niedziela, 14 stycznia 2007

156. światło

- Co tu tak jasno? - zdziwił się tata, wchodząc do pokoju.
- To Mrówka świeci przykładem - wytłumaczyłam.

Egzamin satyryczny zdany.

sobota, 13 stycznia 2007

155. Retrospekcje

Dostaję taki satyryczny wycisk, że nie chce mi się szukać materiałów na dzisiejszą notkę, bo płaczę ze śmiechu. Dlatego teraz przeczytacie sobie małe wspomnienie z wakacji w 2004 roku. Wspomnienie humorystyczne oczywiście ;)

Któregoś dnia zmęczony Arturek przyjrzał się Mrówce i Uli, grającym w pseudosiatkówkę. Chwilę potem westchnął:
- Gdybym się tak rozmnożył, to jeden Arturek siedziałby teraz w Przemyślu (tam mieszkała ówczesna dziewczyna Arturka, przyp. Mrówka), drugi Arturek grałby z wami w siatkę, trzeci Arturek wypoczywałby nad morzem... - tu Arturek przerwał, zastanowił się i dodał ze złością - A jeszcze inny Arturek by harował! Żeby zarobić na pozostałe Arturki!

Kilka dni później Ula znienacka zapytała:
- Jak się nazywa ten, co się opiekuje zwierzątkami w lesie? Nie myśliwy...
- Kłusownik - odpowiedziała natychmiast Mrówka, zajęta czym innym.
- Taaaa... - przyjrzał mi się z nagłym zainteresowaniem Arturek. - Kłusownik to się zaopiekuje, rzeczywiście. Leśniczy!
- To co robi myśliwy? - zagadnęła podejrzliwie Mrówka.
- Strzela do zwierzątek! - wyjaśnił Arturek.
- A co w takim razie robi leśniczy? - drążę temat.
- Strzela do myśliwych - obwieścił Arturek.

czwartek, 11 stycznia 2007

153. SalTo

Cytat dnia: "wiem o tym, że jestem mrówką, ale mi z tym dobrze"
/TR/

Sal ostatnio stwierdził, że staje się gwiazdą bloga. Przez grzeczność nie zaprzeczyłam ;). A wieczorami, z nudów, wysyłałam mu smsowe fraszki:

Fraszka, prezentująca w dużym skrócie przesłanie tomiku SalTo:
Sal?
Chwal!

Na Sala pogromcę:
Nieważne, czy to smok czy jaszczurka,
Sal to pokona z pomocą sznurka.

Różne rzeczy mogą człowiekowi przyjść czasami do głowy.
- No... takie średnie były - skomentował Sal fraszki.
- Wiem! Bo chodziło o to, żebyś się zniechęcił do tomiku! Miałam nadzieję, że zrezygnujesz - wyjaśniłam mu.
Nic z tego :D.

środa, 10 stycznia 2007

152. Pokrakowskie przeżycia

Idziemy z Arturkiem przez Kraków.
- Arturku, ja trafię od Dworca do Rynku i na Wawel. Ale czy trafię z powrotem na Dworzec, to nie wiem... zapamiętuję zawsze drogę w jedną stronę, dlatego potem się gubię. W Krakowie jeszcze mi się nie zdarzyło, ale wszystko przede mną - marudzę Arturkowi na wczorajszym krakowskim POMie, przed spotkaniem z Bobro.
Arturek odwrócił się i zaczął iść tyłem.
- Chodź tak jak ja - zachęcił mnie. - To się przynajmniej oswoisz z widokiem drogi powrotnej i może nie zabłądzisz.

Bardzo zabawne.

- Artureeeek, dlaczego idziemy tą uliczką, a nie tą obok? Przecież powinniśmy przejść pod Bramą Floriańską? - męczę mojego przewodnika.
- Jak już dojdziemy pod Bramę Floriańską, to będziesz sobie mogła pod nią przejść ile razy masz ochotę - wyjaśnił mi cierpliwie Arturek. Uwielbiam zadawać mu głupie pytania.

Tekst ballady idzie do przeróbki ("tak czy inaczej ja to kupuję"). Grupo satyryczna - w przyszłym tygodniu start.
Mrówka jest wykończona i idzie spać. Dość pisania na dzisiaj.

151. Emeryt

Ludziom się dobrze powodzi.
Do autobusu jadącego do Krakowa wsiadł wczoraj emeryt. Zapytał, ile kosztuje bilet do jakiejś podkrakowskiej wsi.
- 3,50 - mówi kierowca.
- Panie, tak mało? To mi się nawet na gapę nie opłaca jechać! - ucieszył się emeryt.

piątek, 5 stycznia 2007

145. Sal

Salowi - zamiast tomiku ;)

- Czy mogę to wrzucić na blog? - pytam Sala, który powiedział coś absolutnie nieśmiesznego.
- Nie możesz - odpowiada Sal.
- I bardzo dobrze, bo to i tak nie było śmieszne - ucieszyłam się.
Sal prychnął, a potem powiedział:
- Śmieszne jest to, że nie masz co napisać.

Racja.
Potem Sal dodał, że powinnam mu płacić za materiały wykorzystywane na blogu.
Chyba zbankrutuję.
Zaczęłam negocjacje.
Mrówka: Zapłacę ci tomikiem o tobie.
Sal: Przeprowadzę licytację - kto da więcej.
Mrówka: To jest jak w reklamie: gazeta babci - 20 złotych. Znaczki - 15 złotych. Tomik od Mrówki - bezcenne.
Sal: Mieć za bohatera tomiku mnie - bezcenne.

Taaaak... No to mnie załatwił...

czwartek, 4 stycznia 2007

144. Nowa Fala Mrówek

Na seminarium mój znękany Bosski Promotor podniósł głowę, spojrzał wybitnie umęczonym wzrokiem na Olka i rzekł:
- Olek... ty masz na nią jakiś wpływ... uspokój ją, albo wstrzyknij jej strychninę czy coś...
A ja przecież nic nowego nie wymyśliłam, tylko czekałam, aż mi Boss zrobi awanturę ;) (napisałabym, że byłam grzeczna, ale takie kłamstwo na blogu nie przejdzie...)

Fimbul odprowadzał mnie dzisiaj na dworzec. W połowie drogi zorientowaliśmy się, że kłócimy się zaciekle o słuszność nazw Nowa Fala i pokolenie 68, przerzucając się w dodatku nazwiskami badaczy i przytaczając argumenty z różnych tekstów.

wtorek, 2 stycznia 2007

174. Salll

Sal narzeka, że mało go na blogu ostatnio. Jakby zapomniał, że sam mi zakazał tak często o sobie pisać. Swoje niezadowolenie z faktu nieobecności w notkach wyraził wprost: "ledwo człowieka zabraknie, a już tandetą na blogu leci".
W związku z tym zaczęłam mu pisać poemat.

Motto: czym jest poezja, która nie ocala
Sala?

Zaczyna się dzieło tak:

Salu, wprowadzasz zamęt
w literatury firmament.
Tyś jest twórczości fundament.
Na wieki wieków. Amen(t)

Więcej na razie nie napisałam, bo spać mi się chce okropnie i przestaję myśleć. Dowód? Kumpel ustawił sobie na gg opis "finał w szczypiorku". Przez chwilę myślałam, że opisuje jakieś tajne spożywczo-warzywne interesy. Dopiero po chwili mi się skojarzyło, że właśnie skończyłam oglądać mecz w piłkę ręczną. I że jesteśmy w finale mistrzostw świata.

Zdecydowanie, idę spać.

141. Problem

- Ale, jak dla mnie, to nikt nie musi czytać tej mgr! Ważne, że ja się przy niej dobrze bawię! Mój Promotor też może nie czytać, ma pewnie inne problemy na głowie! - tłumaczę Fimbulowi.
- Mrówko... TY jesteś jego podstawowym problemem! - wyjaśnił mi Fimbul.

Aha.
Coś w tym jest.