wtorek, 28 sierpnia 2007

346.

- Wymyśliłam sobie żart na początek zajęć - powiedziałam Olkowi, już całkiem w szampańskim humorze (te przeskoki nastroju straszne są, nie wiem, jak mój własny Promotor to wytrzymuje, obawiam się, że kiedyś mi się za to oberwie porządnie i hurtem).
- To prawie jak w "Familiadzie" - odparł Olek.

Taaak... to ja to jeszcze przemyślę ;)

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

345.

Mrówka w stanie przeciwnym do wczorajszego, opowiada Olkowi z zapałem, jak poprowadzi informatyczne zajęcia od października.
- Coraz bardziej mi się podoba ten przedmiot - powiedziała. - Aż sama bym się chciała go uczyć...
- I tak będziesz musiała - trzeźwo zauważył Olek. Chwilę potem dodał:
- Ale nie wkręcaj się tak...
- Czemu?
- Bo jeszcze się przeniesiesz na politechnikę...

tja...

niedziela, 26 sierpnia 2007

notka, którą się wytnie kiedyś

- Chodź - poprosiłam na gg Fimbula, zaklinając rzeczywistość.
- Gdzie? - zmaterializował się Fimbul pół godziny później.
- Nie wiem gdzie. Idę skoczyć z mostu.
- I mam stać na dole, żeby cię złapać? - zainteresował się Fimbul.

Dobrze móc liczyć na przyjaciół...

środa, 22 sierpnia 2007

342. role życiowe

- Już się pojawiasz w tekście - poinformowałam Anię Szczepanek, posyłając jej całość.
Ania przez moment w milczeniu studiowała to, co ode mnie przyszło. W końcu wydała okrzyk radości.
- "(...) do gabinetu wpada Ania Szczepanek z teczką)
ANIA SZCZEPANEK
Mam reportaż do cenzury!" Rozumiem, że to wszystko na razie? - upewniła się.
- No cóż... - odrzekła Mrówka. - Masz małą rolę, ale za to WYRAZISTĄ!

No dobra, dopiszę jej coś ;)

niedziela, 19 sierpnia 2007

341. podpadam

W ostatnich dniach podpadłam chyba wszystkim (oprócz Bossa, chociaż możliwe że też, choćby brakiem apoftegmatycznej historyjki zapowiadanej od dawna...)

***
Kalina mówi, że piszę do niej coraz krótsze maile i ostatnie wiadomości ode mnie wyglądają tak:

mail od Mrówki
mail od Mrówk
mail od Mrów
mail od Mró
mail od Mr
mail od M
mail od
mail o
mail
mai
ma
m

***
Białemu podpadłam inaczej:
- Dzisiaj nikt nic nie napisał - zdaję mu relację z postępów w pracy.
- Bo nie znam nawet fabuły do końca! - odezwał się Biały po chwili.
- A myślisz, że ja znam? - obruszyłam się.
- Nie mów, że ciągle improwizujesz? - zirytował się Biały.

Tja... przecież ja scenariuszy nie potrafię wymyślać... lecimy i uzupełniamy całość na bieżąco...

***
Patiinka zobaczyła jedną z piosenek, którą ma się zająć.
I zaproponowała, żeby to może wystawić.
Mam nadzieję, że do realizacji mnie nie zaciągnie...

***
- Bardzo jesteś na mnie zły? - zapytałam nieśmiało Marka Lenca po tym, jak przysłał mi kilka dni wcześniej smsa, że się na mnie obraził i ma mnie w nosie (to znaczy przesłanie było takie, niekoniecznie treść).
- Zły? - odparł Marek. - Dziecko, ja cię już zdążyłem wydziedziczyć!

Tak że podpadam, ale cały czas jakoś na wesoło ;)

340. podwawelska notka 2

Wprawdzie tytuł tej notki miał brzmieć "pokrakowska notka 2", ale "podwawelska" brzmi lepiej, przynajmniej u mnie wywołuje skojarzenia z kiełbasą a nie z pokraką ;)


Jak w Pancernych był kwadrans po nieparzystej, tak ja mam 20 minut po nieparzystej busy z Krakowa. Tylko że a) zmienili im przystanek bez poinformowania pasażerów, b) na autostradzie jest korek, więc mają opóźnienia ogromne, c) na moim dawnym przystanku jest teraz przystanek w przeciwną stronę, a przystanek w stronę Jaworzna jest po drugiej stronie ulicy.

10 minut po planowanym przyjeździe busa dzwonię do Arturka, zastanawiając się, czy kwiknie z radości, kiedy zadam mu pytanie "gdzie, na litość boską, mam teraz przystanek do domu?", żeby się upewnić, że czekam w dobrym miejscu.
Arturek nie odbiera.
Dobra, nie wpadajmy w panikę. To, że mi jeden bus nie przyjechał, jeszcze o niczym nie świadczy.
Dzwonię do Arturka.
Nic.
Dzwonię do Arturka.
Nic.
Dzwonię do Przemka.

Przemek (debiut - notka 257) w ogóle zasługuje na osobną notkę. W ostatniej klasie LO siedzieliśmy razem w ławce, razem przygotowywaliśmy się do matury i codziennie gadaliśmy przez telefon. To Przemek powiedział mi coś, co powtarzam sobie czasami jako motto - najważniejsze jest w życiu, żeby robić to, co się naprawdę lubi. To po tej rozmowie poszłam na polonistykę, nie na AE.
Po LO Przemek wybrał się na studia do Krakowa, zaczął tam pracować, w Jaworznie bywał rzadko i kontakt praktycznie odzyskaliśmy dopiero teraz, przez święcenia Tomka.

Przemek odebrał.
- Pamiętasz, jak powiedziałeś, że kiedy będę w Krakowie i będę mieć wolną chwilę, to mam dać ci znać? - zapytałam bez wstępów.
- Pamiętam - uśmiechnął się Przemek (w końcu powiedział mi to w maju, nie mógł tak szybko zapomnieć ;))
- To mi się wydaje, że mam dwie godziny wolnego do najbliższego autobusu - powiedziałam niepewnie.
- Tylko wiesz co? - usłyszałam Przemka. - Ja właśnie jestem w Katowicach...
Mało się nie przewróciłam ze śmiechu.
- A nie wiesz przypadkiem, gdzie ja teraz mam przystanek do domu? - zapytałam, starając się nie brzmieć zbyt rozpaczliwie.
- A gdzie właściwie jesteś?
- Pod Politechniką - ugryzłam się w język, żeby nie powiedzieć "w Krakowie".
- To tam masz, spokojnie, na pewno przyjedzie.
Przyjechał.
To znaczy 2 godziny później przyjechał, a ja sobie połaziłam jeszcze po Krakowie, dzisiaj mam zakwasy.

piątek, 17 sierpnia 2007

339. pół notki

17.08.07. godz. 15:50 (przepisuję notkę z zeszytu, zapisywałam w autobusie, jak tylko wsiadłam)
Po raz pierwszy znalazłam się w Krakowie zupełnie sama. Dotąd zawsze ktoś mi towarzyszył, albo specjalnie (Arturek na POMach), albo przypadkiem (Robert, który czuł się odpowiedzialny za doprowadzenie mnie na przystanek). Miałam dziś wolne dwie godziny i zamierzałam je wykorzystać na poszukiwania ciekawych i potrzebnych książek. Przemierzyłam wszystkie rynkowe uliczki nie gubiąc się i odnajdując parę nowych szlaków.
I absolutnie cudowny antykwariat.
Weszłam i zadałam antykwariuszowi standardowe pytanie - czy ma tu jakąś półkę z satyrą.
Antykwariusz westchnął, wstał, pokazał mi odpowiednią półkę zapełnioną w jednej piątej i powiedział:
- Obficie reprezentowana to ta satyra nie jest.
- Coś pewnie dla siebie znajdę - pocieszyłam go.

Patrzę i oczom nie wierzę. Tomik Zechentera leży sobie na półce i kosztuje 5 złotych, a Wyka (Życie na niby, Pamiętnik po klęsce) 3 złote. A koło Zechentera leży jeszcze Krukowski i Mała antologia kabaretu, książka nie do dostania w żadnej bibliotece. Za 4,50.
To znaczy już nie leżą. Bo Wykę ukochanego, Zechentera dla praktyki satyrycznej i Krukowskiego dla teorii sobie kupiłam.
I jeszcze Grodzieńską dla przyjemności, za 6 złotych.
Już wiem, gdzie zawsze będę zaglądać.
A pan się zlitował, rzucił okiem na mój wypchany do granic możliwości mały plecaczek i dał mi dużą reklamówkę.
Raj na ziemi ;).

Odwiedziłam PAN.
- Potrzebuję O humorze poważnie Chłopickiego...
- A, to 483? - ucieszyła się pani, najwyraźniej znudzona i spragniona rozrywki.
- Albo 473 - podchwyciłam, bo wiedziałam, że o numerze książki mówi, nie o cenie.
BYŁO!
Gdybym chciała tę książkę sprowadzać przez internet, zapłaciłabym jakieś 12 złotych za przesyłkę i 6 - cenę książki. Dostałam ją za 5 złotych.
- Bramę otwiera się na dwie ręce - pouczyła mnie pani. No dobrze, wrzuciłam Chłopickiego do reklamówki, podeszłam do drzwi i mnie wmurowało.
- JAK na dwie ręce? - wyrwało mi się ze zgrozą.
Pani przyszła i mnie wypuściła. Naprawdę, trzeba zostać uczonym, żeby umieć się stamtąd wydostać... ;)

Spotkań z Balladą już raczej nie będzie. Dobrze, że mam teraz bardzo intensywne satyryczne zajęcie i szkolę się u Egzekutora, podpatrując karkołomne i lingwistyczne rymy, przynajmniej nie mam czasu ani siły, żeby się przejmować.

AAAAA, właśnie!
Pierwszy raz w życiu miałam dzisiaj okazję sprawdzić własną znajomość angielskiego na żywo. Możecie być ze mnie dumni! ;)
- Excuse me - usłyszałam, kiedy lazłam sobie wesolutko przez jedną z zapomnianych i pustych krakowskich uliczek. Odwróciłam się. Azjata.
- Can you photo me? - zapytał.
- Okay - zareagowała odruchowo Mrówka.
- Push here - pokazał Azjata Mrówce odpowiedni przycisk na małym japońskim aparacie.
To sobie pogadałam! 12 lat nauki angielskiego nie poszło na marne. Rozśmieszyło mnie jeszcze przypuszczenie, że ów Azjata mówi po angielsku mniej więcej tak samo jak ja...

W tym miejscu notkę urywam, chociaż to nie koniec opowieści. Ale coś sobie zostawię na jutro ;).

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

337. pytania do Olka

Czasami scena ma kilka point.
Olek usprawiedliwił swoje zachowanie, zaprezentowane w poprzedniej notce.
Padłam po raz drugi.
- Fimbul, jak zauważyłem, opowiedział o naszym spotkaniu - zagadnął Olek. Co mnie bardzo ucieszyło, bo znaczy, że odwiedza mojego bloga przynajmniej czasami. A Olek opowiadał: - [Fimbul] Przyszedł z jakimiś panienkami. Wtedy się nie przywitał, bo wiedział, że mój urok osobisty może zwyciężyć. Przywitał się dopiero jak podszedł do baru z jakimś facetem, spryciarz.

Ze śmiechu Mrówka wpadła pod stołek.

Wytłumaczyłam im obu (najpierw Fimbulowi, Olkowi teraz), że jeśli Olek przez pięć lat studiów (może sześć, doliczając kulturoznawstwo, ale ja go znam przez pięć) chodził w garniturze, a na imprezie w garniturze nie był, to nie ma siły, nie dało się go poznać.

A w ogóle podpadłam Olkowi.
Ostatnio zapytałam, czy ma może jedną książkę, która wydana była w marcu zeszłego roku co prawda, ale może przypadkiem się u Olka gdzieś poniewiera. Olek powiedział, że go przeceniam.
Wczoraj o 23:05 napisałam do niego na gg:
- Olek, ile było realizacji Ożenku w Teatrze Telewizji?
I Olek się zdenerwował.
- Przeginasz ostatnio z tymi pytaniami - odpisał. - Skąd ja mam to wiedzieć? Zaraz zapytam Niny Terentiew.

No a kogo miałam zapytać? To w końcu on kończył kulturoznawstwo, nie ja ;). Ale potem sobie znalazłam sama :D.

niedziela, 12 sierpnia 2007

336. incognito

Fimbul był na imprezie.
Normalna sprawa, on często bywa na imprezach.
Ale z tej przyniósł mi historyjkę na bloga.
- Byłem na imprezie - opowiadał. - I przy barze zobaczyłem Olka. Mówię do niego "Cześć Olek!", a Olek na to: "teraz to spadaj, już trzy razy się z tobą witałem!"