Przez pewien czas cały korytarz jednego z szacownych wydziałów żył zaliczeniem, które M. musiał uzyskać z kultury literackiej.
Po zwycięskiej potyczce M. wyszedł z sali i zdawał nam raport.
Powiedział, że został zapytany o to, kto cztery dni temu (notka z poślizgiem) dostał nagrodę NIKE. Odparł, że nie ma pojęcia. Na wieść, że przecież była o tym mowa i w telewizji i w internecie odrzekł M. dzielnie, że nie miał pojęcia, bo przez ostatnie dni uczył się pilnie, żeby zdać kulturę literacką.
O, ironio losu ;).
niedziela, 14 października 2007
sobota, 13 października 2007
378. pokolenie sms
2007-10-13 19:50:24
Siedzieliśmy sobie z Damianem na ławce. I wymienialiśmy się numerami telefonów. W związku z tym siedzieliśmy razem, ale każde wpatrzone we własny aparat.
Przyszedł Sal.
Obejrzał nas z zainteresowaniem.
Zastanowił się.
I zapytał:
- Piszecie do siebie smsy? Trochę to nieekonomiczne...
Siedzieliśmy sobie z Damianem na ławce. I wymienialiśmy się numerami telefonów. W związku z tym siedzieliśmy razem, ale każde wpatrzone we własny aparat.
Przyszedł Sal.
Obejrzał nas z zainteresowaniem.
Zastanowił się.
I zapytał:
- Piszecie do siebie smsy? Trochę to nieekonomiczne...
środa, 10 października 2007
377. kotek siostry Arturka
Wczoraj wieczorem umówiłyśmy się z Patiinką, siostrą Arturka, na ploty. Drzwi otworzyła mi Pysia, druga (najmłodsza) siostra Arturka, z maleńkim kotem na rękach.
- Jakiiii słoooooodkiiiiiii! - zawołała Mrówka i zaczęła natychmiast drapać kotka za uchem, głaskać po nosku, mierzwić futerko na karku i ogólnie zajmować się zwierzątkiem. Kotek (właściwie kotka) zaczął z zainteresowaniem przyglądać się Mrówce, próbował pacnąć ją łapką, trącić pyszczkiem, a wreszcie - zaczął lizać.
- Liże mnie właśnie - poinformowała z zachwytem Mrówka Patiinkę, kiedy weszły już wszystkie z kotem do pokoju.
- Na razie cię liże - mruknęła Patiinka. Co jeszcze wcale nie zabrzmiało złowieszczo. Kotek wyglądał jak jedna trzecia normalnego kota, był mały, szary i słodki. I czasami popiskiwał zamiast miauczeć. Mrówka rozpływała się w zachwytach. Patiinka i Pysia wyszły na chwilę.
Kotek, puszczony luzem, usiadł na podłodze koło Mrówki. Mrówka natychmiast przykucnęła przy nim. Kotek z zaciekawieniem podniósł łebek i uważnie przyjrzał się Mrówce. Jeden skok - i już był na tapczanie, na którym Mrówka opierała się łokciem. Nie spuszczał przy tym Mrówki z oczu.
Zafascynował go kolczyk Mrówki. Jak zahipnotyzowany (kotek, nie kolczyk) zaczął się wspinać po ramieniu Mrówki, wpatrzony w jej głowę. Wspiął się i zrezygnował z zamiaru zabawy kolczykiem, próbował mnie za to polizać w ucho.
Potem zeskoczył na ziemię i spodobały mu się napy w dżinsach Mrówki.
Najpierw bez uprzedzenia wskoczył na Mrówkę, rozcapierzył pazurki, przewrócił się na Mrówki kolanach na bok i próbował ugryźć ją w dżinsy.
Mrówka zdjęła go z siebie i postawiła na podłodze.
Kotek wykonał natychmiastowy obrót i znowu wskoczył na Mrówkę, z zamiarem zjedzenia jej.
Mrówka odstawiła kotka na podłogę.
Kotek wskoczył.
Mrówka odstawiła.
Po chwili do pokoju wróciły siostry Arturka i przyniosły ze sobą kłębek wełny. Kotek zajął się wełną.
Dziewczyny wyszły.
Kotek poszedł za nimi. W progu pokoju zatrzymał się. Zastanowił (jakby był w komiksie albo w kreskówce, to pojawiłaby mu się nad łebkiem narysowana żarówka). Powoli się odwrócił, zobaczył siedzącą pod oknem Mrówkę.
W oku mu błysnęło.
Rozpłaszczył się na podłodze i zaczął się skradać, cały czas przyglądając się Mrówce uważnie.
Skradał się przez pół pokoju (nie wiem, czy mu się wydawało, że jak się tak skrada, to go nie widzę, czy co...), a w połowie pokoju podskoczył i w takich podskokach świerszczo-kangurzych dopadł Mrówkę.
Wlazł jej na kolana i próbował ugryźć w spodnie. Bokiem.
Mrówka odstawiła kotka na podłogę.
Wróciły dziewczyny, rozmawiamy sobie, kotek się znudził i wyszedł.
Stał w przedpokoju, kiedy Mrówkę podkusiło i delikatnie podrapała małym palcem w oparcie tapczanu.
Kotek pobił rekord prędkości. NATYCHMIAST znalazł się na Mrówce i próbował ugryźć ją w palec.
Wyturlał kłębek wełny do przedpokoju i pobiegł za nim.
Cisza i spokój.
Mrówka delikatnie pociągnęła za koniec nitki. W przedpokoju coś gruchnęło.
Poszłyśmy zobaczyć, co się dzieje.
Kotek stał przy drzwiach, pod którymi zaczepiła się nitka i pilnie ją obserwował. Chyba wskoczył na framugę, żeby złapać uciekającą wełnę...
Kiedy wreszcie się zmęczył i poszedł spać, wygłaskałam go za wszystkie czasy.
Na wszystko znajdzie się sposób ;).
- Jakiiii słoooooodkiiiiiii! - zawołała Mrówka i zaczęła natychmiast drapać kotka za uchem, głaskać po nosku, mierzwić futerko na karku i ogólnie zajmować się zwierzątkiem. Kotek (właściwie kotka) zaczął z zainteresowaniem przyglądać się Mrówce, próbował pacnąć ją łapką, trącić pyszczkiem, a wreszcie - zaczął lizać.
- Liże mnie właśnie - poinformowała z zachwytem Mrówka Patiinkę, kiedy weszły już wszystkie z kotem do pokoju.
- Na razie cię liże - mruknęła Patiinka. Co jeszcze wcale nie zabrzmiało złowieszczo. Kotek wyglądał jak jedna trzecia normalnego kota, był mały, szary i słodki. I czasami popiskiwał zamiast miauczeć. Mrówka rozpływała się w zachwytach. Patiinka i Pysia wyszły na chwilę.
Kotek, puszczony luzem, usiadł na podłodze koło Mrówki. Mrówka natychmiast przykucnęła przy nim. Kotek z zaciekawieniem podniósł łebek i uważnie przyjrzał się Mrówce. Jeden skok - i już był na tapczanie, na którym Mrówka opierała się łokciem. Nie spuszczał przy tym Mrówki z oczu.
Zafascynował go kolczyk Mrówki. Jak zahipnotyzowany (kotek, nie kolczyk) zaczął się wspinać po ramieniu Mrówki, wpatrzony w jej głowę. Wspiął się i zrezygnował z zamiaru zabawy kolczykiem, próbował mnie za to polizać w ucho.
Potem zeskoczył na ziemię i spodobały mu się napy w dżinsach Mrówki.
Najpierw bez uprzedzenia wskoczył na Mrówkę, rozcapierzył pazurki, przewrócił się na Mrówki kolanach na bok i próbował ugryźć ją w dżinsy.
Mrówka zdjęła go z siebie i postawiła na podłodze.
Kotek wykonał natychmiastowy obrót i znowu wskoczył na Mrówkę, z zamiarem zjedzenia jej.
Mrówka odstawiła kotka na podłogę.
Kotek wskoczył.
Mrówka odstawiła.
Po chwili do pokoju wróciły siostry Arturka i przyniosły ze sobą kłębek wełny. Kotek zajął się wełną.
Dziewczyny wyszły.
Kotek poszedł za nimi. W progu pokoju zatrzymał się. Zastanowił (jakby był w komiksie albo w kreskówce, to pojawiłaby mu się nad łebkiem narysowana żarówka). Powoli się odwrócił, zobaczył siedzącą pod oknem Mrówkę.
W oku mu błysnęło.
Rozpłaszczył się na podłodze i zaczął się skradać, cały czas przyglądając się Mrówce uważnie.
Skradał się przez pół pokoju (nie wiem, czy mu się wydawało, że jak się tak skrada, to go nie widzę, czy co...), a w połowie pokoju podskoczył i w takich podskokach świerszczo-kangurzych dopadł Mrówkę.
Wlazł jej na kolana i próbował ugryźć w spodnie. Bokiem.
Mrówka odstawiła kotka na podłogę.
Wróciły dziewczyny, rozmawiamy sobie, kotek się znudził i wyszedł.
Stał w przedpokoju, kiedy Mrówkę podkusiło i delikatnie podrapała małym palcem w oparcie tapczanu.
Kotek pobił rekord prędkości. NATYCHMIAST znalazł się na Mrówce i próbował ugryźć ją w palec.
Wyturlał kłębek wełny do przedpokoju i pobiegł za nim.
Cisza i spokój.
Mrówka delikatnie pociągnęła za koniec nitki. W przedpokoju coś gruchnęło.
Poszłyśmy zobaczyć, co się dzieje.
Kotek stał przy drzwiach, pod którymi zaczepiła się nitka i pilnie ją obserwował. Chyba wskoczył na framugę, żeby złapać uciekającą wełnę...
Kiedy wreszcie się zmęczył i poszedł spać, wygłaskałam go za wszystkie czasy.
Na wszystko znajdzie się sposób ;).
wtorek, 9 października 2007
376. smsowa rozmowa
2007-10-09 22:58:25
Przeżyłam.
I nawet lepiej się czuję.
Wczoraj rozmawiałam smsowo z bratem.
- Dobra, bracie, będę kończyć rozmowę, bo dochodzę do przejścia dla pieszych i muszę się skupić, żeby mnie nic nie przejechało - powiedziałam do słuchawki, kiedy szłam sobie na dworzec w R. - A potem muszę zacząć myśleć, w którą stronę skręcić i kiedy, więc łatwo nie będzie - dodałam. Brat się zaśmiał.
20 minut później wysłałam mu smsa:
- Jestem na dworcu pks. Trafiłam.
- Ale pewnie busa nie masz - odpisał brat.
- Mam! Za 10 minut! - odparłam.
- To pewnie się spóźni - odrzekł mój brat-sceptyk.
- Spóźnił się. 7 minut. Pewnie dlatego, że to pospieszny - przyznałam mu rację, już z busa. - Ale trzęsie.
- Bo w busach tak zawsze.
- Nie, bo tu na dworcu nie ma asfaltu tylko piasek ubity.
- Bo tam asfalt na noc zwijają - odpisał mi brat po konsultacji z mamą.
- Na dzień też. Stoję w ogromnym korku i czekamy na asfalt zdaje się - zauważyłam po chwili.
Kierowca busa wyciągnął telefon i powiedział koledze, że jedzie objazdem, poleconym przez znajomego kierowcę. Bo na zwykłej trasie miał być korek. Ale na objeździe też jest.
Wesoło było.
Przeżyłam.
I nawet lepiej się czuję.
Wczoraj rozmawiałam smsowo z bratem.
- Dobra, bracie, będę kończyć rozmowę, bo dochodzę do przejścia dla pieszych i muszę się skupić, żeby mnie nic nie przejechało - powiedziałam do słuchawki, kiedy szłam sobie na dworzec w R. - A potem muszę zacząć myśleć, w którą stronę skręcić i kiedy, więc łatwo nie będzie - dodałam. Brat się zaśmiał.
20 minut później wysłałam mu smsa:
- Jestem na dworcu pks. Trafiłam.
- Ale pewnie busa nie masz - odpisał brat.
- Mam! Za 10 minut! - odparłam.
- To pewnie się spóźni - odrzekł mój brat-sceptyk.
- Spóźnił się. 7 minut. Pewnie dlatego, że to pospieszny - przyznałam mu rację, już z busa. - Ale trzęsie.
- Bo w busach tak zawsze.
- Nie, bo tu na dworcu nie ma asfaltu tylko piasek ubity.
- Bo tam asfalt na noc zwijają - odpisał mi brat po konsultacji z mamą.
- Na dzień też. Stoję w ogromnym korku i czekamy na asfalt zdaje się - zauważyłam po chwili.
Kierowca busa wyciągnął telefon i powiedział koledze, że jedzie objazdem, poleconym przez znajomego kierowcę. Bo na zwykłej trasie miał być korek. Ale na objeździe też jest.
Wesoło było.
niedziela, 7 października 2007
375. hipocośtam
Medycyna idzie do przodu.
Lekarze strajkują, bo chcą podwyżek.
Uczeni potrafią wyhodować żabę. Przezroczystą.
Ale nikt, nikt absolutnie nie umie odkryć lekarstwa na katar.
W związku z tym siedzę w golfie i polarze, trzęsę się z zimna, zalewając się potem, przez zmrużone oczy widzę w oddali majaki przybierające kształty kaloryfera (no dobra, kaloryfer widzę na jawie. GORĄCEGO kaloryfera).
Jutro wstaję o piątej. W nocy. Jakby się tak dobrze zastanowić, to właściwie ZARAZ muszę wstać. Może lepiej się nie kłaść?
Wychodzę z domu o szóstej.
Wrócę - jak przypuszczam - koło 21.
I to wszystko bez możliwości oddychania.
I to dopiero będzie zabawne.
Lekarze strajkują, bo chcą podwyżek.
Uczeni potrafią wyhodować żabę. Przezroczystą.
Ale nikt, nikt absolutnie nie umie odkryć lekarstwa na katar.
W związku z tym siedzę w golfie i polarze, trzęsę się z zimna, zalewając się potem, przez zmrużone oczy widzę w oddali majaki przybierające kształty kaloryfera (no dobra, kaloryfer widzę na jawie. GORĄCEGO kaloryfera).
Jutro wstaję o piątej. W nocy. Jakby się tak dobrze zastanowić, to właściwie ZARAZ muszę wstać. Może lepiej się nie kłaść?
Wychodzę z domu o szóstej.
Wrócę - jak przypuszczam - koło 21.
I to wszystko bez możliwości oddychania.
I to dopiero będzie zabawne.
sobota, 6 października 2007
374. Olek z indeksem
2007-10-06 19:01:09
Siedzimy sobie na miniwydziałowej inauguracji roku. Ja, Magda, Piotrek i Ania od Piotrka (to znaczy: Ania od Piotrka to nie przydomek jak Jan bez Ziemi, tylko żeby się te Anie na blogu nie pomyliły. Ania od Piotrka jeszcze tu nie występowała).
Siedzimy.
Pan Dziekan wręcza indeksy.
Wręcza.
Miałyśmy już swoje indeksy (Piotrek jeszcze nie), kiedy zauważyłam smutną minę Olka.
Olek przyszedł później niż my, więc siedział w innym końcu sali, chociaż przy tym samym, okrągłym stole (władowaliśmy się na miejsca przy stole, nie - jak większość - pod ściany, bo lubimy luksus i nie boimy się odpowiedzialności, ha ;)).
Siedział Olek i minę miał ponurą.
Dawno temu to Olek nauczył nas tworzyć historyjki mało prawdopodobne, chociaż wiarygodne. Im mniej prawdopodobne, tym bardziej trzeba się było starać, żeby je uwiarygodnić.
Pobawiłam się i teraz.
- Popatrzcie - szepnęłam do Ani od Piotrka, Piotrka i Magdy. - Olek jest smutny. Chyba nie dostanie indeksu.
Przyjrzeliśmy mu się w milczeniu.
Olek siedział spokojnie, a na jego twarzy nie malował się wcale smutek. Musieliśmy jednak udawać, że tak jest. Każdy gest Olka musieliśmy od teraz interpretować zgodnie z naszym wymysłem.
- Faktycznie - zatroskała się Magda.
- Mnie się wydaje, że on nie dostanie indeksu - powiedziałam. - Pan Dziekan stwierdził, że nie będzie go przyjmował na studia, tylko jeszcze nikt Olka nie uprzedził. I on teraz biedny siedzi i czeka...
Znowu spojrzeliśmy w stronę nic nie przeczuwającego Olka.
Kupka indeksów na stole przed Panem Dziekanem malała. A Olka nikt nie wywoływał po odbiór dokumentu.
Biedny Olek...
- Biedny Olek... - zaczęliśmy kiwać głowami. - Nawet za daleko siedzi, żeby go jakoś pocieszyć...
Nakręciliśmy atmosferę (no dobra, ja nakręcałam ;)). Aż w końcu, kiedy w naszych oczach Olek stracił już nadzieję na uzyskanie indeksu, wyczytali go!
Radość nasza nie miała granic!
***
- I kiedy wyszedłeś na środek po swój indeks, chcieliśmy ci zacząć bić brawa! - relacjonowała Mrówka Olkowi całą (naprawdę całą, inaczej by nie było zabawy) historię.
- To TRZEBA BYŁO! - odparł Olek.
A przy okazji rozmowy o Olku okazało się, że "mnie już trzeba uśpić".
- Piotrek, ty znasz Olka, prawda? - upewniłam się.
- Znam, chodziliśmy razem na dialektologię.
- Ej!!! Ale to ja z Olkiem chodziłam na dialektologię! Byłeś w tej grupie?
- Tak.
- Hmmm... Piotruś, ale tam było chyba tylko 8 osób... gdzie siedziałeś?
- Pod oknem. W TYM SAMYM RZĘDZIE, CO TY!
Pod wieczór przypomniałam sobie, że wtedy siedzieliśmy w trójkę w jednej ławce - ja, Olek i Piotrek.
Siedzimy sobie na miniwydziałowej inauguracji roku. Ja, Magda, Piotrek i Ania od Piotrka (to znaczy: Ania od Piotrka to nie przydomek jak Jan bez Ziemi, tylko żeby się te Anie na blogu nie pomyliły. Ania od Piotrka jeszcze tu nie występowała).
Siedzimy.
Pan Dziekan wręcza indeksy.
Wręcza.
Miałyśmy już swoje indeksy (Piotrek jeszcze nie), kiedy zauważyłam smutną minę Olka.
Olek przyszedł później niż my, więc siedział w innym końcu sali, chociaż przy tym samym, okrągłym stole (władowaliśmy się na miejsca przy stole, nie - jak większość - pod ściany, bo lubimy luksus i nie boimy się odpowiedzialności, ha ;)).
Siedział Olek i minę miał ponurą.
Dawno temu to Olek nauczył nas tworzyć historyjki mało prawdopodobne, chociaż wiarygodne. Im mniej prawdopodobne, tym bardziej trzeba się było starać, żeby je uwiarygodnić.
Pobawiłam się i teraz.
- Popatrzcie - szepnęłam do Ani od Piotrka, Piotrka i Magdy. - Olek jest smutny. Chyba nie dostanie indeksu.
Przyjrzeliśmy mu się w milczeniu.
Olek siedział spokojnie, a na jego twarzy nie malował się wcale smutek. Musieliśmy jednak udawać, że tak jest. Każdy gest Olka musieliśmy od teraz interpretować zgodnie z naszym wymysłem.
- Faktycznie - zatroskała się Magda.
- Mnie się wydaje, że on nie dostanie indeksu - powiedziałam. - Pan Dziekan stwierdził, że nie będzie go przyjmował na studia, tylko jeszcze nikt Olka nie uprzedził. I on teraz biedny siedzi i czeka...
Znowu spojrzeliśmy w stronę nic nie przeczuwającego Olka.
Kupka indeksów na stole przed Panem Dziekanem malała. A Olka nikt nie wywoływał po odbiór dokumentu.
Biedny Olek...
- Biedny Olek... - zaczęliśmy kiwać głowami. - Nawet za daleko siedzi, żeby go jakoś pocieszyć...
Nakręciliśmy atmosferę (no dobra, ja nakręcałam ;)). Aż w końcu, kiedy w naszych oczach Olek stracił już nadzieję na uzyskanie indeksu, wyczytali go!
Radość nasza nie miała granic!
***
- I kiedy wyszedłeś na środek po swój indeks, chcieliśmy ci zacząć bić brawa! - relacjonowała Mrówka Olkowi całą (naprawdę całą, inaczej by nie było zabawy) historię.
- To TRZEBA BYŁO! - odparł Olek.
A przy okazji rozmowy o Olku okazało się, że "mnie już trzeba uśpić".
- Piotrek, ty znasz Olka, prawda? - upewniłam się.
- Znam, chodziliśmy razem na dialektologię.
- Ej!!! Ale to ja z Olkiem chodziłam na dialektologię! Byłeś w tej grupie?
- Tak.
- Hmmm... Piotruś, ale tam było chyba tylko 8 osób... gdzie siedziałeś?
- Pod oknem. W TYM SAMYM RZĘDZIE, CO TY!
Pod wieczór przypomniałam sobie, że wtedy siedzieliśmy w trójkę w jednej ławce - ja, Olek i Piotrek.
czwartek, 4 października 2007
372. warto wiedzieć
2007-10-04 22:29:01
"Palący się student powinien bezzwłocznie i bezwzględnie opanować chęć natychmiastowej ucieczki"
z wyciągu BHP na jakimś kierunku studiów.
Brat mi przed chwilą to powiedział (bo dowiedział się od koleżanki i tak mu się to spodobało, że sobie zapisał).
Ciekawe, czy palący się student pamięta o swoich powinnościach?
Ja bym uciekła. Bezzwłocznie i bezwzględnie.
"Palący się student powinien bezzwłocznie i bezwzględnie opanować chęć natychmiastowej ucieczki"
z wyciągu BHP na jakimś kierunku studiów.
Brat mi przed chwilą to powiedział (bo dowiedział się od koleżanki i tak mu się to spodobało, że sobie zapisał).
Ciekawe, czy palący się student pamięta o swoich powinnościach?
Ja bym uciekła. Bezzwłocznie i bezwzględnie.
środa, 3 października 2007
371. interesy
2007-10-03 21:02:54
Na pierwszych zajęciach ze studentami Piotrek zapytał, jak wymawiają słowo "gęś".
Kiedy poinformował mnie o tym, oczywiście natychmiast zaczęłam przed komputerem sprawdzać, jak ja to wymawiam. Dobrze, że siedziałam we własnym pustym pokoju, przynajmniej nikt mnie nie posądził o pomieszanie zmysłów (no bo co byście powiedzieli o osobie, która siedzi i powiedzmy, że pracuje, a nagle zaczyna mówić do siebie "gęś" na różne sposoby?)
- I powiedzieli, że wymawiają to jako [gei`ś] - relacjonował mi Piotrek.
- Oszukują cię, mam wrażenie - odparłam. - Ja tak nie wymawiam. Ale wiesz, zawsze byłam wyjątkowa.
- A jak wymawiasz? - zainteresował się Piotrek.
Sprawdziłam raz jeszcze.
- Przez u`! Mogłabym przez i, ale to nienaturalnie wychodzi!
- A powiedz mi, czy to twoje u jest zaokrąglone czy płaskie?
Po raz kolejny zwymyślałam się na głos od gęsi.
- Płaskie - odpisałam.
- No widzisz i też się z tym zgadzam! - pocieszył mnie Piotrek. - Badania nad wymową kontekstu sęs wykazały właśnie taką wymowę.
- A mnie nikt nie badał - zmartwiła się Mrówka. - Znaczy, że standardowa jestem po prostu...
- Ja cię mogę kiedyś przebadać, gdybym się wziął za badania fonetyczne - zaofiarował się Piotrek.
- Możesz. Będzie bolało?
- A masz jakieś szczególne życzenia co do kawy? Tzn. badań? - zainteresował się Piotrek.
- Nie mam.
- To chyba nie - odpowiedział na moje pytanie (swoją drogą - dlaczego CHYBA?). - Podetknąłbym ci tylko ten... mikrofon z gąbką.
- Dlaczego z gąbką? Żeby nie bolało? - zapytałam naiwnie, testując wytrzymałość Piotrka.
A w ogóle wiszę mu już jedną herbatę, więc będzie wesoło ;). Jakbym wpadła na pomysł przeprowadzenia badań satyrycznych, to z kolei Piotrek byłby jednym z głównych obiektów, więc wszystko się ładnie łączy.
Przy okazji współpracy naukowej ze wszystkimi jak leci - rozmowa z Salem.
Podrzucił mi cytat o mrówkach.
- Dzięki! - odpisałam z uczuciem.
- 5 zeta - odparł Sal.
- A piszesz już pracę? To znaczy - czy piszesz ją teraz na kompie?
- Tak.
- Bo wykryłam w ramach własnych zajęć fajny sposób na przyspieszenie roboty! - powiedziałam mu. Podałam ten sposób, a Sal:
- Dobra, to daruję ci te 5 zeta!
tak się robi interesy ;)
Na pierwszych zajęciach ze studentami Piotrek zapytał, jak wymawiają słowo "gęś".
Kiedy poinformował mnie o tym, oczywiście natychmiast zaczęłam przed komputerem sprawdzać, jak ja to wymawiam. Dobrze, że siedziałam we własnym pustym pokoju, przynajmniej nikt mnie nie posądził o pomieszanie zmysłów (no bo co byście powiedzieli o osobie, która siedzi i powiedzmy, że pracuje, a nagle zaczyna mówić do siebie "gęś" na różne sposoby?)
- I powiedzieli, że wymawiają to jako [gei`ś] - relacjonował mi Piotrek.
- Oszukują cię, mam wrażenie - odparłam. - Ja tak nie wymawiam. Ale wiesz, zawsze byłam wyjątkowa.
- A jak wymawiasz? - zainteresował się Piotrek.
Sprawdziłam raz jeszcze.
- Przez u`! Mogłabym przez i, ale to nienaturalnie wychodzi!
- A powiedz mi, czy to twoje u jest zaokrąglone czy płaskie?
Po raz kolejny zwymyślałam się na głos od gęsi.
- Płaskie - odpisałam.
- No widzisz i też się z tym zgadzam! - pocieszył mnie Piotrek. - Badania nad wymową kontekstu sęs wykazały właśnie taką wymowę.
- A mnie nikt nie badał - zmartwiła się Mrówka. - Znaczy, że standardowa jestem po prostu...
- Ja cię mogę kiedyś przebadać, gdybym się wziął za badania fonetyczne - zaofiarował się Piotrek.
- Możesz. Będzie bolało?
- A masz jakieś szczególne życzenia co do kawy? Tzn. badań? - zainteresował się Piotrek.
- Nie mam.
- To chyba nie - odpowiedział na moje pytanie (swoją drogą - dlaczego CHYBA?). - Podetknąłbym ci tylko ten... mikrofon z gąbką.
- Dlaczego z gąbką? Żeby nie bolało? - zapytałam naiwnie, testując wytrzymałość Piotrka.
A w ogóle wiszę mu już jedną herbatę, więc będzie wesoło ;). Jakbym wpadła na pomysł przeprowadzenia badań satyrycznych, to z kolei Piotrek byłby jednym z głównych obiektów, więc wszystko się ładnie łączy.
Przy okazji współpracy naukowej ze wszystkimi jak leci - rozmowa z Salem.
Podrzucił mi cytat o mrówkach.
- Dzięki! - odpisałam z uczuciem.
- 5 zeta - odparł Sal.
- A piszesz już pracę? To znaczy - czy piszesz ją teraz na kompie?
- Tak.
- Bo wykryłam w ramach własnych zajęć fajny sposób na przyspieszenie roboty! - powiedziałam mu. Podałam ten sposób, a Sal:
- Dobra, to daruję ci te 5 zeta!
tak się robi interesy ;)
wtorek, 2 października 2007
370. drogi panie z telewizji
Olek przesiaduje teraz całymi dniami w telewizji i zgłębia tajniki. Niejedną historyjkę mógłby opowiedzieć (gdyby nie to, że to mój blog, ha! ;)). W każdym razie poprosiłam go, żeby - jeśli mnie gdzieś zobaczy - nie przeprowadzał ze mną wywiadu.
- Dzisiaj interweniowałem w B. w sprawie demontażu blaszanych garaży - poinformował mnie niedawno, dumny i zadowolony. Potem powiedział, że nie chce być dziennikarzem pracującym przy newsach (ja to wiem i bez praktyk w tv ;)). A dzisiaj zapytał:
- Słyszałaś ostatnio o czymś ciekawym?
- Takim, żeby się nadawało do telewizji? Bo jeśli nie, to ja jestem ciekawa.
Nie sądzę, żeby w czymś mu to pomogło.
W sumie to mu współczuję znajomości ze mną ;D.
O, przed chwilą powiedział, że do reportażu musi znaleźć jakiś absurd prawny, aferę albo wyjątkową osobę.
Oczywiście powiedziałam, że z wyjątkową osobą mogę mu pomóc.
ZIGNOROWAŁ TO.
- Dzisiaj interweniowałem w B. w sprawie demontażu blaszanych garaży - poinformował mnie niedawno, dumny i zadowolony. Potem powiedział, że nie chce być dziennikarzem pracującym przy newsach (ja to wiem i bez praktyk w tv ;)). A dzisiaj zapytał:
- Słyszałaś ostatnio o czymś ciekawym?
- Takim, żeby się nadawało do telewizji? Bo jeśli nie, to ja jestem ciekawa.
Nie sądzę, żeby w czymś mu to pomogło.
W sumie to mu współczuję znajomości ze mną ;D.
O, przed chwilą powiedział, że do reportażu musi znaleźć jakiś absurd prawny, aferę albo wyjątkową osobę.
Oczywiście powiedziałam, że z wyjątkową osobą mogę mu pomóc.
ZIGNOROWAŁ TO.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


