poniedziałek, 4 czerwca 2007

285. szlachetność charakteru Mrówki

Przyjechałam dzisiaj na uczelnię. Fimbula nie było jeszcze pod planem (potem się okazało, że z mojej winy, bo autobus mi się spóźnił). Poszłam więc na piąte piętro, bo pamiętałam, że o dziesiątej Ania będzie się bronić.
Na piątym piętrze najpierw wypatrzyłam bukiety kwiatków, a potem Anię.
- Ania! Przyszłam cię podtrzymać na duchu! - zawołałam radośnie.
- Przynajmniej ty - westchnęła Ania. - Bo wszystkie dziewczyny mi napisały esemesy, że zaspały, że nie przyjdą, że się spóźnią...
- No, ale ja nie mogłam ci tak napisać! - oburzyłam się. - Nie mam twojego numeru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz