środa, 30 kwietnia 2008

542. ogonek

kawałek mojej bajki o smokach:

...A na ład i czystość to jest zła recepta:
jeden smok podpalał, drugi wszystko deptał,
trzeci jadł begonie, czwarty gubił łuski,
piąty w supersamie klejem kleił wózki...

Fimbul, kiedy to zobaczył, zgłosił sprzeciw.
- Tyyy, pokaż mi dziecko, które wie, co to jest begonia - powiedział. - Ja nie wiem.
- Kwiatek to jest - odparłam.
- Tyle to się domyśliłem. Ale jak wygląda?
- Nie wiem. Ale widzisz, dziecko też nie będzie wiedziało, zapyta rodziców i już. To się nazywa wartość edukacyjna książki. Ja w podstawówce byłam jedyną osobą, która w pierwszej klasie wiedziała jak się nazywa ogonek jabłka. Bo znalazłam takie słowo w bajce.
- Jak?
- Szypułka.
- Nie wiedziałem nawet, że to ma osobną nazwę - napisał mi Fimbul. - Przydaje się to w życiu?
- Taaak... jak chcesz komuś zaimponować - wyjaśniłam mu. - Napisałabym to na blogu, ale wtedy wszyscy będą wiedzieli, jak to się nazywa i na nikim nie zrobimy już wrażenia...
- To nie podawaj nazwy, tylko wpisz xxx...
- To powiedzą, że wcale nie wiem, tylko udaję.

wtorek, 29 kwietnia 2008

541. faceci...

Pojawił się dzisiaj na uczelni Olek. I natychmiast poziom absurdu skoczył pod sufit i roztrzaskiwał się o klamki.
- Wciśniesz mi szminkę? - zapytała go Megi. Olek zrobił wielkie oczy, więc zrezygnowałam z własnych planów i zostałam, żeby zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Uznałam też, że muszę jakoś ratować kumpla z ławki, który głosu z siebie nie może wydusić.
- W co? - podpowiedziałam mu szeptem.
- W co? - zainteresował się Olek. Megi postanowiła inaczej sformułować pytanie.
- No... czy ją wkręcisz?
- CO? - zapytał Olek nieco rozpaczliwie. Uznałam, że znowu trzeba interweniować:
- No, zrób jej jakiś głupi kawał, a potem się do tego przyznaj - podszepnęłam.

A że Olek dalej wytrzeszczał oczy na szminkę, podpowiedziałam, że najlepiej niech ją rzuci o ścianę, może się naprawi. Olek się ucieszył, bo to było jedyne, co wiedział, jak zrobić.

Igor też ma poczucie humoru. Siedziałyśmy z Megi i plotkowałyśmy, nie zwracając na niego uwagi. Nagle Pies Asystent wstał, delikatnie zdjął z kolan Megi jej malutką torebeczkę i położył na ziemi. Spojrzał na nas z wyrzutem, podniósł torebeczkę i podał Megi. A potem się ucieszył, że jest takim mądrym psem, który zawsze wie, co zrobić.
Nie rozumiem tylko, dlaczego kiedy Megi powie mu "waruj" - układa się grzecznie przy niej. Kiedy ja powiem "waruj" tym samym tonem i z tym samym gestem - Igor przychodzi do mnie, przytula się z całej siły i czeka, aż go podrapię za uchem :).

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

540. głos z zaświatów

Dawno temu Sal mówił, że jak ja odbieram telefon, to brzmię tak, jakby mnie ktoś gonił albo stał nade mną z siekierą. Czy tam tasakiem. Ostatnio siedzimy na Bankowej z Fimbulem i Anią B.
- Zaczekajcie, zadzwonię do Piotrka - mówię. Chwilę rozmawiamy z Piotrkiem, wyłączam się a Ania B., patrząc na mnie dziwnym wzrokiem, oznajmia:
- Ty jak rozmawiasz przez telefon to chyba celowo wydajesz z siebie taki grobowy głos, jakbyś już była jedną ręką w trumnie.

piątek, 25 kwietnia 2008

537. portfolio

Próbowałam sobie z własnych tekstów okołosatyrycznych ułożyć portfolio.
Tylko że wyszło mi z WYBRANYCH tekstów poddanych OSTREJ selekcji 50 stron.
Rozmawiam z Piotrkiem:

Mrowka 23:05:12
hmm ja mam dużo tekstów na scenę
Mrowka 23:05:19
no i właśnie z takich fragmentów, tekstów i piosenek satyrycznych
Mrowka 23:05:23
ułożyłam sobie epitafium
Mrowka 23:05:24
TFU
Mrowka 23:05:31
PORTFOLIO

czwartek, 24 kwietnia 2008

536. narzekam ;)

Fimbul zawsze mówi, że ja narzekam. Nawet jak nie narzekam, też uważa, że marudzę, albo jęczę, albo coś. Mam wrażenie, że to już rodzaj samospełniającego się proroctwa, ale przecież nie będę tego rozgłaszać ;).

Wczoraj dyskutowaliśmy zawzięcie nad trasą, którą mamy pokonać, tak, żeby oba nasze cele (Fimbul - przystanek na Skargi, Mrówka - wydział matematyki na Bankowej) zostały zrealizowane przy minimalnym wysiłku. Wreszcie wypracowaliśmy kompromis (zawsze nam się to udaje) i ruszyliśmy.
- Ej, ale zobacz jakie to niesprawiedliwe! - powiedziałam już po pierwszych krokach. - Ja potem będę tędy wracać SAMA!
- Ale TERAZ idę z tobą. IDZIEMY razem - podkreślił Fimbul. - Więc nie narzekaj!
- Ale jak będę wracać, to ciebie nie będzie w pobliżu! I komu ja wtedy będę marudzić? - zapytałam rzeczowo i Fimbul wobec takiej argumentacji musiał się poddać ;).

Dzisiaj na ostatnim czwartku westchnęłam, masując sobie kark:
- Boli mnie głowa od karku. Od samego rana. I nic mi na nią nie pomaga...
- Jak Ważyk tak miał, to pisał wiersze - odrzekł Fimbul, który - jako jedyny - mógł się dzisiaj wybrać na ostatni czwartek. Popatrzyłam na niego uważnie:
- Czy ja też powinnam jakiś napisać?
- Boże broń! - zawołał Fimbul.

środa, 23 kwietnia 2008

535. ekscesy różne

Wczoraj nie mieliśmy zajęć, więc poszliśmy do pubu. Z Fimbulem, Anią B. i Mariuszem Ani. W związku z czym mój repertuar alkoholi spróbowanych poszerzył się o pół łyka wódki z sokiem pomarańczowym. Fimbulowej oczywiście. Normalnie w alkoholizm wpadam jak nic ;).
- Wypiłam wczoraj Fimbulowi pół wódki z sokiem - pochwaliłam się Ani Sz. Fimbul zaczerpnął powietrza.
- To znaczy pół ŁYKA wódki - uściśliłam.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

534. prehistoria

- Myślisz, że wilki przywiązują wagę do estetycznego wyglądu potraw? - zapytał Fimbul, bo tak nam w trakcie rozmowy wyszło. - W sumie racja, wilk nie świnia - dodał.
- A co to właściwie jest wilk? Dziczyzna? - zainteresowałam się.
- Nie, raczej nie - odpisał Fimbul. - Wilków się nie je. To one jedzą. Nie mają strony biernej.

Przekopiowałam tę rozmowę Ani (Szefowej). Ania odpisała:
- Jak były tyranozaury, to jadły prawilki.

- Tyranozaur był wielki, a prawilk może i większy od wilka, ale nie tak bardzo większy - pouczył mnie Fimbul.
- Zjadłbyś prawilka? - zapytałam ze wstrętem. - One musiały być włochate. Wtedy wszystko było włochate.

czwartek, 17 kwietnia 2008

531. teoria względności

Ponieważ Dawid rozkręca na wydziale koło feminizm-gender-queer, Skołowani zainteresowali się, jak mu idzie.
- I jak" Dużo osób przyszło? - zapytaliśmy w Szczyrku.
- Całe tłumy! - zachwycił się Dawid. - Mnóstwo ludzi. Poszedłem tam po dwóch czy trzech piwach...
- Jasne. I "całe tłumy były" - zaśmiał się Fimbul.
- A pewnie przyszły dwie czy trzy osoby...
- Nie, pewnie był sam Dawid...
- I lustro. Dawid i lustro, a jemu się wydawało, że całe tłumy...

środa, 16 kwietnia 2008

530. fimbulki

- Idę spać, dobranoc - wystukałam Fimbulowi na gg dzień po powrocie ze Szczyrku.
- Dobranoc - odpisał Fimbul. - I niech ci się przyśnią fimbulki.

Przyśniły się. Na drugi dzień zapytałam więc:
- Czy mogą mi się dzisiaj przyśnić fimbulki?
- A wykupiłaś abonament? - upewnił się Fimbul.
- Mogę wykupić, fajne były - zgodziłam się.
- Kosztuje tylko 93 fimbulary - powiedział Fimbulek.