- Idę jutro na Adin! - pochwaliłam się.
- A co to jest? - zapytał Fimbul. Zaczęłam wyjaśniać, kiedy dodał: - Żartowałem. Od pół roku masz link do ich strony w info na naszej-klasie.
No mam.
Adin.
Władysław Sikora
Krzysztof Kiełpiński
Andrzej Piątek
Julia Mikołajczak
Adam Pernal
http://www.kabaretadin.pl/
- Adin miał być w Katowicach - rzuciła we wtorek Ania B. - Nie wiem, czy już był, czy będzie.
Mrówka zakrztusiła się Aniną sałatką, którą pochłaniała po spędzeniu połowy dnia w czytelni (i przed perspektywą podobnej rozrywki na dalszą część doby). Na chwilę zabrakło jej tchu, po czym miotnęła się w stronę telefonu, żeby zaraz, natychmiast, zadzwonić do Jacka i zapytać o plany Kabaretowej Sceny Trójki. Nie wykonała pierwszego zamierzenia, miotnęła się przed salę, w poszukiwaniu plakatu z KST. Z plakatu wynikało, że Adin będzie w środę. Nazajutrz.
Ania i Mariusz w przypływie litości i zrozumienia dla głębokiego szaleństwa, jakie opętało zrównoważoną zazwyczaj Mrówkę, natychmiast zaproponowali jej nocleg.
Kolejnym ważnym krokiem był - mimo wszystko - kontakt z Jackiem. Na zadane smsem pytanie, ile Adina będzie na KST, zaniepokojony nieco Jacek oddzwonił, stwierdzając, że gdyby był złośliwy, to odparłby, że cały Adin. Sto procent.
Pobyt w czytelni był już wypełniony przyjemnym oczekiwaniem.
W środę Mrówka zjawiła się pod budynkiem GCK na czterdzieści minut przed przedstawieniem. Miała rozglądać się za Anią (która też szła na Adin, zarażona entuzjazmem Mrówki), ale w zasadzie nie mogła, bo od razu zauważyła Władka Sikorę.
Jacka pod ręką nie było, Sikor sobie z kimś rozmawiał, ale Mrówka dzielnie podeszła, przeprosiła, że przeszkadza i powiedziała do Sikora, że jest Mrówką. Sikor się ucieszył (a przynajmniej zmienił wyraz twarzy z życzliwie-sympatycznego na radośnie-entuzjastyczny ;), zawołał "O, cześć!". Po czym Mrówka obiecała, że nie będzie przeszkadzać i idzie do Korezu.
I poszła.
Zawracając po Anię ;).
W Korezie Jacek wpuścił Anię i Mrówkę drogą dla tej ostatniej tradycyjną (lubię siedzieć na próbach, tam się zawsze coś zabawnego i niespodziewanego dzieje). Mrówka przeżyła mały szok, przełażąc za kulisami obok Chomika i Andy`ego, ale co tam. Z nimi nie rozmawiała netowo, a wątpliwe jest, czy by sobie ją skojarzyli po jednej piosence. Sikor musiał się więcej namęczyć.
Adin występował na końcu, po Długim i grupie wokalnej Avocado. I zafundował publiczności godzinę śmiechu bez przerwy (jak ktoś chce, to odsyłam do mojej własnej opinii na stronie Władka, o ile nie wykasował: www.sikora.art.pl -> publicystyka -> kabaret Adin -> na dole strony ;). Albo po prostu: http://www.sikora.art.pl/publicystyka_adin.php - szósty komentarz mój, a szesnasty w ogóle). Adin zagrał swój drugi program, "Banzai, czyli jeżeli jesteście głupi, to wam o tym powiemy".
A jak się skończyło...
Szkoda mi było, że nie mam książki Sikora (prawdę Jacek powiedział ze sceny, to dzieło nie do zdobycia i to od dawna ;)), więc i pretekstu, żeby wracać do garderoby. Z zajętym Jackiem pożegnałam się w przelocie, z Sikorem w zasadzie nie miałam szans. Cóż, jeden smuteczek w wieczorze pełnym wrażeń - to się da znieść.
Absurdalna nadzieja na spotkanie tliła się i zgasła. Mrówka przelazła z tłumem obok Smutnego (który rozmawiał z fanami na scenie), wyszła z tłumem z Korezu. Zapłakana ze śmiechu, z obolałymi mięśniami brzucha i twarzy, zgrzana i rozczochrana (jak się człowiek tarza, to tak potem wygląda...) przeszła obok Andy`ego, który w niewiadomym celu łaził po korytarzu (w sumie garderoba Korezu jest na dwie osoby, nie dziwię się). Doszła do schodów w GCK, tracąc w tym momencie ostatnią iskrę naiwnej nadziei.
I wtedy usłyszała:
- E, Mrówa!
Tłum przelewał się za plecami roześmianej Mrówki, gadającej w najlepsze z zadowolonym z siebie (i słusznie ;)) Dalajlamą Kabaretu, Sikorem Pierwszym.
Bo marzenia się spełniają.
Żeby było całkiem sentymentalnie, jeszcze podziękowania:
- Ani i Mariuszowi - dziękuję za nocleg. Bez Was nie mogłabym pojechać na Adin. Ani - dodatkowo za towarzystwo w Korezie, Mariuszowi - że nie pozwolił mi się wycofać na krok przed podjęciem ostatecznej decyzji,
- Jackowi - że bez wahania akceptuje każdy, nawet najbardziej szalony pomysł, jaki mi przychodzi do głowy,
- Sikorowi - za terapeutyczny śmiech i plany na przyszłość ;).
piątek, 19 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz