wtorek, 26 czerwca 2007

304. historia poniekąd kryminalna

- Aaaaaaa! - mrożący krew w żyłach okrzyk zbudził mieszkańców pewnego bloku o godzinie 9:35. - Aaaaaaaa! - darła się Mrówka, przyciskając rękę do serca. - Aaaaaaaaaa! - zakomunikowała światu, a echo niosło jej przesłanie na sąsiednie osiedle. - Aaaaaaaa! - dodała, a blok zadrżał w posadach.

12 godzin później wciąż roztrzęsiona siedziała w komisariacie. Inspektor Fimbulwinter, wezwany do prowadzenia tej sprawy, westchnął i otworzył granatowy notes.
- Aaaaa! - powiedziała mu Mrówka. Inspektor Fimbulwinter pomyślał, że o wiele łatwiej byłoby mu pracować w dziale przestępstw gospodarczych. Podrapał się długopisem po policzku, a następnie zapytał:
- A więc znalazła pani zwłoki?
Mrówka pokiwała głową.
- Zechce je pani opisać?
- Nie - odparła zdecydowanie.
- Rozumiem, że był to dla pani przykry widok. Czy zwłoki były zmasakrowane?
- Nie.
"Trup jak żywy" - zanotował Inspektor Fimbulwinter.
- Gdzie znalazła pani denata? - drążył temat.
- W kącie pokoju - odezwała się słabo Mrówka. - Leżał na plecach, jakby sobie odpoczywał...
- I nie próbowała mu pani udzielić pierwszej pomocy? Wezwać pogotowia?
- Nie - otrząsnęła się z obrzydzeniem Mrówka. Inspektor Fimbulwinter przyjrzał się jej uważnie.
- Czy to znaczy - zaczął ostrożnie - że jego śmierć była pani na rękę?
Mrówka na przemian kiwała i kręciła głową.
- Nie... to znaczy tak... to znaczy... wolałabym, żeby zdechł sobie gdzie indziej! - wyrzuciła z siebie.
- Zdechł? Mam rozumieć, że nie darzyła go pani zbytnią sympatią?
- Nie darzyłam! - warknęła Mrówka.
- Dlaczego? - dociekał Inspektor Fimbulwinter.
- Przylatywał wieczorami... - odparła Mrówka z namysłem. - Zaglądał mi w okno... Czasami się do niego dobijał. A poza tym jest... to znaczy był... odrażający.
- Słyszała pani, kiedy wpadł do pokoju?
- Nie, wpadł bezszelestnie. Może chciał mnie okraść? A może... - Mrówka zniżyła głos - może chciał mnie zabić?
Inspektorowi Fimbulwinterowi wyrwało się coś w rodzaju "nie dziwiłbym mu się", ale zamaskował to zgrabnie pozorowanym atakiem kaszlu.
- Cóż... - powiedział. - niewątpliwie była to dla pani bardzo przykra sprawa. Ale ja nie mogę tu nic poradzić... - Inspektor Fimbulwinter podniósł się z krzesła i zamierzał wskazać Mrówce drogę do wyjścia. Mrówka jednak chwyciła go mocno za rękaw.
- Inspektorze... proszę o przydzielenie mi jakiejś ochrony! Na wypadek, gdyby pojawili się tu jego koledzy...

Inspektor Fimbulwinter znów westchnął, a potem wręczył Mrówce specjalnie przygotowane pułapki na chrabąszcze.
- To powinno wystarczyć - rzekł. - A na drugi raz proszę tak nie histeryzować. Jeden martwy chrabąszcz w pokoju to przecież nic strasznego.

Ale OBRZYDLIWY był.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz