fimbul: maila może Mrówce stworzę.
Mrówka się ucieszy z maila z moich rączek.
Chciał napisać szybko, lecz mu padło łącze.
I pół dnia minęło nim się z tym uporał,
Fimbulku, pisz Mrówce od razu, to morał.
Wierszyk jeszcze jedną zgrabną puentę ma:
masz napisać maila? Napisz Mrówce dwa.
Ciekawe, czy na Bossa też by coś takiego działało... ;)
Siedzi sobie Fimbul dziś przed monitorem,
siedzi już dość długo, nie zważa na porę,
Czas go nie obchodzi, ni w pogodzie zmiany,
siedzi Fimbul sobie, jest zapracowany.
Ludzie dziś mu nie są do pomocy skorzy:
maila więc do Mrówki Fimbul nie ułoży,
nie ułoży maila, tak jak umie on to,
oj, puściutkie będzie dzisiaj Mrówki konto.
Maila nie napisze (choć nie mówi, że nie)...
Zamkną Mrówce konto admini na tlenie,
zamkną Mrówce konto już jutro nad ranem
(to konto mailowe. Bo nieużywane)
Mógłby Mrówce chwile rozproszyć ponure,
Skoro i tak stuka sobie w klawiaturę
Mógłby coś właściwie napisać w pięć minut
Mógłby coś napisać... Fimbulku, do czynu!
Mógłby coś napisać Mrówce w parę chwil, czy
mógłby nawet maila... lecz on ciągle milczy.
Nie śle nic - ni grama słownych wygibasów.
Już Mrówki nie lubi? Czy też nie ma czasu?
Siedzi tak Fimbulek stracony dla świata,
nie wie, że dla Mrówki to największa strata,
nie wie, że ta Mrówka za nim tęskni stale
i na maile czeka. Tak! Na maili zalew.
Siedzi sobie Fimbul i ogląda strony
siedzi sobie Fimbul, trochę już zmęczony,
Siedzi sobie Fimbul, pracuje aż miło,
siedzi... na stojąco trudniej by mu było.
Siedzi sobie Fimbul i stuka w klawisze,
lecz maila do Mrówki dalej on nie pisze.
Mrówka siedzi w nerwach no i w smutku cała
i co chwilę sprawdza, czy internet działa.
Wreszcie, już nad ranem, dziś o wczesnej porze
myśli Fimbul: maila może Mrówce stworzę.
Mrówka się ucieszy z maila z moich rączek.
Chciał napisać szybko, lecz mu padło łącze.
I pół dnia minęło nim się z tym uporał,
Fimbulku, pisz Mrówce od razu, to morał.
Wierszyk jeszcze jedną zgrabną puentę ma:
masz napisać maila? Napisz Mrówce dwa.
Ciekawe, czy na Bossa też by coś takiego działało... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


