- Jesteś najlepszą mrówką na świcie – napisał mi Radek na gg po tym, jak przesłałam mu moje genialne (ekhem) notatki z gramatyki historycznej. – O świcie też, ale oprócz tego na świecie – poprawił się. – Jesteś nawet lepsza od tych, co zżerają mi cukier w domu.
- Kiedyś mrówce w doniczce u brata dałam ziarenko cukru i zaraz siedziało na nim całe stado i lizały w pośpiechu – przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat. – Ale to były zimowe mrówki.
- Ja mam całe stado – wyjaśnił Radek. – Same się dokarmiają. Nie wiem, jakie są, bo się nie przedstawiły.
sobota, 30 maja 2009
piątek, 29 maja 2009
761. w czytelni
Przewidziałam na dziś dłuuuuugi pobyt w czytelni czasopism. Kiedy do niej weszłam i zobaczyłam, że jest tam moja ulubiona Pani z Czytelni, podskoczyłam z radości.
- Dawno mnie tu nie było! - powiedziałam.
- Właśnie. Aż miejsce wychłódło - odparła Pani z Czytelni (PzCz).
Wpisuję się do zeszytu.
- Nigdy nie wiem, co mam zaznaczyć jako doktorant. Czy - że jestem studentem stacjonarnym, czy może pracownikiem naukowym. Co zaznaczyć?
- W dni parzyste: pracownik naukowy, w nieparzyste student - powiedziała PzCz. Ucieszyłam się i zgodnie z wytycznymi zaznaczyłam studenta.
A potem, już po 14:30, czyli po godzinie, do której czytelnia była otwarta, zapytałam, czy mam już wszystko oddać i iść. PzCz stwierdziła kategorycznie:
- Masz tu siedzieć, dopóki nie przeczytasz wszystkiego.
Cudownie po prostu. Dzięki temu większość rzeczy do kolejnego szkicu już przeczytałam :).
Na koniec jedna anegdota, wyczytana w tekście Gicgiera Dwie rozmowy i jedna anegdota.
Gicgier napisał fraszkę:
Miłość nie zna zmęczenia.
Czy pan się nie przecenia?
Po jakimś czasie przeczytał w "Odgłosach" tekst Sztaudyngera:
Miłość nie zna zmęczenia.
Czy pan się nie przecenia?
PS.: Świsnąłem fraszkę Gicgierowi.
Może nie dojrzy, albo nic nie powi.
Profesorowi W i Marcinowi - wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
- Dawno mnie tu nie było! - powiedziałam.
- Właśnie. Aż miejsce wychłódło - odparła Pani z Czytelni (PzCz).
Wpisuję się do zeszytu.
- Nigdy nie wiem, co mam zaznaczyć jako doktorant. Czy - że jestem studentem stacjonarnym, czy może pracownikiem naukowym. Co zaznaczyć?
- W dni parzyste: pracownik naukowy, w nieparzyste student - powiedziała PzCz. Ucieszyłam się i zgodnie z wytycznymi zaznaczyłam studenta.
A potem, już po 14:30, czyli po godzinie, do której czytelnia była otwarta, zapytałam, czy mam już wszystko oddać i iść. PzCz stwierdziła kategorycznie:
- Masz tu siedzieć, dopóki nie przeczytasz wszystkiego.
Cudownie po prostu. Dzięki temu większość rzeczy do kolejnego szkicu już przeczytałam :).
Na koniec jedna anegdota, wyczytana w tekście Gicgiera Dwie rozmowy i jedna anegdota.
Gicgier napisał fraszkę:
Miłość nie zna zmęczenia.
Czy pan się nie przecenia?
Po jakimś czasie przeczytał w "Odgłosach" tekst Sztaudyngera:
Miłość nie zna zmęczenia.
Czy pan się nie przecenia?
PS.: Świsnąłem fraszkę Gicgierowi.
Może nie dojrzy, albo nic nie powi.
Profesorowi W i Marcinowi - wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
czwartek, 28 maja 2009
760. kopAnie
Kiedyś, na jednej z konferencji, Fimbul mnie kopnął pod stołem. Jego zdaniem mówiłam za szybko i chciał mi dać do zrozumienia, żebym zwolniła. Potem umówiliśmy się, że ZAWSZE na konferencjach będzie tak robił, jeśli zacznę mówić w zbyt szybkim tempie.
Dzisiaj na ostatnim czwartku podczas dyskusji sięgam po mikrofon i zaczynam mówić, a kątem oka rejestruję, że Fimbul coś do mnie mruczy.
Nie wiedziałam co, więc się tym nie przejęłam.
Wtedy Fimbul mnie kopnął (mówi, żeby dopisać, że lekko). Natychmiast i odruchowo zwolniłam.
Okazało się potem, że o to chodziło.
Odruch Pawłowa mi się wyrobił.
Dzisiaj na ostatnim czwartku podczas dyskusji sięgam po mikrofon i zaczynam mówić, a kątem oka rejestruję, że Fimbul coś do mnie mruczy.
Nie wiedziałam co, więc się tym nie przejęłam.
Wtedy Fimbul mnie kopnął (mówi, żeby dopisać, że lekko). Natychmiast i odruchowo zwolniłam.
Okazało się potem, że o to chodziło.
Odruch Pawłowa mi się wyrobił.
środa, 27 maja 2009
759. językowo
Wczoraj od 14 do 22 za oknem ktoś regularnie (co dziesięć minut) jęczał "k*** mać... ja pie***". I zawsze tylko tak. Opowiadam to Fimbulkowi.
- Ale miał dzień - komentuję.
- Ale miał słownik - dopowiada Fimbul.
A może jęczał tak, bo dopadała go świadomość tego ubogiego słownika?
Dzisiaj - ostatnia jak na razie konferencja (nawet kawałek poprowadziłam :)). Teraz satyrycy na okrągło, do wyczerpania tematu albo Mrówki. Jutro za to ostatni czwartek.
- Ale miał dzień - komentuję.
- Ale miał słownik - dopowiada Fimbul.
A może jęczał tak, bo dopadała go świadomość tego ubogiego słownika?
Dzisiaj - ostatnia jak na razie konferencja (nawet kawałek poprowadziłam :)). Teraz satyrycy na okrągło, do wyczerpania tematu albo Mrówki. Jutro za to ostatni czwartek.
wtorek, 26 maja 2009
758. woda, woda na pustyni
Pierwsza i najważniejsza rzecz: w czwartek ostatni ostatni czwartek, więc idziemy i głosujemy na książki. A w czwartek za tydzień (chyba) - Boss w GTL, więc idziemy jako publiczność.
Wracamy sobie dzisiaj z mamą z zakupów. Upał ogromny (a jak ja twierdzę, że jest upał, to to naprawdę upał). Przed nami na ulicy wielki samochód z cysterną z wodą. Nie wiem, jak to się fachowo nazywa. Przy samochodzie stoi pracownik jakiegoś zakładu wodnego, w ręce trzyma szlauch i podlewa drzewa. Zbliżamy się powoli.
Pracownik wajchą wyłącza wodę.
Przechodzimy koło niego.
Pracownik przytrzymuje wajchę i uprzejmie pyta:
- Ochłodzić?
Wracamy sobie dzisiaj z mamą z zakupów. Upał ogromny (a jak ja twierdzę, że jest upał, to to naprawdę upał). Przed nami na ulicy wielki samochód z cysterną z wodą. Nie wiem, jak to się fachowo nazywa. Przy samochodzie stoi pracownik jakiegoś zakładu wodnego, w ręce trzyma szlauch i podlewa drzewa. Zbliżamy się powoli.
Pracownik wajchą wyłącza wodę.
Przechodzimy koło niego.
Pracownik przytrzymuje wajchę i uprzejmie pyta:
- Ochłodzić?
niedziela, 24 maja 2009
757. tłumacz, Fimbul
Ukazał się już esej Narodziny Nowego Eonu Gordana Djurdjevica w tłumaczeniu Fimbula.
- Dostanę autograf na wersji ksero? - zapytała Sabina, uznając, że cena jest zbyt wygórowana.
- Nie, ale mogę ci posłać skan autografu - obiecał Fimbul.
Gratulacje, Fimbulku!
A szczegóły na blogu Fimbula: http://grudnik.wordpress.com/2009/05/24/gordan-djurdjevic-narodziny-nowego-eonu/
- Dostanę autograf na wersji ksero? - zapytała Sabina, uznając, że cena jest zbyt wygórowana.
- Nie, ale mogę ci posłać skan autografu - obiecał Fimbul.
Gratulacje, Fimbulku!
A szczegóły na blogu Fimbula: http://grudnik.wordpress.com/2009/05/24/gordan-djurdjevic-narodziny-nowego-eonu/
piątek, 22 maja 2009
756. strach ma oczy
Jedziemy pociągiem. Pociąg wydaje z siebie co chwilę różne dziwne dźwięki. Zaczyna tykać, syczeć, dryndać, buchać, prychać i produkować inne nienaturalne odgłosy.
- Dobrze, że też jedziesz - mruczę do Piotrka po tym, jak po raz kolejny coś strzeliło mi nad głową. - Przecież ja bym tu sama umarła ze strachu trzysta razy.
- No to byś... - zastanowił się Piotrek - doszła do wprawy.
- Dobrze, że też jedziesz - mruczę do Piotrka po tym, jak po raz kolejny coś strzeliło mi nad głową. - Przecież ja bym tu sama umarła ze strachu trzysta razy.
- No to byś... - zastanowił się Piotrek - doszła do wprawy.
niedziela, 31 sierpnia 2008
625. notka wspomnieniowa
W liceum "naszą" salą była pracownia języka niemieckiego. To pomieszczenie urządzono dość nietypowo, bo zamiast zwykłych ławek znalazły się w nim kabiny, w wersji mocno zdezelowanej. Ściślej rzecz biorąc, po kabinach zostały tylko pionowe deski odgradzające poszczególne stanowiska i małe otwory w ławkach - przypuszczalnie mieścił się tam cały sprzęt nagłaśniający, tak, że pod blatami tych ławek mieliśmy puste "skrzynie", do których prowadziły jedynie te małe otwory. Szukałam zdjęć, ale nie mamy żadnego z tamtej sali, bo kiedy stały się popularne aparaty cyfrowe sala doczekała się remontu i zamiast starych kabinowych ławek pojawiły się zwyczajne, za którymi nie dało się już chować.
Kolejne rzędy ławek stały na podwyższeniach tak, żeby wszyscy byli doskonale widoczni z katedry. Tylko że dół ławki można było zabudować tornistrami... na jednej z klasówek Kaczor przesiedział całą godzinę pod stolikiem Timiego, rozwiązując za niego test, a potem skorzystał z rozgardiaszu przy zbieraniu kartek i wymknął się przez kantorek... ale o tym ciiiisza ;).
Timi zajmował środkową "kabinę" na pierwszym podwyższeniu. Całkiem przypadkowo zbiegło się to jego centralne miejsce z miejscem, jakie zajmował w klasie, a już na pewno w naszej grupie. Poza ogromną charyzmą dał się poznać od razu jako człowiek z poczuciem humoru.
- Pani profesor! - zawołał na początku drugiej albo trzeciej lekcji niemieckiego do naszej wychowawczyni. - Pani profesor, da się te blaty odkręcić? Bo mi długopis wpadł!
Siedział na ławce i próbował zajrzeć do jej środka przez dziurę po słuchawkach.
- Nie, nie da się - warknęła wychowawczyni.
- A, to mi nie wpadł! - odparł Timi, nie schodząc z ławki i z troską zaglądając przez otwór pod blat. - Ale tu papierów! - zauważył.
- W zeszłym tygodniu trzecia klasa sprzątała! - zirytowała się wychowawczyni.
- Ale te papiery są zeszłoroczne - uświadomił jej Timi, który w końcu już zdążył dokładnie obejrzeć zawartość własnej ławki.
- To teraz ty posprzątasz - zdecydowała wychowawczyni.
- Ja? - zdziwił się Timi, próbując włożyć rękę do wąskiego wycięcia w ławce. - Mi tylko długopis wpadł do środka. Parker.
- Parker? - ożywiła się cała klasa, bo czego się nie robiło, żeby odwlec moment rozpoczęcia lekcji. - Parker? Jak to parker???
- No... parker, ale jednorazowy - wytłumaczył Timi i zszedł z ławki.
Kolejne rzędy ławek stały na podwyższeniach tak, żeby wszyscy byli doskonale widoczni z katedry. Tylko że dół ławki można było zabudować tornistrami... na jednej z klasówek Kaczor przesiedział całą godzinę pod stolikiem Timiego, rozwiązując za niego test, a potem skorzystał z rozgardiaszu przy zbieraniu kartek i wymknął się przez kantorek... ale o tym ciiiisza ;).
Timi zajmował środkową "kabinę" na pierwszym podwyższeniu. Całkiem przypadkowo zbiegło się to jego centralne miejsce z miejscem, jakie zajmował w klasie, a już na pewno w naszej grupie. Poza ogromną charyzmą dał się poznać od razu jako człowiek z poczuciem humoru.
- Pani profesor! - zawołał na początku drugiej albo trzeciej lekcji niemieckiego do naszej wychowawczyni. - Pani profesor, da się te blaty odkręcić? Bo mi długopis wpadł!
Siedział na ławce i próbował zajrzeć do jej środka przez dziurę po słuchawkach.
- Nie, nie da się - warknęła wychowawczyni.
- A, to mi nie wpadł! - odparł Timi, nie schodząc z ławki i z troską zaglądając przez otwór pod blat. - Ale tu papierów! - zauważył.
- W zeszłym tygodniu trzecia klasa sprzątała! - zirytowała się wychowawczyni.
- Ale te papiery są zeszłoroczne - uświadomił jej Timi, który w końcu już zdążył dokładnie obejrzeć zawartość własnej ławki.
- To teraz ty posprzątasz - zdecydowała wychowawczyni.
- Ja? - zdziwił się Timi, próbując włożyć rękę do wąskiego wycięcia w ławce. - Mi tylko długopis wpadł do środka. Parker.
- Parker? - ożywiła się cała klasa, bo czego się nie robiło, żeby odwlec moment rozpoczęcia lekcji. - Parker? Jak to parker???
- No... parker, ale jednorazowy - wytłumaczył Timi i zszedł z ławki.
sobota, 30 sierpnia 2008
624. list motywacyjny
- Patrz, potrafię machnąć kilka recenzji w ciągu dnia, napisać Rewię albo cykl esejów o satyrykach, a jak potrzebuję stworzyć list motywacyjny, to mnie zatrzymuje już na słowie "jestem", a i to dlatego, że od najprostszego akapitu zaczęłam. Kim ja właściwie jestem? - zirytowałam się kiedyś, wylewając swoje żale przed Piotrkiem. Piotrek westchnął, znalazł na dysku swoje listy motywacyjne i przesłał do mnie.
- Dziękuję, z tym już sobie powinnam poradzić - napisałam mu. - O ile przebrnę przez informację, kim jestem.
Podsyłałam Piotrkowi do sprawdzenia kolejne akapity. Piotrek cierpliwie czytał, podpowiadał, zatwierdzał...
- Wpiszę cię jako współautora, dobrze? - zaproponowałam mu pod koniec katorgi.
Ale się nie zgodził.
Nie rozumiem, zły nam ten list wyszedł, czy co?
- Dziękuję, z tym już sobie powinnam poradzić - napisałam mu. - O ile przebrnę przez informację, kim jestem.
Podsyłałam Piotrkowi do sprawdzenia kolejne akapity. Piotrek cierpliwie czytał, podpowiadał, zatwierdzał...
- Wpiszę cię jako współautora, dobrze? - zaproponowałam mu pod koniec katorgi.
Ale się nie zgodził.
Nie rozumiem, zły nam ten list wyszedł, czy co?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


