- Młody, Młodyy, a wieszszsz, która szczęka się rusza? Nie wieszszsz? No dolna! Bo górna jest jaka? Przyrośnięta jest! Nic was w tej szkole nie uczą! A wszyscy wiedzą, że to dolna szczęka się rusza! I jak się rusza to cała jesteś w skowronkach! Młody! Kto to śpiewał? Nie wieszszsz? Nic nie wiecie! Czego was w tych szkołach uczą... Klenczon to śpiewał! A Klenczon to był mądry facet, ale zaczął pić. I się rozpił. I potem się zabił samochodem. Dlatego ja autobusami jeżdżę! To się nie rozbiję! On w dodatku swój samochód rozwalił, a ja jeżdżę za darmo! Młody, a znasz to? "Życie jest nowelą". Znasz? Znasz! No widzisz! Nie lubię tego gościa, co to śpiewał. On z VOX-u był. Nie lubię go, bo przemądrzały strasznie. Ale tu miał rację. Bo życie to jest nowela, Młody. Ale was w tych szkołach to życia nie uczą. Niczego was nie uczą! Wojtuś! Wojtuś, wstawaj! Wojtuśśśś, ty pamiętaj, ty tu rządziszszszsz... Bo ja się mogę wozić tym autobusem w kółko, dopóki mnie nie wypierdolą. Ale to ty wieszszsz, gdzie mamy wysiąść, nie ja! Ty tu jesteś szefem! To pilnuj!
Warto jeździć autobusami. Cały ten monolog współczesnego Hamleta wygłaszał w jaworznickim autobusie pan w średnim wieku. Pan dzierżył w ręce otwartą puszkę piwa, z której co jakiś czas życiodajnego płynu nabierał, żeby głosu nie stracić; obok siebie miał reklamówkę z kolejnymi sześcioma puszkami piwa, nabytymi zgodnie z zasadą, że osobom nietrzeźwym alkoholu nie sprzedaje się. Na sąsiednim siedzeniu spał zrezygnowany mały piesek, do którego pan zwracał się czule per "Wojtuś".
Kiedy wsiadłam do autobusu, pan już w nim był. I już nadawał. Godziny szczytu. Dzieciaki wracające ze szkoły. Ja, przemieszczająca się po całym mieście. Gdyby nie brak czasu, pojechałabym dalej, żeby posłuchać, co on jeszcze powie...
niedziela, 12 listopada 2006
środa, 8 listopada 2006
88. Problemy z tożsamością
Marek Lenc poinformował mnie, jakie zmiany chce wprowadzić na blogu. Oczywiście te zmiany mi się nie spodobały. Zaczęłam protestować.
- Nie histeryzuj - powiedział Marek. Zaczęłam protestować jeszcze bardziej.
- Bądź mężczyzną! - usłyszałam (przeczytałam raczej,bo na gg). O dalszej dyskusji mowy być nie mogło, padłam ze śmiechu przed monitorem.
Kiedy na POMie powiedziałam Arturkowi, że czegoś się boję, ten odparł:
- Bądź... twardą kobietą...
- Arturku, ale przy mojej tuszy nie mogę być TWARDĄ kobietą - zaprotestowałam. Arturek obrzucił mnie spojrzeniem, które sprawiło, że wbiłam się w fotel i starałam się wtopić w tapicerkę. A potem odwrócił się i usiadł tyłem do mnie.
- Co robisz? - zapytałam niepewnie.
- Odwracam się. Bo mam ochotę cię kopnąć, to żeby mnie nie kusiło... - wyjaśnił Arturek.
No to kim mam być?
- Nie histeryzuj - powiedział Marek. Zaczęłam protestować jeszcze bardziej.
- Bądź mężczyzną! - usłyszałam (przeczytałam raczej,bo na gg). O dalszej dyskusji mowy być nie mogło, padłam ze śmiechu przed monitorem.
Kiedy na POMie powiedziałam Arturkowi, że czegoś się boję, ten odparł:
- Bądź... twardą kobietą...
- Arturku, ale przy mojej tuszy nie mogę być TWARDĄ kobietą - zaprotestowałam. Arturek obrzucił mnie spojrzeniem, które sprawiło, że wbiłam się w fotel i starałam się wtopić w tapicerkę. A potem odwrócił się i usiadł tyłem do mnie.
- Co robisz? - zapytałam niepewnie.
- Odwracam się. Bo mam ochotę cię kopnąć, to żeby mnie nie kusiło... - wyjaśnił Arturek.
No to kim mam być?
sobota, 4 listopada 2006
85. wsPOMnienie
Arturek na POMie powiedział coś o szybko rosnącej gałce ocznej. Oczywiście zareagowałam natychmiast:
- Ale jakby mi tak szybko oczy rosły, to bym je miała na pół twarzy!
- Nie - pokręcił głową Arturek - u ciebie oczy zajmują część głowy przeznaczoną na mózg. Rosną ci w poziomie.
- Aha, faktycznie. Bo przecież ja mam mniejszy mózg, bo i rozumek niewielki.
- No właśnie. Więc dopiero jak ci oczy dojdą do tyłu głowy, to zaczną się robić wyłupiaste.
Wesoła perspektywa, nie ma co :D.
- Ale jakby mi tak szybko oczy rosły, to bym je miała na pół twarzy!
- Nie - pokręcił głową Arturek - u ciebie oczy zajmują część głowy przeznaczoną na mózg. Rosną ci w poziomie.
- Aha, faktycznie. Bo przecież ja mam mniejszy mózg, bo i rozumek niewielki.
- No właśnie. Więc dopiero jak ci oczy dojdą do tyłu głowy, to zaczną się robić wyłupiaste.
Wesoła perspektywa, nie ma co :D.
czwartek, 2 listopada 2006
83. Śnieg?
Wstałam rano (o 10:30... rano...). Odsłoniłam okno. Zasłoniłam. Odsłoniłam jeszcze raz. Przetarłam oczy i poleciałam do pokoju brata (okna z pokoju brata wychodzą na tę samą stronę).
- Słuchaj, u ciebie też przez okno widać śnieg? - zapytałam może mało inteligentnie, ale rozpaczliwie.
- Też - powiedział brat.
Nie uwierzyłam. Podeszłam do okna w jego pokoju i wyjrzałam. Śnieg już tam był.
Jestem za stara na śnieg. Wolę lato.
Odbył się dzisiaj drugi szaleńczy POM. Na chwilę przed przyjściem Arturka skaleczyłam się w palec. Wbiłam sobie nożyczki z kroplą atramentu. Dzwoni Arturek, otwieram drzwi.
- Cześć Arturku! Jestem ranna!
- Ranna w sensie "ranny ptaszek"? - zainteresował się Arturek. Dobrze, że nie wiedział, o której dzisiaj wstałam.
- Nie, ranna w sensie: jak po wojnie. Skaleczyłam się w palec.
- To ty niezdarna jesteś po prostu, a nie ranna - wyprowadził mnie z błędu Arturek.
A potem zabronił mi interesować się swoimi obrażeniami i powiedział, że mam się skupić na rozmowie z nim, a o palcu zaraz zapomnę.
Udało się.
- Słuchaj, u ciebie też przez okno widać śnieg? - zapytałam może mało inteligentnie, ale rozpaczliwie.
- Też - powiedział brat.
Nie uwierzyłam. Podeszłam do okna w jego pokoju i wyjrzałam. Śnieg już tam był.
Jestem za stara na śnieg. Wolę lato.
Odbył się dzisiaj drugi szaleńczy POM. Na chwilę przed przyjściem Arturka skaleczyłam się w palec. Wbiłam sobie nożyczki z kroplą atramentu. Dzwoni Arturek, otwieram drzwi.
- Cześć Arturku! Jestem ranna!
- Ranna w sensie "ranny ptaszek"? - zainteresował się Arturek. Dobrze, że nie wiedział, o której dzisiaj wstałam.
- Nie, ranna w sensie: jak po wojnie. Skaleczyłam się w palec.
- To ty niezdarna jesteś po prostu, a nie ranna - wyprowadził mnie z błędu Arturek.
A potem zabronił mi interesować się swoimi obrażeniami i powiedział, że mam się skupić na rozmowie z nim, a o palcu zaraz zapomnę.
Udało się.
środa, 1 listopada 2006
82. Z bratem za pan brat
Szliśmy sobie na cmentarz. Na chodniku leżała ulotka OPPMJ (Obecnie Panującego Prezydenta Miasta Jaworzna). Biedny prezydent spoglądał niewesoło z trochę już podeptanego zdjęcia.
- Prezydent sięgnął bruku - stwierdził tata filozoficznie.
Natychmiast zaczęliśmy z bratem wymyślać zdjęcie, za które moglibyśmy - dzięki lokalnemu konkursowi - wygrać dużą pizzę.
- Bo gdybyśmy wrzucili ulotkę ze zdjęciem OPPMJ do kałuży, a potem nad kałużą postawili prawdziwego OPPMJ i zrobili mu zdjęcie, że niby się w wodzie odbija... - zaproponowałam. Brat pokręcił głową:
- Nie uda ci się go namówić...
- Nie będę go namawiać! Powiem, że chciałabym z nim mieć zdjęcie, i niby przypadkiem ustawimy się nad kałużą z tym zdjęciem.
- On ci szybciej da pizzę, żebyś takiego zdjęcia nigdzie nie wysyłała - zaopiniował brat. I poszliśmy dalej.
Chwilę później bez uprzedzenia zaczęłam go bić po ramieniu. Po czterech czy pięciu uderzeniach mój brat zapytał, o co właściwie chodzi.
- O nic, robal ci spadł na ramię! - wysapałam i dalej go biłam z nadzieją, że robal nie utrzyma się i spadnie sam od wstrząsów.
- Ta, jasne - powiedział brat. A potem spojrzał na mnie i z błyskiem w oku dodał - o, robal ci usiadł na ramieniu!
- Prezydent sięgnął bruku - stwierdził tata filozoficznie.
Natychmiast zaczęliśmy z bratem wymyślać zdjęcie, za które moglibyśmy - dzięki lokalnemu konkursowi - wygrać dużą pizzę.
- Bo gdybyśmy wrzucili ulotkę ze zdjęciem OPPMJ do kałuży, a potem nad kałużą postawili prawdziwego OPPMJ i zrobili mu zdjęcie, że niby się w wodzie odbija... - zaproponowałam. Brat pokręcił głową:
- Nie uda ci się go namówić...
- Nie będę go namawiać! Powiem, że chciałabym z nim mieć zdjęcie, i niby przypadkiem ustawimy się nad kałużą z tym zdjęciem.
- On ci szybciej da pizzę, żebyś takiego zdjęcia nigdzie nie wysyłała - zaopiniował brat. I poszliśmy dalej.
Chwilę później bez uprzedzenia zaczęłam go bić po ramieniu. Po czterech czy pięciu uderzeniach mój brat zapytał, o co właściwie chodzi.
- O nic, robal ci spadł na ramię! - wysapałam i dalej go biłam z nadzieją, że robal nie utrzyma się i spadnie sam od wstrząsów.
- Ta, jasne - powiedział brat. A potem spojrzał na mnie i z błyskiem w oku dodał - o, robal ci usiadł na ramieniu!
wtorek, 31 października 2006
81. POM
Dzisiaj dzień, który można opisać trzema literkami: POM.
Spotkaliśmy się z Arturkiem (u mnie, bo na zewnątrz za ciemno i za zimno). I wreszcie sobie trochę pogadaliśmy. Mało, ale zawsze to coś. Mogę znowu zacząć tęsknić.
Artur Andrus wklepał sobie na swoim blogu wierszyk:
Kwiat do światła się otwiera,
tak łagodnie szumi morze,
zjadłem obiad, no to teraz
chyba się położę.
Ja przepraszam, że dopisałam mu w komentarzu:
Kwiatek na noc się zamyka,
morze sztorm ma w planie,
jak skorzysta Pan z budzika,
już będzie śniadanie
na nic lepszego mnie nie było stać.
Ale pracuję nad sobą.
Spotkaliśmy się z Arturkiem (u mnie, bo na zewnątrz za ciemno i za zimno). I wreszcie sobie trochę pogadaliśmy. Mało, ale zawsze to coś. Mogę znowu zacząć tęsknić.
Artur Andrus wklepał sobie na swoim blogu wierszyk:
Kwiat do światła się otwiera,
tak łagodnie szumi morze,
zjadłem obiad, no to teraz
chyba się położę.
Ja przepraszam, że dopisałam mu w komentarzu:
Kwiatek na noc się zamyka,
morze sztorm ma w planie,
jak skorzysta Pan z budzika,
już będzie śniadanie
na nic lepszego mnie nie było stać.
Ale pracuję nad sobą.
sobota, 28 października 2006
78. Kirkor
W czwartek rozmawiałam z Olkiem o jego doświadczeniach teatralnych (no, szerzej - o życiowych). Najpierw o jasełkach, potem o Słowackim.
- Pamiętam, jak grałem Kirkora kiedyś - rozmarzył się Olek.
- W jasełkach? - zapytała inteligentnie Mrówka.
Chwilę później Olek opowiadał, że brał w tym samym dniu udział w turnieju szachowym.
- I dziwnie to wyglądało, jak biegał po szkole Kirkor z szachami pod pachą.
- Ale czekaj, skąd wszyscy wiedzieli, że jesteś Kirkor?
- Podpisany byłem.
Dzisiaj przed 9 rano przyszli sobie do naszego bloku robotnicy i zaczęli się trzaskać na dachu. Punktualnie o 8:58 przestali się trzaskać i nie widać ich do tej pory. Chyba mają kontrakt na to, żeby budzić ludzi wcześnie rano w soboty...
- Pamiętam, jak grałem Kirkora kiedyś - rozmarzył się Olek.
- W jasełkach? - zapytała inteligentnie Mrówka.
Chwilę później Olek opowiadał, że brał w tym samym dniu udział w turnieju szachowym.
- I dziwnie to wyglądało, jak biegał po szkole Kirkor z szachami pod pachą.
- Ale czekaj, skąd wszyscy wiedzieli, że jesteś Kirkor?
- Podpisany byłem.
Dzisiaj przed 9 rano przyszli sobie do naszego bloku robotnicy i zaczęli się trzaskać na dachu. Punktualnie o 8:58 przestali się trzaskać i nie widać ich do tej pory. Chyba mają kontrakt na to, żeby budzić ludzi wcześnie rano w soboty...
piątek, 27 października 2006
77. O czasie
Wczoraj mój Promotor wpisywał mi do książki (tej "nieczytanej") dedykację. W pewnym momencie zapytał:
- Który dzisiaj jest?
- Chyba 26... ale zgaduję, nie wiem. Szczęśliwi czasu nie liczą - odparłam odruchowo.
I potwierdzenie miałam dzisiaj. Odbierałam z wydziałowej wypożyczalni książki.
- Aleś se pani przyspieszyła - poinformowała mnie bibliotekarka, zerkając na rewers.
- Co jest nie tak?
- Data...
- A który dzisiaj jest? 27 chyba?
- Tak, 27. Ale października!
Dostałam ataku śmiechu. Na rewersie napisałam "27.11.". Do głowy mi nie przyszło, że jest jeszcze październik.
Próbowałam się wczoraj ubrać. To znaczy - wepchnąć kaptur od swetra pod kurtkę, a kaptur od kurtki na kurtkę. Olek stał przez pięć minut cierpliwie i czekał. Aż w końcu powiedział w zadumie:
- Uczyłem kiedyś mojego brata, jak ma nakładać kurteczkę...
- Który dzisiaj jest?
- Chyba 26... ale zgaduję, nie wiem. Szczęśliwi czasu nie liczą - odparłam odruchowo.
I potwierdzenie miałam dzisiaj. Odbierałam z wydziałowej wypożyczalni książki.
- Aleś se pani przyspieszyła - poinformowała mnie bibliotekarka, zerkając na rewers.
- Co jest nie tak?
- Data...
- A który dzisiaj jest? 27 chyba?
- Tak, 27. Ale października!
Dostałam ataku śmiechu. Na rewersie napisałam "27.11.". Do głowy mi nie przyszło, że jest jeszcze październik.
Próbowałam się wczoraj ubrać. To znaczy - wepchnąć kaptur od swetra pod kurtkę, a kaptur od kurtki na kurtkę. Olek stał przez pięć minut cierpliwie i czekał. Aż w końcu powiedział w zadumie:
- Uczyłem kiedyś mojego brata, jak ma nakładać kurteczkę...
środa, 25 października 2006
74. Ekierka
W autobusie spotkałam Piotrka. Piotrek był klasowym stoikiem, zawsze opanowanym i niesamowicie dowcipnym. W pierwszej klasie LO chłopcy z nudów rzucali w siebie linijkami. Piotrek dostał ekierką w kostkę i spokojnie poinformował rzucającego "jakbym stał na głowie, to byś mi oko wybił".
Subskrybuj:
Posty (Atom)


