piątek, 23 lutego 2007

195. W drodze

Człowiek się uczy na własnych błędach. CZŁOWIEK. Nie Mrówka.
Wracałam wczoraj z Katowic bez parasolki. Zmokłam.
Po południu jechałam do BŚ. Oczywiście - znowu nie wzięłam parasolki, bo po co. Zmokłam.
Wpadam jak zmokła mrówka do budynku BŚ.
W drzwiach - dwóch panów ochroniarzy.
- Pani do nas? - pyta się z uśmiechem jeden z nich.
Właściwie to ja tam poszłam na Śląski Wawrzyn, NIE do ochroniarzy. Ale może nikt do nich nie przychodzi i jest im przykro... Wybieram łagodną wersję wydarzeń:
- Tak. Do Benedyktynki - odpowiadam i ociekam wodą. [Benedyktynka to sala, do której miałam trafić-przyp. Mrówka]
- A TRAFI pani? - zagaduje podejrzliwie drugi pan ochroniarz.
Myślę sobie: jeśli przenieśli salę i pytanie jest podchwytliwe, to nie trafię. Jeśli nie przenieśli, to trafię pod warunkiem, że będę mieć szczęście. Do Benedyktynki prowadzi labirynt korytarzy...
- Pójdę po strzałkach - proponuję. - A jak się zgubię, to zacznę głośno wrzeszczeć. I wtedy mnie panowie jakoś odnajdą... mam nadzieję.
- Dobra. To ja panią zaprowadzę - powiedział spragniony rozrywki ochroniarz.
I zaprowadził.
Świat jest zabawny.

A ja chyba przemęczona. Bo jest mi smutno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz