sobota, 16 lutego 2008

482. porno

- Idę do łazienki - zdradził mi wczoraj Fimbul swoje plany na dalszą część wieczoru. - A potem poczytam sobie o seksie.
Po chwili dodał, w przypływie samokrytycyzmu:
- Kurde, normalny dwudziestoparolatek to uprawia seks wieczorami. A ja o nim czytam. I żeby jeszcze jakieś porno... Ale nie... Naukowe rozprawy o seksie w postmodernizmie...

piątek, 15 lutego 2008

481. mam inaczej

Na konferencję o krwi przyjść możecie, jeśli macie ochotę. 6 marca na WNS, plan szczegółowy na blogu Fimbula: http://grudnik.wordpress.com/
jest szansa, że parę satyrycznych tekstów w swoim referacie rzeczywiście zacytuję.

- Mogę teraz robić sam do siebie miny - ucieszył się Piotrek. Z powodu kamery internetowej.
- Nagraj film! Nagraj film! - zaproponowała Mrówka.
- Z tymi minami? Nie ma mowy, jeszcze wyląduję na ju tubie i co będzie? Moi studenci będą się ze mnie śmiać - obruszył się Piotrek.
- DO ciebie - uściśliłam.
- No, jak się ktoś z kogoś śmieje, to jednocześnie śmieje się do niego... śmianie się w innym kierunku zakrawa na schizofrenię... - zauważył Piotrek. - Wyobraź sobie, stoi człowiek na ulicy i się śmieje do kostki chodnikowej.
- No ja tak mam... jak mi się przypomną twoje powiedzonka. Albo Bossa.
- Mrówki mają inaczej - wyjaśnił Piotrek.

wtorek, 12 lutego 2008

479. dzień na wydziale

Notatkę dodano:2008-02-12 22:02:08
- Mój Promotor na mnie nie krzyczy ostatnio - poskarżyła się Mrówka Fimbulowi. Nie żeby zwykle krzyczał, ale czasami coś Fimbulowi mówię i czekam na jego zabawne odpowiedzi. No i się doczekałam...
- Widocznie już mu na tobie nie zależy - odparł spokojnie Fimbul.

Przyjechaliśmy dzisiaj na wydział (Mrówka po książki Bossa zostawione w sekretariacie Bossa przez Lucka, Fimbul po książki Mrówki przywiezione przez Mrówkę w jakiejś potwornej ilości kilogramów) i okazało się, że nie mamy już na polonistyce schodów. To znaczy - przed wejściem na nie wisiała taka biało-czerwona taśma i kartka.
- Patrz, wygląda jakby ktoś tam umarł, nie? - zachwycił się estetycznie Fimbul. Z góry posypał się pył.
Pojechaliśmy więc windą na czwarte piętro. Załatwiliśmy wszystko i chcieliśmy wjechać na piętro piąte, do Piotrka. Zwykle głupio tak z czwartego na piąte wybierać się windą, ale skoro schody się zdematerializowały...
Staliśmy przez moment w zadumie przy tych schodach-nieschodach, za taśmą, i wpatrywaliśmy się w rusztowania, które tam były rozstawione.
- Chodź, pobawimy się tam - zaproponował Fimbul.
No bo faktycznie wyglądało to jak gigantyczny plac zabaw. Mieliśmy zamiar pójść się powspinać, ale posypały się z góry jakieś kamyczki, więc zrezygnowaliśmy.

Wczoraj, kiedy mówiłam Fimbulowi, że wybieram się do Piotrka, ten zapytał:
- A mogę też? Czy macie jakieś spotkanie tete-a-tete?
- Możesz też. Chyba że Piotrek będzie miał jakichś studentów na konsultacjach.
- Super! - ucieszył się Fimbul. - Jak jacyś przyjdą, to ich przepytamy!


Poszliśmy do windy. Żeby, przypominam, z czwartego piętra wjechać do Piotrka, na piąte.
Winda przyjechała. Wsiedliśmy.
Kiedy byliśmy na parterze, Mrówka niepewnie zapytała:
- Ej, dlaczego nie jedziemy do góry???
- Pewnie przycisnęłaś nie ten guzik co trzeba - powiedział jej życzliwie Fimbul.
Winda zjechała na poziom -1. A potem wyjechała na piąte piętro.
Mrówka z Fimbulem poszli do 519. Zamkniętego, jak się okazało, na głucho.
Mrówka wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Piotrka.
- Gdzie jesteś?
- Krążę między 207 a 519 - wyjaśnił Piotrek.
- Aha, czyli jesteś tak bliżej 207?
- Tak, na drugim piętrze czekam na windę.
- Dobra, to czekamy na ciebie pod 519.

Przyjechał Piotrek i zabrał nas pod 207. Windą. Tym razem nie naciskałam żadnego guzika.
Niestety, dzięki temu dojechaliśmy dokładnie tam, gdzie chcieliśmy.

poniedziałek, 11 lutego 2008

478. o paniach przyszłego czasu

Pod wpływem tekstu Macho z ogłoszenia Fimbul zaczął się zastanawiać nad ogłoszeniem dotyczącym potencjalnej żony. Żeby było oryginalnie, ułożył sobie jego (ogłoszenia) treść w wierszyk:

FIMBUL
żeby wszystko miała naj,
taka trochę orient-style,
co by biła wciąż pokłony:
takiej poszukuję żony.

Po chwili dopisał jeszcze:
no i poprzez wstydu maskę
z chęcią mi robiła... ŁASKĘ

- Nie mogłem się powstrzymać - dopisał rozbrajająco.
Jak już się wyśmiałam, odpisałam mu:

MRÓWKA
Fakt, Fimbulku, zmartwi ten cię,
panie nie są już tak miłe
przestań marzyć o oriencie,
przeszła dziś uległość w siłę
Duch bojowy dam zwycięża:
miast pokłonów biją męża...

FIMBUL
będę walczył dzielnie zatem,
wszak nie obce mi karate.
jednak fakt ten smutny bardzo
gdzie mam szukać? w raju? w bardo?
w szafie, spodniach czy surducie?
(dla intertekstualnych uciech)


MRÓWKA
to do czego ci ta żona?
Kto ma BIĆ tu? Ty czy ona?
Skoro nic nie biła tu ci
czemu się zawczasu smucisz?
(a tak w ogóle do absurdu
doprowadzasz tekst przez SURDUT)

FIMBUL
bo ta walka nie jest w planie
jednak nie jest mi w smak lanie
i dlatego by nie gonić
po doktorach i znachorach
muszę chociaż się obronić
gdy napadnie mnie potwora!


MRÓWKA
Skoro nie w smak ci obrony,
po co szukać chcesz już żony?
Why? Dlaczego? Warum? Perche?
Najpierw obroń magisterkę...
potem sobie myśl o żonie.
(przed potworą cię obronię)

FIMBUL
lecz by nie siać już zamętu
zrezygnuję ja z orientu



FIMBUL
Prowadzenie debaty wierszem, o 22:45, przez GG, na temat poszukiwania stosownej partii, mieści się chyba w granicach normy i nie wymaga konsultacji z lekarzem ani farmaceutą?

ja nie wiem... ;)

niedziela, 10 lutego 2008

477. czy ja dużo piszę?

Napisałam do Ani, że Egzekutor mnie ostatnio pisarsko wytresował. I jego uwagi, z którymi się nie zgadzam, zaczynam odruchowo wcielać w życie.

Komentarz Ani mnie przerósł:

- Mrówka, ty tyle piszesz, że potrzeba ci dwóch promotorów. Teraz już widzisz, że piszesz dużo?


EDIT
- Jak ci jeszcze dr PM powie, że traktuje cię jak promotor, to mi stawiasz kawę za to, że mam rację, że za dużo piszesz - powiedziała mi właśnie Ania.
Już nie napiszę tu, co sobie w tym momencie wyobraziłam. Znowu mi się oberwie za grafomanię...

środa, 6 lutego 2008

473. szybka notka

Notatkę dodano:2008-02-06 23:14:34
Przykleiłam wczoraj na bocznej ścianie szafy (takiej niewidocznej od strony pokoju) trzeci "dorosły" dyplom. Więcej mi się nie zmieści.
- Wybuduję sobie w pokoju ściankę działową - poskarżyłam się Ani.
- Po co?
- Bo nie mam gdzie następnego dyplomu przywiesić, jakby się przydarzył.
- No faktycznie, lepiej jest wybudować ściankę działową niż kupić teczkę - odparła Ania.
Fakt ;D

- Jak się cieszę, że wchodzisz na mój blog! - powiedziała Mrówka Piotrkowi. - Bardzo lubię, jak ludzie mówią mi, że wchodzą na mój blog i go czytają...
- No ja muszę - odpowiedział Piotrek. - Muszę kontrolować, co o mnie piszesz. Czy nie za mało.

wtorek, 5 lutego 2008

472. wszystkie nasze ciemne sprawy

Notatkę dodano:2008-02-05 21:26:46
Korzystając z faktu, że trwa sesja, a w niej - egzaminy z oświecenia i romantyzmu, udała się Mrówka do Egzekutora po materiały, które spoczywały sobie spokojnie na Egzekutorskim biurku. W trakcie rozmowy zajrzał do Egzekutora Inny Wykładowca.
- Ja panią zaraz wyrzucę - uspokoił go Egzekutor.
- Nawet SAMA WYJDĘ!!! - wrzasnęła za Innym Wykładowcą Mrówka.

Wyszła po chwili i razem z Anią Sz. i Magdą P. udała się w kierunku schodów. Po krótkiej dyskusji na temat planów całej trójki i dojściu do jakiegoś porozumienia zmaterializował się Boss.
I urządził scenkę, po której Mrówka padła.

- O, Mrówka - powiedział Boss i zwrócił się do Ani i Magdy: - Zobaczcie, co ja teraz zrobię. Wyciągam portfel - rzekł i wyciągnął portfel. Z niego wyjął banknot, jaki Mrówka ma okazję widzieć rzadko, przeważnie wtedy kiedy spienięży swój urok osobisty wewnętrzny (bo nazywanie tego talentem to zdecydowana przesada). I wręczył ten banknot Mrówce.
Mrówka przyjęła go (w środku siebie walcząc ze śmiechem), grzecznie podziękowała, starając się nie brzmieć entuzjastycznie.
Ale to nie koniec.
- Co tydzień jej muszę taki banknot dawać - poskarżył się Bosski Promotor Ani i Magdzie. - Żeby chciała u mnie zostać. Człowiek sobie musi zapewniać doktorantów...



Tja... mam za tydzień przyjść znowu? ;) Do tej pory myślałam, że Boss by mi raczej dopłacał, żebym sobie od niego poszła... Miło pomyśleć, że może być odwrotnie...


EPILOG:
- Może wpłyń na Bossa, żeby to się stało jakąś nową świecką tradycją na wydziale? - zaproponował Piotrek.

sobota, 2 lutego 2008

471. sposoby na zły nastrój

Dawno, dawno temu (29 stycznia) stwierdziłam, że jest mi smutno bez powodu. Spróbowałam się pocieszyć rozmową z Piotrkiem i Salem.

- Ale mi psychika siadła - napisałam ze smutkiem do Piotrka. - Nic tylko siąść i ryczeć.
- Ej! - odpowiedział Piotrek. - Ale tak w pojedynkę? W duecie to zawsze ciekawiej wychodzi...
- W pojedynkę siąść? - zainteresowałam się gwałtownie.
- Nie, w pojedynkę ryczeć - uściślił Piotrek. - A w ogóle co się dzieje? Zwykle tryskasz, a teraz jakoś zaniemogłaś?...
- Hmm... w tym towarzystwie to chyba jednak TY tryskasz, nie ja... - sprecyzowałam.
- ENERGIĄ!!! - nakrzyczał na mnie Piotrek.
- A, energią... - odpisałam mu apatycznie, ale humor mi się poprawił.

Za chwilę rozmawiałam jeszcze z Salem.
- Głowa mnie boli - napisał Sal.
- A mnie dusza... - odpowiedziałam. - Czy co tam człowieka w chandrze boli.
- A, znaczy, tylko ja czuję ból - odparł Sal.

Tjaaa... ;)

Przecież z nimi nawet się nie da chandry mieć ;)

piątek, 1 lutego 2008

470. odgłos wydawany paszczą

Notatkę dodano:2008-02-01 22:18:16
- Ej, dlaczego jesz pączka? - z oburzeniem w głosie spytałam wczoraj Piotrka tuż po ostatnim czwartku. - Ja też chcę!
Piotrek bez słowa (nawet bez zrozumiałego w tym momencie westchnienia zniecierpliwienia) podsunął mi pod nos tacę z pączkami. Wzięłam sobie jednego i jem.
- Czy teraz zamierzasz - prychnął mi za plecami Fimbul - zjeść wszystkie pączki, które zostały na całej sali?
Spróbowałam się nie udławić.
- Mrówka - zatupała mi nad głową Ania. - Wszyscy na ciebie czekają.
Ponieważ "wszyscy" oznaczało też Bossa, postanowiłam się pospieszyć. Już wkrótce szliśmy razem, a po drodze Piotrek udzielał Ani korepetycji z fonetyki. Z mlaskania, dokładniej rzecz biorąc.

Staliśmy sobie w restauracji, czekając na wiadomość, czy znajdzie się dla nas miejsce.

Mrówka stała między Anią i Piotrkiem. Którzy dalej zajęci byli kwestią mlasków i cmoknięć i ich rolą w fonetyce.
- Są mlaski boczne - powiedział Piotrek i mlasknął. Ania, wpatrzona w niego jak w obrazek* próbowała powtórzyć ten dźwięk. Zaczynało się robić coraz bardziej absurdalnie.
- Piotrek! - nie wytrzymała w końcu Mrówka. - Tobie się wydaje, że jak jesteś fonetykiem, to ci już wolno mlaskać w miejscach publicznych?


*Ania, wiem, że to na pewno nie tak, ale w końcu subiektywnie tak to mogłam odebrać, żeby wzmocnić wymowę komiczną scenki ;)