czwartek, 31 stycznia 2008

469. ostatni czwartek

komentarz do dzisiejszych atrakcji najlepiej wybrzmi w wykonaniu Piotrka:

Piotrek 23:02:41
ale naprawdę masz Bossa
Piotrek 23:02:49
że mrówka nie siada
Piotrek 23:02:57
mucha nie siada
Piotrek 23:03:04
no, insekt nie siada
Piotrek 23:03:20
masz Bossa do pozazdroszczenia, mówię Ci

wtorek, 29 stycznia 2008

467. kolor Mrówki

Notatkę dodano:2008-01-29 21:11:54
Wprawdzie nie mam dzisiaj ani siły, ani humoru na notkę, ale mam na nią materiał i obiecałam Zadrze, że dzisiaj jego kolej. Więc się przemogę i coś opowiem.

Kiedy parę dni temu rozmawialiśmy z Zadrą na gg przypomniała mi się pewna historyjka sprzed trzech lat (z czasów proseminarium, nie wiem, czy minęły trzy lata, czy więcej czy mniej, w każdym razie to było gdzieś na moim trzecim roku). Przytoczę ją, jako że swojej blogowej premiery nie miała - ale to tylko preludium do dalszej opowieści.

Mrówka poszła sobie na egzamin z teorii literatury. Poszła na tydzień albo dwa przed zerówką. Czekała sobie dość samotnie i w stresie niemałym przed drzwiami pewnego Wykładowcy-Egzaminatora. I nagle równocześnie ów Egzaminator wyszedł z sali, a z głębi korytarza nadszedł sobie Boss (już wtedy Boss, jeszcze nie Promotor Mrówki, chociaż chyba sam nie wierzył, że mogłoby być inaczej ;)). Nawiasem mówiąc żona owego Wykładowcy-Egzaminatora wystawiła mi kiedyś jedną z piękniejszych recenzji satyrycznej twórczości, mianowicie czytając mężowi przez telefon redutki popłakała się ze śmiechu i nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa ;).
Szedł Boss. I szedł Egzaminator.
- Ty na nią uważaj! - polecił Boss Egzaminatorowi. - Bo to jest Mrówka! Czerwona!
- Kosmata! - zaprotestowała Mrówka.
- Czerwona! - nie dał się Boss.
- Kosmata!
- CZERWONA!!! - powiedział Boss dobitnie i pomknął korytarzem do swoich Bosskich spraw.
- Ale ja nie gryzę!!! - zawołała za nim Mrówka.

Powróciła tamta scena do mnie, kiedy rozmawiałam z Zadrą.
- Ja jestem Mrówka Kosmata, bez koloru - poinformowałam go. - Chociaż kiedyś Boss twierdził, że jestem Mrówka Czerwona.
- Aha... bo czerwone mrówki mocniej gryzą, jak pamiętam - powiedział niezdziwiony Zadra.
- Mocniej? Ja myślałam, że tylko czerwone gryzą, a inne nie... - zastanowiłam się. - A poza tym co jak co, ale Bossa nie gryzłam.
- Ciekawe jaka jest JEGO wersja - uciął Zadra.

Tja...

poniedziałek, 28 stycznia 2008

466. skojarzenia albo notka na część Piotrka

Piotrek ma skojarzenia. 90% naszych luźnych rozmów (oj, mam wrażenie, że to "luźnych" też by po swojemu zinterpretował) opiera się na dwuznacznościach. Ostatnio zapytał, czemu nie przytaczam tych rozmów na blogu.
- Czemu się boisz, że kogoś zgorszysz? - zapytał. - I kogo? Kogo ty jeszcze możesz zgorszyć? Jak ktoś wchodzi na blog Mrówki, nomen omen Kosmatej, to niech się później nie dziwi...
- A wiesz - skojarzyło mi się. - Czytałam ostatnio twój wstęp do Rewii. I popłakałam się przy słowach "Bo duży maż, ma znaczenież. Z dużym się liczą. Jak się ma dużego (...), to świadczy to lepiej o posiadaczu".
- MRÓWKA!!! - nakrzyczał na mnie wirtualnie Piotrek. - Tam o wielkość pomnika chodziło!!! Gdzie ty się skojarzeniami zapędzasz?

- Uczelnia nas ubezpiecza od ukończenia 26. roku życia? - zastanowił się dzisiaj.
- Chyba tak. A ty już ukańczasz? - upewniłam się.
- Co ukańczam?
- Rok życia - wyjaśniłam.
- Aha, wybacz - odpisał enigmatycznie Piotrek.
- Wybaczyć, że ukańczasz 26 rok? No dobra...
- Jestem myślami w świecie końcówek i flektywów - napisał Piotrek.
- W świecie końcówek to ty jesteś zawsze. Przynajmniej zawsze jak rozmawiamy - musiałam to powiedzieć. I zaraz się zemściło...

- A może pójdziesz z nami do BŚ na ostatni czwartek? - zapytałam Piotrka, bo w końcu prawie każdego pytam, w związku z czym całkiem ładna grupa się już uzbierała.
- Gdzie ty mnie chcesz ciągać? - zaniepokoił się Piotrek.
- Do BŚ... to dobre miejsce na rozpustę intelektualną...
- A o której to ta rozpusta?
- O 17. Umawiamy się z chętnymi pod bocznym wejściem BŚ. Chyba że chcesz na uczelni... - zaproponowałam, bo chciałam być miła i pomocna.
- CO CHCĘ NA UCZELNI????????? - napisał mi Piotrek, a w brzęczku z gg brzmiało przerażenie.
Najpierw nie odpowiadając napisałam, że nie wiedziałabym na którym piętrze, a wind nie lubię, dopiero potem wyjaśniłam:
- Chyba że chcesz się SPOTKAĆ na uczelni i iść do BŚ.
- Aha, bo już się bałem - ulżyło Piotrkowi. - Z kosmatymi to nigdy nic nie wiadomo. Co im chodzi. Po głowie.
- Ja cię chyba wykorzystam - odparłam.
- Miej litość... - odezwał się Piotrek.
- ... na blogu - uzupełniłam.
- Na blogu proszę bardzo. Ale precyzuj, na Boga, precyzuj! Bo zacznę chodzić w przebraniu po wydziale - zagroził Piotrek.


Sam zaczął.

niedziela, 27 stycznia 2008

465. wiek

Parę dni temu Fimbul o 7:50 rano (rano! W nocy!) przysłał mi smsa. W nocy dźwięk w telefonie mam wyłączony (jak bateria siądzie, to telefon też), alarmu wibracyjnego nie posiadam, a świecić mógłby sobie do woli, gdyby nie fakt, że już nie spałam. Sama z siebie obudziłam się koło 8:00 (co jest u mnie stanem nienormalnym, myślałam, że jest 10, więc właściwie obudziłam się przez pomyłkę). Napisałam Fimbulowi, że już nie śpię i, co dziwniejsze, że nie chce mi się już spać.

- No, starsi ludzie tak mają, że spać nie mogą - odpisał mi Fimbul.

sobota, 26 stycznia 2008

464. taśmy prawdy

Relacjonowała mi Ania piątkowe przygody Koła.
- Siedzieliśmy w 422, więc na 418 nakleiliśmy kartkę wyrwaną z zeszytu. "Jesteśmy w 422. KNP" - opowiadała. Pominę milczeniem, skąd wzięli taśmę ;).
I nagle Ania przestraszyła się.
- O cholera! - napisała. - Zapomniałam to odkleić!

Przewróciłam się ze śmiechu i obiecałam, że jeśli wyzdrowieję do środy, to odkleję.
- Może dr D. odlepi... - zastanowiła się Ania. - Bo jak nie, to się Boss zdziwi...





A poza tym zapytałam Sala, czy przeczyta moją książkę, jak ją wreszcie skończę.
- A ile mi zapłacisz? - zapytał Sal rzeczowo.

;D.

piątek, 25 stycznia 2008

463. mi łeb

Mrówka: Idę, bo mi łeb...
Piotrek: Co ci łeb?
Mrówka: Odpadł...
Piotrek: To jak piszesz?
Mrówka: RĘKAMI!

czwartek, 24 stycznia 2008

462. wiadomości mrożące

Notatkę dodano:2008-01-24 20:37:48
Nie żeby mnie łeb bolał... skądże... A jeśli człowiek ma jakiś życiowy limit kichania, to jutro o 12 w południe wyczerpię swój przydział. I będę mieć spokój do końca satyrycznej egzystencji.
Podbudowana poranną rozmową z Fimbulem (mój telefon zdecydował, że sam do niego zadzwoni) i mailem od Bosskiego (moja skrzynka sama Bossowi maili nie wysyła póki co), wzięłam się za pisanie o Różewiczu-satyryku. I prawie dzieło dociągnęłam do końca. Z przerwami na spanie. I jedzenie. Zostało mi jakieś pół strony. To i tak niezły wyczyn. Przepiszę w przypływie sił witalnych. Na razie widzę podwójnie.

W poniedziałek wracaliśmy z Olkiem do domu. To znaczy - Olek do domu, ja na przystanek. Ciemno już było, a my rozmawialiśmy o mrożących krew w żyłach sprawach.
- Przygotowywałem materiał i mam nadzieję, że mnie pod nim nie podpiszą - oznajmił Olek. Nie dziwię się, materiał był o porachunkach mafijnych czy czymś w tym rodzaju. Postanowiłam go pocieszyć, bo jednak - kumpel z ławki, od tylu lat...
- Ale wiesz... niedługo będzie lato - powiedziałam mu. Olek, który też spodziewał się pocieszenia, popatrzył na mnie z lekkim osłupieniem.
- ???
- No... wcześniej się zrobi widno, nie będzie już ciemnych zaułków... - wyjaśniłam.
- Tak, to wykończą mnie w jasnym - zgodził się Olek. - ŚREDNIA POCIECHA.

Cóż, ja się starałam.

A dzisiaj zadzwonił do mnie Olek i powiedział "po głosie słyszę, że faktycznie jesteś chora. Czyli NIE udajesz".
:D

środa, 23 stycznia 2008

461. chora jestem

Boli mnie wszystko. Kiedy robiłam listę części ciała, które powinnam sobie uciąć, żeby przestało boleć, wyszło mi, że zredukuję się o jakieś 98%.
Normalnie nie miewam gryp. Z wyjątkiem tych, które mam. Nieczęsto. Dzisiaj właśnie mam. I przypuszczam, że do jutra mi nie przejdzie, niestety. A jutro chciałam być u Egzekutora. Po teksty.

I tak nie jestem w stanie nic zrobić. Moja egzystencja polega dzisiaj na leżeniu i wpatrywaniu się w przedmioty rozmaite. Żeby je przenieść siłą woli. Żeby zmienić kasetę w magnetofonie (tak, przerzuciłam się ostatnio na słuchanie bardzo starych kaset ze złotych czasów TEY) najpierw przez pół godziny wpatrywałam się tępo w pudełko, w nadziei, że kaseta sama z niego wyskoczy, a potem rzuciłam się na nie w jednej chwili, zmieniłam kasetę błyskawicznie i ległam bez ducha.

Rozdźwięk między ciałem i umysłem mam dzisiaj zbyt silny. Leżę i myślę o tym, że mogłabym teraz pisać jeden z rozpoczętych tekstów. Że wystarczyłoby drgnąć i przyciągnąć do siebie zeszyt. Że potem wystarczyłoby otworzyć ten zeszyt, wziąć do ręki pióro i... nie. Za dużo roboty. W związku z tym, że umysł by chciał coś robić, a ciało niezbyt, w związku z tym, że ciało wygrywa, leżę i nie robię nic.
Poza wyrzutami sumienia. Te sobie robię, bo sumieniu też się nie chce.

Rano, kiedy uświadomiłam sobie swój stan, wysłałam do Slka smsa, że jestem chora. Pfhrrr.
Slk odpisał, że on też, więc jestem w dobrym towarzystwie. Zawsze to jakieś pocieszenie.

A notka miała być o czymś zupełnie innym, ale już trudno. Chora jestem, nie chce mi się myśleć.

wtorek, 22 stycznia 2008

460. udźwig Mrówki

Kupiłam sobie w antykwariacie książkę satyryczną (Tomik z wolszczyzną jakby się ktoś pytał).
Potem na wydziale wypożyczyłam sobie dwa zbiorki satyr Waligórskiego.
Na czwartym piętrze (szłam do Egzekutora) spotkałam Bossa, który oddał mi książkę.
Poszłam do Egzekutora, który dał mi dwie książki, znienacka, bo nie po nie poszłam.
Zamiast do domu, pojechałam na pocztą i stamtąd odebrałam jeszcze przesyłkę. Książkę oczywiście.
DOBRZE, że dopiero w domu sobie uświadomiłam, ile rzeczy ze sobą wiozłam. W przeciwnym razie zostawiłabym wszystko pod słupem.

Do Egzekutora (którego w końcu znam dłużej niż Bossa) szłam z duszą na ramieniu. Niepotrzebnie, jak się okazało. Egzekutor ucieszył się, że przyszłam, twierdząc, że poprawiam mu humor. Bossowi poprawiłam, jak sobie poszłam (tym, że sobie poszłam). Tak mi się przynajmniej wydaje.