Stałam przy oknie w szatni, z nosem przyklejonym do szyby. Dwa centymetry ode mnie, oddzielony jedynie taflą szkła, siedział mały czarny kotek. I jadł coś w rodzaju "Chappi", tylko dla kotów. Dostrzegł moją natarczywą obecność po drugiej stronie okna, ale jakoś się z tym pogodził i nie zgłaszał sprzeciwów.
Trwało to dłuższą chwilę - kot jadł ze smakiem, ja wpatrywałam się w niego zachłannie. Nagle podszedł do okna jakiś chłopak. Rzucił okiem na pożywiające się stworzenie i powiedział:
- O rany, myślałem, że on mysz tak je!
Taaaak... z pewnością wpatrywałabym się z zafascynowaniem w kota jedzącego mysz.
czwartek, 8 czerwca 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz