Kilku młodzieńców, będących - jak to się elegancko określa - pod wpływem, urządziło sobie wczoraj wieczorem pod oknami koncert. Po odgłosach sądząc - siedzieli na ławce, jakieś dwa bloki od mojego.
Najpierw śpiewali chóralnie "daj mi tę noc, tę jedną noc". Dosyć równo im to wychodziło i linii melodycznej się trzymali, chociaż ograniczyli się tylko do zacytowanego fragmentu. Może nie znali całości, a może chcieli od razu przejść do meritum sprawy. Meritum odśpiewali dzielnie jakieś osiem razy. Na próżno. Nie dała.
Młodzieńcy przeszli zatem do kolejnego songu - tym razem będącego autoryzowanym przekładem. Na melodię "I love you, baby" odśpiewali hymn, składający się ze słów "kochamy ciebie, na na na na na na", wykazując się przy tym umiarkowanymi zdolnościami translatorskimi i niezwykłym poczuciem rytmu. Linia melodyczna - jak wyżej. Niestety i tu obiekt ich zbiorowych uczuć nie zareagował.
Nie zniechęceni tym młodzieńcy odśpiewali trzecią pieśń, prawdopodobnie kompozycję własną. A raczej - odśpiewał jeden, reszta klaskała do rytmu. Skutecznie go zagłuszając, przez co nie mogę przekazać Wam tekstu piosenki.
Potem nastąpiła cisza. Prawdopodobnie wśród publiczności koncertu znaleźli się, nieoczekiwanie dla artystów, panowie ze Straży Miejskiej. Skromni młodzieńcy nie przywykli widać do tak znamienitego audytorium i koncert przerwali.
Może i szkoda, śmieszny był...
piątek, 16 czerwca 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz