Wyszłam na chwilę. Kiedy wróciłam, na gg migała mi wiadomość od Fimbula.
- Czy chcesz, żebym napisał ci maila, czy wolisz, żebym przepisał recenzję? - pytał Fimbul.
- MAILA - zawołałam natychmiast. Wiele razy już na tym blogu pisałam o magii Fimbulowych maili, zresztą od nich zaczęła się w ogóle nasza znajomość. Od długich internetowych listów. Postanowiłam jednak usprawiedliwić swój entuzjazm i dodałam spokojniej: - Bo recenzji mam jeszcze na pięć dni, wczoraj dodawałam.
- A właśnie chciałem napisać, że skoro nie odpowiadasz, to pewnie nie ma to dla ciebie znaczenia, nie zależy ci, więc idę sobie poczytać Reicha - odrzekł Fimbul.
- TAK byś mógł napisać, jakbyś mnie znał od pół godziny - zirytowałam się lekko.
- Skąd, jakbym cię znał pół godziny to pewnie bym miał nadzieję na jakiś romans czy co i nie strzelał fochów na wejściu - odpisał Fimbul i padłam :).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz