Piątek, wydział, drugie piętro.
Wychodzę z łazienki i podchodzę do czekającego na mnie Fimbula (Fimbula o Minie Znudzonej, czekał, bo mieliśmy razem iść na dworzec).
- Widzisz, jak szybko wyszłam? - zagaduję do niego.
- Mrówko... tu nie chodzi o TEMPO twojego WYCHODZENIA z łazienki. Tu chodzi o to, jak długo tam siedziałaś!
E tam, czepia się. ;)
piątek, 30 marca 2007
czwartek, 29 marca 2007
223. bokiem
- Sio stąd - powiedział mi Fimbul, kiedy zagadałam do niego na gg. - Bo zamierzałem pisać konspekt i już widzę, jak go napiszę...
- Dobra, już jestem cichutko - odpisuję.
- Nie no, żartowałem - tłumaczy Fimbul. - Konspekt mogę pisać na boku.
- Na boku to możesz maila do mnie pisać... - proponuję nieśmiało.
- Nie mam tylu boków! - ripostuje Fimbul.
- Dwa masz! A w ogóle mogę to wrzucić na bloga? Że nie masz boków?
- Jasne, wrzucaj co chcesz - zgadza się zrezygnowany Fimbul. - Nie musisz pisać, że mi świetnie poszła konferencja [Fimbul miał dzisiaj referat na konferencji na WNS-ie - przyp. Mrówka], że napisałem dobrze kolosa z gramy [historycznej - przyp. Mrówka]. Ważne, że nie mam boków... - pisze mi rozgoryczony i dodaje - Oglądaliśmy potem [po konferencji - przyp. Mrówka] Jeźdźca bez głowy. Czuję się trochę jak tytułowy bohater. Fimbul bez boku.
A na blogu środa dziewiąta czyli obiecany wczoraj tekst.
- Dobra, już jestem cichutko - odpisuję.
- Nie no, żartowałem - tłumaczy Fimbul. - Konspekt mogę pisać na boku.
- Na boku to możesz maila do mnie pisać... - proponuję nieśmiało.
- Nie mam tylu boków! - ripostuje Fimbul.
- Dwa masz! A w ogóle mogę to wrzucić na bloga? Że nie masz boków?
- Jasne, wrzucaj co chcesz - zgadza się zrezygnowany Fimbul. - Nie musisz pisać, że mi świetnie poszła konferencja [Fimbul miał dzisiaj referat na konferencji na WNS-ie - przyp. Mrówka], że napisałem dobrze kolosa z gramy [historycznej - przyp. Mrówka]. Ważne, że nie mam boków... - pisze mi rozgoryczony i dodaje - Oglądaliśmy potem [po konferencji - przyp. Mrówka] Jeźdźca bez głowy. Czuję się trochę jak tytułowy bohater. Fimbul bez boku.
A na blogu środa dziewiąta czyli obiecany wczoraj tekst.
wtorek, 27 marca 2007
221. w komnacie jasnowidza
cytat z Weisera Dawidka: "Z mrówkami przesadziłeś. Mrówki nikogo nie obchodzą"
Poszliśmy z Fimbulem do Bossa.
Usiedliśmy w gabinecie.
Popatrzyliśmy na siebie.
- Nie wiem, czy pan profesor wie... - zaczął Fimbul i zawiesił głos.
- Wiem - odpowiedział mu mój Bosski Promotor, kiwając głową.
Opadła mi szczęka, bo okazało się, że faktycznie WIEDZIAŁ, z czym przyszliśmy.
Przed Bosskim Bossem nic się nie ukryje, drżyjcie Mrówki ;)
Poszliśmy z Fimbulem do Bossa.
Usiedliśmy w gabinecie.
Popatrzyliśmy na siebie.
- Nie wiem, czy pan profesor wie... - zaczął Fimbul i zawiesił głos.
- Wiem - odpowiedział mu mój Bosski Promotor, kiwając głową.
Opadła mi szczęka, bo okazało się, że faktycznie WIEDZIAŁ, z czym przyszliśmy.
Przed Bosskim Bossem nic się nie ukryje, drżyjcie Mrówki ;)
piątek, 23 marca 2007
218. złota Mrówka
... to nawiązanie do złotej rybki, nie nagroda Złotej Mrówki (chociaż kiedyś - kto wie... ;))
Wczoraj przez cały dzień Olek powtarzał mi, że Remarque nie jest w Polsce w ogóle opracowany. W końcu zaproponował:
- Może machnij mi do poniedziałku ze trzy teksty o nim i opublikuj pod różnymi nazwiskami w czasopismach z lat osiemdziesiątych?
- Dobra! - ucieszyłam się.
Wróciłam do domu. Na skrzynce mail z Iskier - pani z działu promocji przesyła informacje o najbliższych zapowiedziach. Jedną z nich jest biografia Remarque'a. Olek to recenzent Granic. Więc książkę ma już załatwioną. Jeszcze jakieś życzenia? ;)
Poza tym głupie pytania prowadzą często do olśniewających rezultatów...
- Co robisz? - zainteresował się Olek.
- Szukam sieci - odparła a39, wpatrzona w swój telefon.
- Jesteś rybakiem? - ucieszył się Olek, a ja zastanowiłam się, ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać.
- Rybacy nie łowią sieciami! - zaprotestowałam tak sobie. - Tylko wędkarze!
- Wędkarze, jak sama nazwa wskazuje, łowią WĘDKAMI - powiedział Olek dobitnie i przyjrzał mi się z uwagą.
- A rybacy czym? - nie poddawałam się.
- SIECIAMI - poinformował mnie Olek. - No chyba że wolisz myśleć, że rybami.
Tak, chyba tak wolę, śmieszniej jest ;)...
Wczoraj przez cały dzień Olek powtarzał mi, że Remarque nie jest w Polsce w ogóle opracowany. W końcu zaproponował:
- Może machnij mi do poniedziałku ze trzy teksty o nim i opublikuj pod różnymi nazwiskami w czasopismach z lat osiemdziesiątych?
- Dobra! - ucieszyłam się.
Wróciłam do domu. Na skrzynce mail z Iskier - pani z działu promocji przesyła informacje o najbliższych zapowiedziach. Jedną z nich jest biografia Remarque'a. Olek to recenzent Granic. Więc książkę ma już załatwioną. Jeszcze jakieś życzenia? ;)
Poza tym głupie pytania prowadzą często do olśniewających rezultatów...
- Co robisz? - zainteresował się Olek.
- Szukam sieci - odparła a39, wpatrzona w swój telefon.
- Jesteś rybakiem? - ucieszył się Olek, a ja zastanowiłam się, ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać.
- Rybacy nie łowią sieciami! - zaprotestowałam tak sobie. - Tylko wędkarze!
- Wędkarze, jak sama nazwa wskazuje, łowią WĘDKAMI - powiedział Olek dobitnie i przyjrzał mi się z uwagą.
- A rybacy czym? - nie poddawałam się.
- SIECIAMI - poinformował mnie Olek. - No chyba że wolisz myśleć, że rybami.
Tak, chyba tak wolę, śmieszniej jest ;)...
czwartek, 22 marca 2007
217. króliczek
Ostatnie miesiące Arturkowego mieszkania w Jaworznie przypadły na wakacje 2004 roku. Wtedy to chodziliśmy sobie codziennie na kilkukilometrowe POM-y. Wracaliśmy z nich przeważnie wyczerpani i zdolni tylko do tego, żeby usiąść na ławce przed moim blokiem i wykraść na rozmowy jeszcze trochę czasu. Przysiadali się wtedy do nas znajomi, robiło się wesoło. Któregoś dnia pojawił się Królicek.
Sąsiad z klatki obok wyprowadzał co wieczór na ogrodzony trawnik przed blokeim (tuż przed naszą ławką) czarnego króliczka - miniaturkę. Szybko nadaliśmy im własne nazwy - sąsiad został "panem od króliczka", królik - Królickiem.
Pan od króliczka wchodził do ogródka, wypuszczał królika na trawę i zapalał papierosa. Stał w miejscu i leniwie palił. Królik siedział grzecznie przy jego bucie i skubał jakieś zielsko.
Ubaw mieliśmy, kiedy pan od króliczka decydował, że czas wracać. Schylał się po zwierzątko - i w tym momencie królik zaczynał ucieczkę. Kicał w przeciwny kąt ogródka i czekał. Kiedy pan od króliczka zbliżył się i sięgał po niego, Królicek natychmiast przemieszczał się w inną stronę. Pan od króliczka majestatycznie podążał za nim - kilkoma krokami pokonywał trasę między kolejnymi miejscami pobytu Królicka, ale za każdym razem, kiedy się schylał, dzielne zwierzątko uciekało.
Trwało to przeważnie co najmniej pół godziny - kiedy pan od króliczka się zmęczył, łapał Królicka i zanosił pod pachą do domu. Nieodmiennie z naszej ławki rozlegał się wtedy chóralny jęk zawodu. Raz Arturek nie wytrzymał i zawołał "dać mu szansę!". Ale zawsze byliśmy pewni, że na drugi dzień spektakl się powtórzy.
Dzieci pana od króliczka miały swój sposób: wyprowadzały Królicka na smyczy. Kiedy zwierzątko zaczynało uciekać - przydeptywały końcówkę smyczy. Pan od króliczka uważał najwyraźniej, że to uwłacza godności pupila - i bawił się z nim cierpliwie w króliczego berka.
Epilog historii? Któregoś dnia, pod koniec wakacji, pan od króliczka dostał od nas płytę ze zdjęciami Królicka (które robiliśmy w tajemnicy i wszystkimi możliwymi aparatami).
Bo nie o to chodzi, by złapać króliczka...
Sąsiad z klatki obok wyprowadzał co wieczór na ogrodzony trawnik przed blokeim (tuż przed naszą ławką) czarnego króliczka - miniaturkę. Szybko nadaliśmy im własne nazwy - sąsiad został "panem od króliczka", królik - Królickiem.
Pan od króliczka wchodził do ogródka, wypuszczał królika na trawę i zapalał papierosa. Stał w miejscu i leniwie palił. Królik siedział grzecznie przy jego bucie i skubał jakieś zielsko.
Ubaw mieliśmy, kiedy pan od króliczka decydował, że czas wracać. Schylał się po zwierzątko - i w tym momencie królik zaczynał ucieczkę. Kicał w przeciwny kąt ogródka i czekał. Kiedy pan od króliczka zbliżył się i sięgał po niego, Królicek natychmiast przemieszczał się w inną stronę. Pan od króliczka majestatycznie podążał za nim - kilkoma krokami pokonywał trasę między kolejnymi miejscami pobytu Królicka, ale za każdym razem, kiedy się schylał, dzielne zwierzątko uciekało.
Trwało to przeważnie co najmniej pół godziny - kiedy pan od króliczka się zmęczył, łapał Królicka i zanosił pod pachą do domu. Nieodmiennie z naszej ławki rozlegał się wtedy chóralny jęk zawodu. Raz Arturek nie wytrzymał i zawołał "dać mu szansę!". Ale zawsze byliśmy pewni, że na drugi dzień spektakl się powtórzy.
Dzieci pana od króliczka miały swój sposób: wyprowadzały Królicka na smyczy. Kiedy zwierzątko zaczynało uciekać - przydeptywały końcówkę smyczy. Pan od króliczka uważał najwyraźniej, że to uwłacza godności pupila - i bawił się z nim cierpliwie w króliczego berka.
Epilog historii? Któregoś dnia, pod koniec wakacji, pan od króliczka dostał od nas płytę ze zdjęciami Królicka (które robiliśmy w tajemnicy i wszystkimi możliwymi aparatami).
Bo nie o to chodzi, by złapać króliczka...
niedziela, 18 marca 2007
215. ***
Fimbul siedzi z Mrówką na korytarzu. Ściąga kurtkę i sweter.
Pół godziny później Fimbul ubiera sweter.
- Zimno ci? - pyta z troską Mrówka.
- Raz zimno, raz ciepło... to już chyba ten wiek... Ej, zapisujesz to?
Oczywiście ;)
Pół godziny później Fimbul ubiera sweter.
- Zimno ci? - pyta z troską Mrówka.
- Raz zimno, raz ciepło... to już chyba ten wiek... Ej, zapisujesz to?
Oczywiście ;)
sobota, 17 marca 2007
214. o życzliwości
Zamiast zbierać zabawne wydarzenia ostatnich dni i godzin (skaleczyłam się szybą, mineralna wybuchła mi na gitarę, dostałam upragnione Zoofioły z dedykacją), napiszę dzisiaj o czymś, co wydarzyło się dwa lata temu i śmieszy mnie do dzisiaj ;).
Weszłam do pokoju brata.
- Pożycz mi zszywacz i dwie zszywki! - zażądałam.
- A nie chcesz dziurkacza? - zapytał brat. - Pożyczyłbym ci dwie dziurki.
Cóż, przynajmniej chciał pomóc ;).
Weszłam do pokoju brata.
- Pożycz mi zszywacz i dwie zszywki! - zażądałam.
- A nie chcesz dziurkacza? - zapytał brat. - Pożyczyłbym ci dwie dziurki.
Cóż, przynajmniej chciał pomóc ;).
czwartek, 15 marca 2007
212. windowy
Mrówka nie jeździ windą.
Chyba że z Magdą.
Jeździłyśmy dzisiaj z Magdą windą po różnych piętrach. Jak to ujął jeden z napotkanych profesorów - "nieważne, dokąd, ważne, że za darmo".
Chciałyśmy trafić z parteru na trzecie.
Winda zatrzymała się na czwartym piętrze.
- Magda, my chyba na trzecie jechałyśmy??? - pyta zdezorientowana Mrówka.
- No, na trzecie.
- A jesteśmy na czwartym... - stwierdza Mrówka mało inteligentnie, acz zgodnie z prawdą.
Stojąca obok wykładowczyni, powiedzmy, że NieSucha-nowska, zamyśliła się:
- To może się ten guzik nie wcisnął?
- Trudno, jedziemy dalej, wysiądziemy, jak winda będzie wracać na dół.
Na piątym piętrze wykładowczyni łapie się za głowę:
- A dlaczego JA nie wysiadłam na czwartym???
Oczywiście przez nas :D.
- Musimy teraz jechać na dół - oznajmia Mrówce Magda.
- Na jaki dół?
- Na SAM dół.
No i wszystko jasne ;). Zjechałyśmy na SAM dół i rozmawiamy.
- Wiesz, ja nie jeżdżę windami - zwierza się Magdzie Mrówka. - No chyba że z tobą. Bo raz, że w domu i tak muszę wychodzić na czwarte piętro, a dwa - jakby mi się tak winda zacięła między piętrami, to co ja bym zrobiła?
- Nacisnęłabyś guziczek z napisem "alarm".
- A gdzie taki guziczek jest? - pyta niespostrzegawcza Mrówka.
- W WINDZIE!
Chyba że z Magdą.
Jeździłyśmy dzisiaj z Magdą windą po różnych piętrach. Jak to ujął jeden z napotkanych profesorów - "nieważne, dokąd, ważne, że za darmo".
Chciałyśmy trafić z parteru na trzecie.
Winda zatrzymała się na czwartym piętrze.
- Magda, my chyba na trzecie jechałyśmy??? - pyta zdezorientowana Mrówka.
- No, na trzecie.
- A jesteśmy na czwartym... - stwierdza Mrówka mało inteligentnie, acz zgodnie z prawdą.
Stojąca obok wykładowczyni, powiedzmy, że NieSucha-nowska, zamyśliła się:
- To może się ten guzik nie wcisnął?
- Trudno, jedziemy dalej, wysiądziemy, jak winda będzie wracać na dół.
Na piątym piętrze wykładowczyni łapie się za głowę:
- A dlaczego JA nie wysiadłam na czwartym???
Oczywiście przez nas :D.
- Musimy teraz jechać na dół - oznajmia Mrówce Magda.
- Na jaki dół?
- Na SAM dół.
No i wszystko jasne ;). Zjechałyśmy na SAM dół i rozmawiamy.
- Wiesz, ja nie jeżdżę windami - zwierza się Magdzie Mrówka. - No chyba że z tobą. Bo raz, że w domu i tak muszę wychodzić na czwarte piętro, a dwa - jakby mi się tak winda zacięła między piętrami, to co ja bym zrobiła?
- Nacisnęłabyś guziczek z napisem "alarm".
- A gdzie taki guziczek jest? - pyta niespostrzegawcza Mrówka.
- W WINDZIE!
środa, 14 marca 2007
211. Mrówka Augiasza
Do pokoju Mrówki wszedł brat Mrówki.
Przyjrzał się regałom na książki Mrówki.
- Masz więcej półek w biblioteczce? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie...
- Aha... - mruknął brat i podszedł bliżej. Obserwowałam go z szalonym zainteresowaniem. A mój brat z nie mniejszym zainteresowaniem przyglądał się biblioteczce.
- Aha! - olśniło go. - Posprzątałaś sobie i poukładałaś te książki! Dlatego mi się wydawało, że jest jakoś inaczej!
:D
Przyjrzał się regałom na książki Mrówki.
- Masz więcej półek w biblioteczce? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie...
- Aha... - mruknął brat i podszedł bliżej. Obserwowałam go z szalonym zainteresowaniem. A mój brat z nie mniejszym zainteresowaniem przyglądał się biblioteczce.
- Aha! - olśniło go. - Posprzątałaś sobie i poukładałaś te książki! Dlatego mi się wydawało, że jest jakoś inaczej!
:D
Subskrybuj:
Posty (Atom)


