Umówiłam się wczoraj z Olkiem w południe pod Biblioteką Śląską. Miałam mu przywieźć między innymi trochę różnych rzeczy o Różewiczu (i dwa tomy Różewicza) i partię książek do recenzji. Wzięłam toto ze sobą i ruszyłam do Katowic.
Oczywiście pod ciężarem własnej torby uginałam się tak, że nosem mogłam dotykać ziemi.
Wcale się autobus nie przechylał na moją stronę...
Oczywiście nie wpadłam na pomysł, żeby umówić się z Olkiem na przystanku pod jego domem, z tej prostej przyczyny, że już mi się tam autobus nie zatrzymuje.
Oczywiście nie wzięłam mu wszystkiego, bo mam ograniczone możliwości udźwigu ;). Olkowi na szczęście wystarczyło to, co dostał. W razie protestów sam by sobie musiał przyjechać ;). A w ogóle zastanawiam się, jak mi się udało namówić go do wizyty w BŚ, skoro przerażają go regały. W każdym razie wziął głęboki oddech i postanowił, że przyjdzie. Dzielny. Chociaż zawsze mówił, że się boi tego budynku... a ja wrednie o tym zapomniałam ;)
O mamo... w trakcie pisania tej notki skojarzyło mi się, że on mi te książki kiedyś odda... to znaczy Różewicza, bo książki do recenzji są dla niego, na szczęście.
Idealna synchronizacja sprawiła, że pod gmach Lickatego dotarliśmy jednocześnie - ja - od góry przez cmentarz, Olek z dołu. Z bratem.
Olek dokonał krótkiej prezentacji (przez pięć lat nasłuchałam się trochę o jego bracie, tylko w mojej wyobraźni to był mały chłopczyk, który Olkowi złamał nos samochodzikiem. A na spotkanie przyszedł facet większy od Olka...). Zaczęłam podawać mu po kolei wszystkie książki. A Olek dawał je bratu. Który z kolei wkładał książki do swojej torby. Mogli mi powiedzieć, zamienilibyśmy się torbami po prostu ;).
- Ej, ładnie to tak, brata wykorzystywać? - stanęłam w obronie uciśnionych.
- A ty myślisz, że po co ja go ze sobą zabrałem? - odparował Olek.
Mój brat by się pewnie nie zgodził ;)
- To może brata też wykorzystaj do recenzowania książek? - zaproponowałam. Olek podskoczył z radości.
- A wiesz, że to jest dobra myśl? - zastanowił się.
- Barrrrrrrdzo śmieszne - mruknął pod nosem jego brat.
No... mój by się nie zgodził ;).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz