Z rzeczy dziwnych, przedziwnych i cudacznych.
Dostałam wczoraj jubileuszową publikację jednego z wydawnictw, oferujących książki dla dzieci. W publikacji są między innymi wypowiedzi różnych czytelników i jeden fragment recenzji. Mojej.
Dostałam wczoraj propozycję półrocznej pracy nad stroną tekstową pewnego wydarzenia. Wstępnie się zgadzam (niewstępnie, przypuszczam, też, kiedyś marzyłam o takiej możliwości, mam szansę spróbować).
Dostałam wczoraj informację o tym, że już fizycznie jest pierwsza (z tegorocznych chyba sześciu, jeśli dobrze liczę) książka, w której ukazał się mój tekst. Sprzed lat X.
Na szczegóły jednej z tekstowych ofert, którą muszę nagiąć do własnych wymogów, czekam.
"Świat mój składa się ze słów".
Uciekam przed tym do kabli, a dzisiaj odpuszczam sobie wszystko, łącznie z Bielskiem.
wtorek, 25 stycznia 2011
środa, 19 stycznia 2011
1051. ekspert
Bo to było tak, że bardzo chciałam jechać na "Fabrykanta torped", odkąd Kipero powiedział mi, że jest.
Nauczyłam się trasy (to znaczy milion razy sprawdzałam, w które miejsce mam trafić z przystanku, gdzie jest przystanek, jako który na trasie, co mam zrobić jak wysiądę itp.). Po czym odpuściłam sobie, uznając, że i tak zabłądzę, bo będzie ciemno.
Z zamyślenia w autobusie wyrwało mnie pytanie:
- Przepraszam bardzo, czy ten przystanek teraz to będzie Burowiec?
- Mam nadzieję, że tak - odparłam. - Jadę tą trasą pierwszy raz, więc nie wiem.
Wysiadłam z autobusu i poszłam sobie w stronę, która wydawała mi się bardziej prawdopodobna.
- Przepraszam, czy tędy idzie się do domu kultury? - zapytała jedna z dziewczyn z grupki, którą mijałam.
- Nie mam pojęcia - przyznałam zgodnie z prawdą.
I dalej szliśmy razem.
Kiedy byliśmy już pod domem kultury, zadzwonił telefon. Magda, która chciała mnie odebrać z przystanku, tylko nie powiedziała wcześniej, że mam na nią tam zaczekać ;D. Dowiedziała się, że jestem na miejscu, więc przestała się martwić, że zabłądzę.
A wracaliśmy w trójkę.
- Jak ci się udał powrót w ciemnościach? - poinformował się Fimbul. Opowiedziałam mu.
- To wybrałaś najniższy poziom trudności - ocenił. - Następnym razem wracaj na expert. Pieszo.
Tja...
Nauczyłam się trasy (to znaczy milion razy sprawdzałam, w które miejsce mam trafić z przystanku, gdzie jest przystanek, jako który na trasie, co mam zrobić jak wysiądę itp.). Po czym odpuściłam sobie, uznając, że i tak zabłądzę, bo będzie ciemno.
Z zamyślenia w autobusie wyrwało mnie pytanie:
- Przepraszam bardzo, czy ten przystanek teraz to będzie Burowiec?
- Mam nadzieję, że tak - odparłam. - Jadę tą trasą pierwszy raz, więc nie wiem.
Wysiadłam z autobusu i poszłam sobie w stronę, która wydawała mi się bardziej prawdopodobna.
- Przepraszam, czy tędy idzie się do domu kultury? - zapytała jedna z dziewczyn z grupki, którą mijałam.
- Nie mam pojęcia - przyznałam zgodnie z prawdą.
I dalej szliśmy razem.
Kiedy byliśmy już pod domem kultury, zadzwonił telefon. Magda, która chciała mnie odebrać z przystanku, tylko nie powiedziała wcześniej, że mam na nią tam zaczekać ;D. Dowiedziała się, że jestem na miejscu, więc przestała się martwić, że zabłądzę.
A wracaliśmy w trójkę.
- Jak ci się udał powrót w ciemnościach? - poinformował się Fimbul. Opowiedziałam mu.
- To wybrałaś najniższy poziom trudności - ocenił. - Następnym razem wracaj na expert. Pieszo.
Tja...
wtorek, 4 stycznia 2011
Co dziś zjadło abecadło?
Nie byłoby tej książki, gdyby nie Marcin Pałasz, który pewnego dnia zapytał, czy autora pomysłu na książkę potraktowałabym jako współautora, a po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej przysłał mi wizję książki.
Która powstała w jakiś weekend (nawet nie wiem, czy sobie zapisałam, kiedy, bo pamiętam, że od rana do wieczora pisałam, żeby szybko skończyć).
Nie byłoby tej książki, gdyby nie rodzice, którzy cierpliwie wymyślali mi potrawy na kolejne litery alfabetu i gdyby nie brat, który wyszukiwał informacje, co jakie zwierzątko jada.
I w zasadzie to koniec historii.
Przemeblowanie w głowie.
Nie byłoby tej książki, gdyby nie Marcin Pałasz, który pewnego dnia zapytał, czy autora pomysłu na książkę potraktowałabym jako współautora, a po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej przysłał mi wizję książki.
Która powstała w jakiś weekend (nawet nie wiem, czy sobie zapisałam, kiedy, bo pamiętam, że od rana do wieczora pisałam, żeby szybko skończyć).
Nie byłoby tej książki, gdyby nie rodzice, którzy cierpliwie wymyślali mi potrawy na kolejne litery alfabetu i gdyby nie brat, który wyszukiwał informacje, co jakie zwierzątko jada.
I w zasadzie to koniec historii.
Przemeblowanie w głowie.
piątek, 24 grudnia 2010
a tak wyglądały jasełka:
http://wpia.us.edu.pl/galeria/spotkanie-oplatkowe-2010. I Dziekan w skrzydłach z Korezowych "Ballad".
http://wpia.us.edu.pl/galeria/spotkanie-oplatkowe-2010. I Dziekan w skrzydłach z Korezowych "Ballad".
niedziela, 12 grudnia 2010
1039.
- Idę spać - napisał Piotrek. - Bo jutro wstanę o 10.
- Hm... ja tak codziennie wstaję... - odpisała Mrówka.
Która ma na to usprawiedliwienie, bo jak jej się chce, to pisze do drugiej w nocy po ciemku różne teksty, a jak jej się nie chce to i tak zasypia snem kamiennym i śpi dziesięć godzin przynajmniej.
Co chcecie, zima.
Ahaaaa przedwczoraj wkręciłam pierwszą w życiu śrubkę.
Normalnie WYkręcam :).
- Hm... ja tak codziennie wstaję... - odpisała Mrówka.
Która ma na to usprawiedliwienie, bo jak jej się chce, to pisze do drugiej w nocy po ciemku różne teksty, a jak jej się nie chce to i tak zasypia snem kamiennym i śpi dziesięć godzin przynajmniej.
Co chcecie, zima.
Ahaaaa przedwczoraj wkręciłam pierwszą w życiu śrubkę.
Normalnie WYkręcam :).
czwartek, 9 grudnia 2010
1038.
Poszłam spać z zamiarem napisania CZEGOŚ. Nie bajki, bo gdyby się okazała nudna, to zasnęłabym przedwcześnie, a gdyby się okazała ciekawa, to bym się rozbudziła. No i napisałam tekst, z którego może ktoś zrobi jakąś piosenkę. Gdybym była chudsza, mogłabym ją zaśpiewać, a tak to nie.
Wiecie, że teraz mija rok, odkąd wlazłam na scenę?... Miałam sobie zamiar nawet napisać z tej okazji pierwszy w życiu porządny stand-up, ale mi się już nie chce.
- Wiem, wezmę Sikora do kabaretu - napisał Robo.
- To ja chcę być z wami.
- Ta, chyba jako oświetleniowiec - odpisał Robo.
Przede wszystkim ;D.
We wtorek i środę widzę się z Władkiem Sikorą, doczekać się nie mogę. Dostanę książkę wydaną dawno temu (pod warunkiem, że przypomnę Sikorowi, żeby ją zabrał... przypomnijcie mi koło niedzieli, że mam to zrobić...).
A poza tym ostatnio w teatrze Darek mnie woził na krześle miłosierdzia. Po tym, jak przełamał moje obawy, że się nie zmieszczę. Woził mnie do momentu, kiedy prawie wywaliliśmy się na którymś zakręcie ;D. Ale i tak było fajnie :D
Wiecie, że teraz mija rok, odkąd wlazłam na scenę?... Miałam sobie zamiar nawet napisać z tej okazji pierwszy w życiu porządny stand-up, ale mi się już nie chce.
- Wiem, wezmę Sikora do kabaretu - napisał Robo.
- To ja chcę być z wami.
- Ta, chyba jako oświetleniowiec - odpisał Robo.
Przede wszystkim ;D.
We wtorek i środę widzę się z Władkiem Sikorą, doczekać się nie mogę. Dostanę książkę wydaną dawno temu (pod warunkiem, że przypomnę Sikorowi, żeby ją zabrał... przypomnijcie mi koło niedzieli, że mam to zrobić...).
A poza tym ostatnio w teatrze Darek mnie woził na krześle miłosierdzia. Po tym, jak przełamał moje obawy, że się nie zmieszczę. Woził mnie do momentu, kiedy prawie wywaliliśmy się na którymś zakręcie ;D. Ale i tak było fajnie :D
poniedziałek, 22 listopada 2010
Od ponad 24 godzin tkwię myślami w świecie, który powołałam do życia. Tekst skoczył objętościowo z 10 stron do 27. Od wczoraj. Kiedy tylko na chwilę się zatrzymuję, wyobraźnia podsuwa mi kolejne obrazy, których nie mogę zlekceważyć. Do tego mam mnóstwo pomysłów odważnych, takich z rodzaju - albo się uda i będzie tak, że nikt nie uwierzy, że można było to zrobić, albo się nie uda i nikt się nie dowie, że coś takiego miało się pojawić.
Gorzej, kiedy wyobraźnia miesza obrazy z kolejnych scenek z konsekwencjami pomysłów. Bo wtedy z fazy "spisywanie tego, co słyszę" przechodzi się do fazy "marzenia".
A potem człowiek zasypia.
Widziałam się dzisiaj z Bossem. "Bo ty mi uciekłaś do Mirka" - powiedział.
"Bo on mnie chciał przygarnąć".
Tyle.
Gorzej, kiedy wyobraźnia miesza obrazy z kolejnych scenek z konsekwencjami pomysłów. Bo wtedy z fazy "spisywanie tego, co słyszę" przechodzi się do fazy "marzenia".
A potem człowiek zasypia.
Widziałam się dzisiaj z Bossem. "Bo ty mi uciekłaś do Mirka" - powiedział.
"Bo on mnie chciał przygarnąć".
Tyle.
środa, 17 listopada 2010
1029.
Centrum Katowic. Matka idzie szybko z kilkuletnim dzieckiem. Nagle pyta:
- Co tak dyszysz? Głodna jesteś?
I jeszcze specjalne pozdrowienia dla Sala! :)
- Co tak dyszysz? Głodna jesteś?
I jeszcze specjalne pozdrowienia dla Sala! :)
poniedziałek, 8 listopada 2010
1021. jak schudnąć
1. Wyrzucić wagę.
2. Jeść, co się chce i w ilościach, jakich się akurat potrzebuje.
3. Nie kontrolować masy ciała w żaden sposób.
4. Po dwóch latach przez przypadek zmierzyć się w pasie.
5. Zdziwić się, że ma się o 10 centymetrów mniej, niż się przypuszczało.
Ciekawe, gdzie mi się te dziesięć centymetrów odłożyło...
2. Jeść, co się chce i w ilościach, jakich się akurat potrzebuje.
3. Nie kontrolować masy ciała w żaden sposób.
4. Po dwóch latach przez przypadek zmierzyć się w pasie.
5. Zdziwić się, że ma się o 10 centymetrów mniej, niż się przypuszczało.
Ciekawe, gdzie mi się te dziesięć centymetrów odłożyło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


