wtorek, 15 grudnia 2009

846. jutro

Na trzydziestolecie kabaretu napisałam dla Jacka i Piotrka wredny list otwarty (po premierze może wkleję, a może nie...).
- Chyba się ucieszą - zawyrokował Robo. - Ale zmartwię cię trochę. Pewnie ci każą, jako autorce, wstać i się ukłonić.
- Wiesz, co się wtedy stanie, wiesz? - zapytałam od razu.
- Wiem - napisał Robo, chociaż wcale nie wiedział. - Cegła na ryju i nie wstanę. - (mówiłam, że nie wiedział!).
- Nie. Niesiona falą podziwu dla samej siebie wstanę, zechcę się ukłonić, strzelą mnie korzonki, bo dlaczego by miały nie strzelić, uniemożliwią mi jakikolwiek ruch ciała, przez co spadnę na ryj trzy rzędy niżej i wystąpię jako atrakcja wieczoru.
- Mam na to świetną radę - odparł Robo pogodnie. - Siądź w pierwszym rzędzie, wtedy spadniesz na ryj prosto na scenę.
- Świetna rada - uznałam. - Ale nie do końca, bo scena w Korezie jest na podwyższeniu, więc spadnę i wybiję sobie zęby, co w moim przypadku jest niemożliwe, więc nie wiadomo, co sobie uszkodzę i jak. Zatem jedyna rada - incognito.
- Jasne - zdenerwował się Robo. - Przyjdziesz dwie godziny przed występem i incognito. Będziesz się chować przed Jackiem pod krzesłem?

Tja...


Najśmieszniejsze w całej sytuacji jest to, że idę jako tekściarz-satyryk ze specjalnością: piosenka kabaretowa. A w programie, poza gospodarzami, Hrabi z zestawem piosenek ("Pienia i jęki") i Kaczki z Nowej Paczki (to ci od Dziubdziuba, kabaret piosenki).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz