Kiedyś nie wytrzymam.
Przyjechałam dzisiaj do Katowic, spotkać się z Fimbulem i Olkiem.
Olek miał obronę pracy mgr. I w związku z redukowaniem przedobronnego stresu cały czas coś wymyślał.
A to doszukiwał się w serialach i kinowych przebojach aluzji do arcydzieł literatury (i ODWROTNIE, przy czym nie miała znaczenia kolejność powstawania utworów).
A to dopatrywał się w elementach ubioru obecnych osób motywów ludowych i posądzał wszystkich o przynależność do zespołu pieśni i tańca; sam zresztą postanowił się tam na lato zapisać po paru podskokach.
A to opowiadał po góralsku nieprzyzwoite dowcipy.
A to wymyślał konkurencje związane ze striptizem (z rzucaniem bielizną do celu, jak podpowiada mi na gg Fimbul).
A to pocieszał Fimbula, który jutro ma egzamin z historycznej (hasło "to bardzo przyjemny egzamin, przyjemny gdzieś tak za szóstym razem" Fimbul wrzucił sobie do opsu na gg).
Doprowadził nas do tego stanu, że kiedy złożył na pół kartkę papieru, śmialiśmy się przez dobre pięć minut. Olek skwitował to stwierdzeniem "złożyłem kartkę i już sensacja na dwa tygodnie", co oczywiście NIE przyczyniło się do uspokojenia nas.
Aż żal, że komisji nie było z nami ;).
Po swojej obronie Olek przyjrzał się bukietowi kwiatków, który miał wręczyć i najpierw powiedział:
- O, owadzik! A co ty tu robisz? - ale tajemniczy owadzik nie podjął dialogu, jakiś aspołeczny był.
Następnie Olek przyjrzał się bukietowi uważniej i zauważył:
- Te kwiatki rosną w betonie!
Kiedy przyszedł Recenzent, powiedziałam mu, żeby zadał Olkowi jakieś BARDZO trudne pytanie. Zgodził się od razu i pobiegł do sali.
- Jeśli rzeczywiście mi zada jakieś BARDZO trudne pytanie - mruknął Olek - to masz pięć sekund na ucieczkę!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz