czwartek, 30 lipca 2009

788. notka-test

Zadzwonił telefon.
- Mróweczko, tu Ania - powiedział głosem Ani B. - Idziesz na kocyk? Dzwoniłam już do Fimbula i umówiliśmy się na czternastą, Mariusz też ma wolne...

I spędziliśmy całe poniedziałkowe popołudnie na kocyku.

Poważnie.

niedziela, 26 lipca 2009

787.

Dwa dni temu Fimbul przypadkiem odkrył, że dwa lata temu zdobył pierwsze miejsce w konkursie "Wesołe haiku" za haiku:


Babcine wypieki
Jakże byłaby bez nich
Trupioblada.


(link do wyników: http://gdk.webpark.pl/haiku2007.html)

- Jak wygrałem ten konkurs - powiedział Fimbul - to będę sobie pisał: Fimbul [tu imię i nazwisko zamiast "Fimbul"] - historyk literatury, krytyk, tłumacz, poeta.

:)

poniedziałek, 20 lipca 2009

786. tatuaże

Notatkę dodano:2009-07-20 20:53:07
- Mogę ci zrobić zmywalny tatuaż henną? - zapytał Fimbul. - Narysuję ci na ciele mrówkę.
- Nie możesz! - rozwiałam jego złudzenia.
- Wolisz kotwicę albo gołą babę? - zdziwił się Fimbul.

wtorek, 14 lipca 2009

785. znikam

- Chciałabym się wyłączyć. Nie odpowiadać na maile, nie odbierać telefonów, odciąć się zawodowo od wszystkiego na jakiś czas - oznajmiła Mrówka.
- A jak zadzwoni Megi? - zapytała mama Mrówki.
- No to wtedy odbiorę.
- A Ania od Mariusza albo Mariusz?
- Od nich też odbiorę.
- A Ania od Piotrka?
- No, od niej też.
- A Fimbul?
- No, to jasne, że też.


Plan zanurzenia się w nicość nigdy nie będzie bez zarzutu.

poniedziałek, 13 lipca 2009

784. whose line - ciąg dalszy

- Oglądam Whose line bez przerwy i przy okazji zaczynam się oswajać z angielskim - napisałam do Piotrka. - Muszę się wreszcie tego języka nauczyć i teraz przynajmniej mam motywację.
- Jaką? - zainteresował się Piotrek z grzeczności.
- No... że jak spotkam Ryana Stilesa, to muszę się z nim umieć dogadać! - wyjaśniłam. - Chociaż właściwie niby wystarczy, jak powiem "Ryan, I love you". Ale jak mi coś odpowie? Warto by było rozumieć...

I am still watching "Whose line", because I love this show,
I would like to laugh for all day, till the end, don`t you know?
And there is my favourite guy, who always makes me smiles
I hope, you guess who is he? Of course, Ryan Stiles!

No i dlatego nie ma porządnej notki, bo jak gadamy z Fimbulem na gg, to o Whose line. I nic śmiesznego sami z siebie nie wymyślamy. Kiedyś się to zmieni, jak mi szaleństwo przejdzie.

niedziela, 12 lipca 2009

783.

Nieważne, że R3 praktycznie nieruszona. Pierwszą część zaczęliśmy później.

Ale czasami mnie dziwi, że łatwiej mi się rymuje po angielsku niż po polsku.

Wczoraj zaimprowizowałam Fimbulowi tekst pod "Piosenkę" z Whose line (jak ktoś chce zobaczyć, to przykładowy link: http://www.youtube.com/watch?v=fisKsuX5aY8&feature=related, zaczyna się w 2:39):

The water isn`t very hot and my bath now is full
I want to go to bathroom and sing loudly "bul bul bul"
I have a soap and a big towel and my washclot`s pink
but I can`t swim, my weight is huge so I can quickly sink...

A kiedy przyszłam, poinformowałam go jeszcze (na tę samą melodię):

I took a shower and now I am sitting on my chair
my head is wet so I cannot comb over my long hair
Have you ever been doing this? it`s really, really hard
when someone`s laughing I explain: my hair is kind of art!

może kiedyś przetłumaczę ;)

sobota, 11 lipca 2009

782. wprawa

Mam w piórze taki mechanizm, który pozwala nabierać atrament. Ale go nie lubię, więc przerzuciłam się na naboje.
Naboje mi się skończyły (wyczerpać szufladę nabojów do pióra to też sztuka...).
- Mamo, czy masz gdzieś strzykawkę i igłę? - zapytałam pewnego dnia. - Bo chcę zacząć karierę ćpuna, ale nie mam sprzętu...
Mama nie miała, więc na drugi dzień kupiłam sobie potrzebne przyrządy za całe trzydzieści groszy (dla porównania - jeden mały nabój to przeważnie około 20 groszy).
- Twoją metodą zrobiłam sobie tatuaż zewnętrzny średnio zmywalny! - napisałam z niesmakiem do Piotrka po pierwszej próbie napełnienia dużego naboju.
- Dobrze, żeś sobie w żyłę nie dała - skomentował to Piotrek ze stoickim spokojem.
- Pierwszy zastrzyk mam za sobą - napisałam do Fimbula.
- I jak wrażenia?
- Rękę domyłam pumeksem.
- A pokój?
- Pokój przeżył, ale mniej bym się ubrudziła, gdybym przelewała ten atrament bezpośrednio ze słoiczka do naboju - stwierdziłam

Za drugim razem ubrudziłam się trochę mniej.
Trzeci raz wypadł dzisiaj. Przygotowałam sobie papierową podkładkę pod słoiczek z atramentem, a nabój trzymałam przez chusteczkę, pamiętna ostatnich doświadczeń.
I napełniłam go, nie roniąc ani kropli.
Ech...

piątek, 10 lipca 2009

* - * - *

Zmęczona walką z napływającymi zza okna owadami Mrówka poddała się.
Wtedy owady poddały się również i przestały napływać.
Jeśli nie możesz wroga polubić, to go zignoruj.

Właściwie przyszłam tu tylko po to, żeby ogłosić, że po kilku dniach naszego nerwowego chodzenia z trzymanymi kciukami ("jeśli wiecie, co mam na myśli") FIMBUL DOSTAŁ SIĘ NA STUDIA DOKTORANCKIE.

Gratulacje, nagrody prześlemy pocztą.

środa, 8 lipca 2009

781.000 i walka na śmierć i życie

Notatkę dodano:2009-07-08 20:31:18

Uwaga, notka drastyczna.

Gościnnie potraktowany Ośmiometrowy (szczytem gościnności miało być pozostawienie mu... hm.. wolnej ręki w działaniu) zrozumiał, że nie żąda się od niego przypływu towarzyskich uczuć tudzież uczestniczenia w grach zespołowych i taktownie przebywa w ciszy i samotności, w górnych partiach pokoju. On chodzi po suficie, Mrówka po podłodze - kompromis został osiągnięty, a naruszenie zasad spowoduje natychmiastowe rytualne zabójstwo winnego. W kuluarach powiada się, że wiara Mrówki w grawitację jest niezachwiana.

Niestety, porozumienia nie zaakceptował Czterometrowy. O połowę mniejszy od zaaklimatyzowanego przybysza ze świata Grande Comarro, usadowił się w fotelu, tuż obok Mrówki.
Dostał ostrzeżenie w... w całość. Twardą podeszwą kapcia.
Wzruszył ramionami (kilkoma parami ramion) i schował się pod narzutą.
Narzuta została upomniana uderzeniem kapcia.
Czterometrowy wylazł i usiadł na środku podłogi. Ten szczyt nonszalancji wywołał eskalację przemocy. Mrówka uderzyła ponownie.
Czterometrowy popatrzył ze zdziwieniem i podrapał się w nos.
Mrówka przygniotła go czterema tonami obuwia, zrzuconego z wysokości sufitu z drugą prędkością kosmiczną.
Czterometrowy żył dalej i bezczelnie przebierał kończynami.
Mrówka ponowiła proces rozpłaszczania go między podłogą a podeszwą.
Sześć razy.
Wreszcie czterometrowy dał się pokawałkować i zamarł w bezruchu, uznając wyższość Mrówki. Uczynił to, kiedy jego szczątki zaczęły przypominać puzzle (1000 kawałków).

Natomiast Ośmiometrowego, zwanego też Mieczysławem, od wczoraj nie widać.
Piotrek twierdzi, że one żyją do trzech dni i z pewnością Mieczysław dogorywa gdzieś na meblach.
Szczerze wątpię, zziajana po walce z czterometrowym.
One są niezniszczalne.