środa, 6 sierpnia 2008

609. komar

Notatkę dodano:2008-08-06 22:41:08
- AAAAAA!!! KOMAR!!!!!!! NIE ZŁAPAŁAM!!!!! - uznałam za konieczne poinformować Piotrka. - Komar dalej - napisałam po chwili. Zaraz potem zapytałam:
- Czy komary mają ograniczone możliwości nasycania swoich żądz?
- Raczej tak - uspokoił mnie Piotrek. - Ale nie wiadomo, czy ten się już nasycił.
- Ale jeśli się nasycił, to powinien sobie stąd iść, a on krąży - zauważyłam.
- No nie pójdzie - powiedział Piotrek. Mało optymistycznie to zabrzmiało. - Będzie trawić - dodał.
- Ja chcę żeby poszedł! - zaczęłam panikować. - Wyobraź sobie na środku pokoju taką małą Mrówkę...
- Z jego perspektywy jesteś ogromnym McDonaldem - odparł Piotrek.
- Jak mnie nie wypije do końca, to dam to jutro na bloga - obiecałam mu.

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

607. trudy interpretacji

Kończę pisać (i przepisywać) do Przymrużonym okiem tekst o Egzekutorze. Przestałam w pewnym momencie wierzyć we własny nos do aluzji i nawiązań literackich (od: mieć nosa do czegoś), więc postanowiłam wykorzystać Piotrka.
- No okij, wykorzystuj - zgodził się Piotrek z rezygnacją.
- Masz zwrotkę:
"Tej sfer symfonii nie stworzył Prokofiew
W harmonii wzrasta odporność na stresy
Kastor z Polluksem zmieniają adresy,
Gniewosz i Miłosz w jednej stają strofie" (zwrotka Egzekutora, z Zoofiołów)
I popatrz sobie na ostatni wers. Kojarzy ci się Paweł i Gaweł? (w jednym stali domu?)
- No jasne - odpisał Piotrek, a mnie ulżyło. - Ale gniewosz??? - dodał rozpaczliwie.
- Zwierzątko takie - rzuciłam wyjaśniająco.
- A, to mnie uspokoiłaś - wyznał Piotrek. - Bo na zwierzątkach mogę się nie znać...

czwartek, 31 lipca 2008

604. czas na sporty

- Co porabiasz? - zapytał Fimbul grzecznościowo.
- Nudzę się - odparłam równie grzecznościowo co nieszczerze, bo co jak co, ale nudy to ja ostatnimi czasy nie doświadczałam za bardzo. Postanowiłam więc to sprecyzować: - Nie nudzę się, ale nic mi się nie chce robić.
- To zajmij się rekreacją - zaproponował Fimbulek.
- Za gorąco jest na rekreację - jęknęłam. Termometr na dworcu pokazywał 36 stopni.
- Mrówko - odparł Fimbul - jak się tylko zrobi zimno, to powiesz, że jest za zimno na rekreację.

W sumie dość dobrze mnie zna ;

wtorek, 29 lipca 2008

603. juczne zwierzę

Czasami jeżdżę sobie na spotkania z S. Spotkania służbowe, wracam z nich obładowana książkami. Książki wysypują mi się z objęć, spadają ze stosiku ułożonego na głowie i wypadają uszami. Co zresztą bardzo lubię, nie ma to jak zboczenia zawodowe.
- Będę mieć dzisiaj mnóstwo książek - powiedziałam kiedyś mamie, wychodząc z domu. - Wrócę obładowana jak juczny... muł czy wół? Co jest juczne?
- Muł - odparła mama Mrówki.
- To jak juczny muł - zgodziłam się.
- Ale ty będziesz osłem - dodała mama.

poniedziałek, 28 lipca 2008

602. wyczekany kontakt

- ? - napisał Piotrek na gg.
- ??? - zapytałam, bo coś mi nie pasowało. - Bo chyba coś nie doszło - dodałam, tonem wyjaśnienia.
- Generalnie nie dochodzi - odparł Piotrek. - Już od paru godzin próbuję z tobą nawiązać kontakt.

Wracałam z Katowic, kiedy rozdzwoniła się moja komórka.
- Witam, Olek z tej strony - powiedział Olek. Nie zaskoczył mnie, bo w końcu wyświetlił się jako Olek, brzmiał jak Olek i nawet przywitał się jak Olek, więc były małe szanse na to, żeby to jednak nie był Olek. - Zadam ci dziwne pytanie... ale ono jest bardzo dziwne, nie dziw się.
- ?
- Czy w twoim mieście są jakieś ruiny?

Za kilkadziesiąt lat powiem mu, że ja jestem.
Albo sam się domyśli...

poniedziałek, 21 lipca 2008

597. spustoszenie

- Ech, stare dobre czasy - westchnęła filozoficznie Mrówka, przypominając sobie moment, kiedy na stała na chwiejnej drabinie pod sufitem małego magazynu w pewnej instytucji i wycierając rękawami kurz z wierzchu szafy przeglądała stare roczniki pewnego pisma.
Pismo się zdezaktualizowało, instytucja postanowiła pozbyć się nikomu niepotrzebnych ton makulatury, wyrzucając je na śmietnik.
- Macie jeszcze te pisma? - spytała kiedyś Mrówka mimochodem. - Bo szukam paru rzeczy, a nie chce mi się tkwić nad nimi w czytelni...
- Mamy, leżą w pudle do wyrzucenia - odparła Pracownica Instytucji. - Jak chcesz, to sobie je zabierz.
- Zabrałabym chętnie, ale nigdzie mi się nie zmieszczą - odparła ze smutkiem Mrówka. - Może tylko te, których potrzebuję...
- To bierz.
Mrówka poszła do magazynu, odnalazła właściwe pudło, wyszarpała ze środka stosik pism i zabrała do innego pomieszczenia.
- Właściwie to ja sobie powinnam powyrywać te strony, których potrzebuję. Przecież nie będę tego nieść do domu - zaproponowała nieśmiało.
- A targaj, mówiłam, że to i tak do wyrzucenia - stwierdziła Pracownica Instytucji, nie kryjąc radości.
I Mrówka przystąpiła do aktu destrukcji. A raczej do aktu ocalania tekstów, które jej były potrzebne.
Siedziała, wytargiwała kolejne kartki, aż w przypływie nagłego samokrytycyzmu podniosła głowę i powiedziała:
- A potem pójdę do czytelni czasopism, poproszę o jakieś, usiądę i zacznę z nich wyrywać kartki, bo mi w nałóg wejdzie...

Ponieważ Pracownica Instytucji uznała to za wielce prawdopodobne, Mrówka w najbliższym czasie otrzyma pewnie zakaz zbliżania się do czytelni w Mieście (i metropoliach okalających Miasto).

czwartek, 17 lipca 2008

595. notka pozbawiona inteligencji

Ułożyłam wczoraj wierszyk-pocieszankę. Który to wierszyk charakteryzuje się tym, że ma wszystkie błędy, jakie można popełnić przy pisaniu takiego małego tekściku. Ma też jedną zaletę: można go przesłać smsem.

trzymaj zawsze nos do góry,
trzymaj nos powyżej warg
pośród innych zalet fury
- ptak nie nasra ci na kark

wtorek, 15 lipca 2008

593. w poszukiwaniu straconego sensu

- Przestałam widzieć sens jeżdżenia na te wszystkie konferencje, pisania tekstów itp., skoro nikt nie zwraca na to uwagi - napisałam Fimbulowi z goryczą.
- Na moje oko - odpisał Fimbul natychmiast - to tak raz na dwa-trzy miesiące przestajesz widzieć w tym sens.

Może.
Co nie zmienia mojego nastawienia.
Idę sobie szukać sensu i nie wrócę, dopóki nie znajdę.

niedziela, 13 lipca 2008

591. komentator...

Od kiedy Zdzisław Ambroziak odszedł do Krainy Wiecznych Komentatorów (rok 2004), Mrówka przestała na transmisje meczy siatkarskich przynosić ze sobą grube zeszyty i długopisy do notowania zabawnych powiedzonek i skupiła się na samej grze, a nie na słownych popisach głosu z offu.

Tak przynajmniej było do wczoraj.
Wczoraj Wojciech Drzyzga, jeden z trenerów, zaproszony do komentowania w roli eksperta, błysnął informacją, która sprawiła, że nieprzygotowana na jej przyswojenie Mrówka w ciemnościach rzuciła się przed siebie, o mało co nie wybiła sobie zębów o kant ławy, wymacała długopis i na kawałku gazety nabazgroliła złotą myśl trenera.

Z całą odpowiedzialnością, eksperckim spokojem i pobrzmiewającą w głosie chęcią okazania widzom swojej wyższości siatkarskiej, WD poinformował:

- Różnica między wystawiaczami a rozgrywaczami polega na tym, że są ludzie, którzy wystawiają piłkę i tacy, którzy ją rozgrywają.

Nie mogłam tego nie zapisać. Teraz uczę się kolejnej mądrości siatkarskiej na pamięć.