Czasami scena ma kilka point.
Olek usprawiedliwił swoje zachowanie, zaprezentowane w poprzedniej notce.
Padłam po raz drugi.
- Fimbul, jak zauważyłem, opowiedział o naszym spotkaniu - zagadnął Olek. Co mnie bardzo ucieszyło, bo znaczy, że odwiedza mojego bloga przynajmniej czasami. A Olek opowiadał: - [Fimbul] Przyszedł z jakimiś panienkami. Wtedy się nie przywitał, bo wiedział, że mój urok osobisty może zwyciężyć. Przywitał się dopiero jak podszedł do baru z jakimś facetem, spryciarz.
Ze śmiechu Mrówka wpadła pod stołek.
Wytłumaczyłam im obu (najpierw Fimbulowi, Olkowi teraz), że jeśli Olek przez pięć lat studiów (może sześć, doliczając kulturoznawstwo, ale ja go znam przez pięć) chodził w garniturze, a na imprezie w garniturze nie był, to nie ma siły, nie dało się go poznać.
A w ogóle podpadłam Olkowi.
Ostatnio zapytałam, czy ma może jedną książkę, która wydana była w marcu zeszłego roku co prawda, ale może przypadkiem się u Olka gdzieś poniewiera. Olek powiedział, że go przeceniam.
Wczoraj o 23:05 napisałam do niego na gg:
- Olek, ile było realizacji Ożenku w Teatrze Telewizji?
I Olek się zdenerwował.
- Przeginasz ostatnio z tymi pytaniami - odpisał. - Skąd ja mam to wiedzieć? Zaraz zapytam Niny Terentiew.
No a kogo miałam zapytać? To w końcu on kończył kulturoznawstwo, nie ja ;). Ale potem sobie znalazłam sama :D.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz