- Przez twój tomik się nie wysypiam! - robię Salowi wyrzuty. - Zawsze najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy wtedy, kiedy chce mi się spać! Zasypiam i muszę brać ołówek, i po ciemku zapisywać!
(inna sprawa, że nigdy tekstów satyrycznych nie pisałam inaczej)
- Jak pisała Tokarczuk w Prawieku: "nie po to żyjesz, żeby spać" - odpowiedział mi Sal.
Tomik skończony.
Premiera w czwartek.
Jeśli Sal się zgodzi - premiera na blogu w czwartek wieczorem.
wtorek, 27 lutego 2007
niedziela, 25 lutego 2007
197. Wróżby
Po seminarium Mój Bosski Promotor zamykał drzwi do sali.
- Idzie pan dziekan - zauważył. - Dziekana rano zobaczyć: dzień szczęśliwy.
Wpatrujemy się w korytarz. Nadchodzi dziekan (ten, który powiedział Mrówce, że jabłka są zdrowe).
- O, rzeczywiście, idzie dziekan! - ucieszył się Olek. I natychmiast chwycił się za guzik.
Szczęściu trzeba pomagać.
- Idzie pan dziekan - zauważył. - Dziekana rano zobaczyć: dzień szczęśliwy.
Wpatrujemy się w korytarz. Nadchodzi dziekan (ten, który powiedział Mrówce, że jabłka są zdrowe).
- O, rzeczywiście, idzie dziekan! - ucieszył się Olek. I natychmiast chwycił się za guzik.
Szczęściu trzeba pomagać.
sobota, 24 lutego 2007
196. Skutki niedoszłych pojedynków
W czwartek wpadłam do gabinetu Bossa. Po klucz do sali.
Wychodziłam po cichu (żeby nie przeszkadzać) przez sekretariat.
- Mam dla pani tomik, już jest w moim gabinecie. Tylko jeszcze bez dedykacji - usłyszałam nagle od mojego wykładowcy-satyryka (Egzekutora). Oczy wszystkich obecnych w sekretariacie zwróciły się nagle na mnie i zapanowała CISZA.
- To świetnie, kiedy mam się po niego zgłosić? - pytam wesoło. W końcu gabinet jest chyba dwie sale dalej...
- Nie wiem - pada zaskakująca odpowiedź. - Nie mogę przecież pani byle czego wpisać!
No i masz. Zachciało mi się pojedynku, to teraz sobie na tomik poczekam ;). Ja wcale nie jestem taka wymagająca, tylko kto mi po tym uwierzy... ;)
Wychodziłam po cichu (żeby nie przeszkadzać) przez sekretariat.
- Mam dla pani tomik, już jest w moim gabinecie. Tylko jeszcze bez dedykacji - usłyszałam nagle od mojego wykładowcy-satyryka (Egzekutora). Oczy wszystkich obecnych w sekretariacie zwróciły się nagle na mnie i zapanowała CISZA.
- To świetnie, kiedy mam się po niego zgłosić? - pytam wesoło. W końcu gabinet jest chyba dwie sale dalej...
- Nie wiem - pada zaskakująca odpowiedź. - Nie mogę przecież pani byle czego wpisać!
No i masz. Zachciało mi się pojedynku, to teraz sobie na tomik poczekam ;). Ja wcale nie jestem taka wymagająca, tylko kto mi po tym uwierzy... ;)
piątek, 23 lutego 2007
195. W drodze
Człowiek się uczy na własnych błędach. CZŁOWIEK. Nie Mrówka.
Wracałam wczoraj z Katowic bez parasolki. Zmokłam.
Po południu jechałam do BŚ. Oczywiście - znowu nie wzięłam parasolki, bo po co. Zmokłam.
Wpadam jak zmokła mrówka do budynku BŚ.
W drzwiach - dwóch panów ochroniarzy.
- Pani do nas? - pyta się z uśmiechem jeden z nich.
Właściwie to ja tam poszłam na Śląski Wawrzyn, NIE do ochroniarzy. Ale może nikt do nich nie przychodzi i jest im przykro... Wybieram łagodną wersję wydarzeń:
- Tak. Do Benedyktynki - odpowiadam i ociekam wodą. [Benedyktynka to sala, do której miałam trafić-przyp. Mrówka]
- A TRAFI pani? - zagaduje podejrzliwie drugi pan ochroniarz.
Myślę sobie: jeśli przenieśli salę i pytanie jest podchwytliwe, to nie trafię. Jeśli nie przenieśli, to trafię pod warunkiem, że będę mieć szczęście. Do Benedyktynki prowadzi labirynt korytarzy...
- Pójdę po strzałkach - proponuję. - A jak się zgubię, to zacznę głośno wrzeszczeć. I wtedy mnie panowie jakoś odnajdą... mam nadzieję.
- Dobra. To ja panią zaprowadzę - powiedział spragniony rozrywki ochroniarz.
I zaprowadził.
Świat jest zabawny.
A ja chyba przemęczona. Bo jest mi smutno.
Wracałam wczoraj z Katowic bez parasolki. Zmokłam.
Po południu jechałam do BŚ. Oczywiście - znowu nie wzięłam parasolki, bo po co. Zmokłam.
Wpadam jak zmokła mrówka do budynku BŚ.
W drzwiach - dwóch panów ochroniarzy.
- Pani do nas? - pyta się z uśmiechem jeden z nich.
Właściwie to ja tam poszłam na Śląski Wawrzyn, NIE do ochroniarzy. Ale może nikt do nich nie przychodzi i jest im przykro... Wybieram łagodną wersję wydarzeń:
- Tak. Do Benedyktynki - odpowiadam i ociekam wodą. [Benedyktynka to sala, do której miałam trafić-przyp. Mrówka]
- A TRAFI pani? - zagaduje podejrzliwie drugi pan ochroniarz.
Myślę sobie: jeśli przenieśli salę i pytanie jest podchwytliwe, to nie trafię. Jeśli nie przenieśli, to trafię pod warunkiem, że będę mieć szczęście. Do Benedyktynki prowadzi labirynt korytarzy...
- Pójdę po strzałkach - proponuję. - A jak się zgubię, to zacznę głośno wrzeszczeć. I wtedy mnie panowie jakoś odnajdą... mam nadzieję.
- Dobra. To ja panią zaprowadzę - powiedział spragniony rozrywki ochroniarz.
I zaprowadził.
Świat jest zabawny.
A ja chyba przemęczona. Bo jest mi smutno.
wtorek, 20 lutego 2007
192. Stworzyć tomik
Zdałam sobie sprawę z tego, że nie uda mi się nigdy zapełnić swoją - wątpliwej jakości - twórczością choćby tomiku. Nawet się nie staram. Porzućcie wszelką nadzieję...
Ale tomik dla Sala zrobić muszę.
- To niesprawiedliwe, że mam zrobić tomik do końca lutego! - protestuje Mrówka. - Przecież luty ma mniej dni!
- Byś się nie obijała, to tomik by był już dawno - uświadomił mi Sal.
Niby racja...
A potem powiedział:
- A jak zaczniesz sprzedawać na blogu tomik [SalTo - przyp. Mrówka], to będzie większy ruch.
- Faktycznie! - ucieszyła się Mrówka. - Tylko ruch w przeciwną stronę. Wszyscy zaczną uciekać.
Dzisiaj rano wysłałam Salowi smsa:
Przyszło do głowy to mi,
poinformuję też Cię:
Ty śpisz, a ktoś tam tomik
układa w innym mieście.
I za chwilę przyszła pełna oburzenia odpowiedź "już nie śpię!"
Znowu obudziłam? ;)
Ale tomik dla Sala zrobić muszę.
- To niesprawiedliwe, że mam zrobić tomik do końca lutego! - protestuje Mrówka. - Przecież luty ma mniej dni!
- Byś się nie obijała, to tomik by był już dawno - uświadomił mi Sal.
Niby racja...
A potem powiedział:
- A jak zaczniesz sprzedawać na blogu tomik [SalTo - przyp. Mrówka], to będzie większy ruch.
- Faktycznie! - ucieszyła się Mrówka. - Tylko ruch w przeciwną stronę. Wszyscy zaczną uciekać.
Dzisiaj rano wysłałam Salowi smsa:
Przyszło do głowy to mi,
poinformuję też Cię:
Ty śpisz, a ktoś tam tomik
układa w innym mieście.
I za chwilę przyszła pełna oburzenia odpowiedź "już nie śpię!"
Znowu obudziłam? ;)
poniedziałek, 19 lutego 2007
191. Wiek już nie ten
- Mrówko, odezwij się do mnie, proszę, bo potrzebuję rady takiej starej studentki jak ty - apeluje do pokładów mojej dobroci Złośnica.
- Tu Mrówka, tu Mrówka, Ziemia do Złośnicy! - odzywam się z dobrego serca. - To znaczy... mrowisko do Złośnicyy! - poprawiam się.
- Powiedz mi, bo ty już jesteś sędziwa jak najstarsi górale, a wydział znasz jak własny plecak... - zaczyna Złośnica.
- Dawaj dalej, wykorzystam na blogu! - proponuję jej. Przez następne dziesięć minut próbuję przestać kwiczeć i zaczerpnąć powietrza.
Bezskutecznie.
Po rozmowie Złośnica tłumaczy się:
- Zasypałam cię pytaniami, ale wiesz, ci sędziwi są jak wyrocznie.
Zawsze to jakiś atut.
;)
- Tu Mrówka, tu Mrówka, Ziemia do Złośnicy! - odzywam się z dobrego serca. - To znaczy... mrowisko do Złośnicyy! - poprawiam się.
- Powiedz mi, bo ty już jesteś sędziwa jak najstarsi górale, a wydział znasz jak własny plecak... - zaczyna Złośnica.
- Dawaj dalej, wykorzystam na blogu! - proponuję jej. Przez następne dziesięć minut próbuję przestać kwiczeć i zaczerpnąć powietrza.
Bezskutecznie.
Po rozmowie Złośnica tłumaczy się:
- Zasypałam cię pytaniami, ale wiesz, ci sędziwi są jak wyrocznie.
Zawsze to jakiś atut.
;)
niedziela, 18 lutego 2007
190. Bohaterstwo to udręka
Wysłałam ostatnio do Sala smsa:
Kto opiewa Sala postać,
ten powinien Nobla dostać.
Kto w tomiku Sala użył,
ten na NIKE też zasłużył.
Płynie z tego wniosek zatem:
Mrówka świetnym literatem!
Sal oczywiście zakwestionował dwa ostatnie wersy. W dodatku zdenerwował się, bo drugi raz w ciągu ostatnich trzech dni obudziłam go smsem. Więc dzisiaj, żeby się zrehabilitować, napisałam mu:
Skoro, drogi Salu, budzę ciągle tak Cię,
to masz smsa w dobranocki trakcie.
I wysłałam chwilę po dziewiętnastej. Mam nadzieję, że nie spał ;).
Kto opiewa Sala postać,
ten powinien Nobla dostać.
Kto w tomiku Sala użył,
ten na NIKE też zasłużył.
Płynie z tego wniosek zatem:
Mrówka świetnym literatem!
Sal oczywiście zakwestionował dwa ostatnie wersy. W dodatku zdenerwował się, bo drugi raz w ciągu ostatnich trzech dni obudziłam go smsem. Więc dzisiaj, żeby się zrehabilitować, napisałam mu:
Skoro, drogi Salu, budzę ciągle tak Cię,
to masz smsa w dobranocki trakcie.
I wysłałam chwilę po dziewiętnastej. Mam nadzieję, że nie spał ;).
piątek, 16 lutego 2007
189. Aaarturek
"sama do 20 :(" - napisała w info na gg siostra Arturka, Patiinka.
- Czemu sama, biedactwo? - zapytałam natychmiast, bo włączyło mi się współczucie.
- Bo czekam na tą łosiowatość, mojego brata - odpisała mi siostra Arturka...
Taak... Poszłam sobie i od razu zaczął mi się pisać Powrót Arturka:
Pójdźcie, o dziadki, pójdźcie wszystkie razem
za miasto, pod słup, na wzgórek,
idźcie z dziadkami dziatki, tylko gazem,
bo właśnie wraca Arturek.
On nie takie wierszyki z mojej strony wytrzymywał...
- Czemu sama, biedactwo? - zapytałam natychmiast, bo włączyło mi się współczucie.
- Bo czekam na tą łosiowatość, mojego brata - odpisała mi siostra Arturka...
Taak... Poszłam sobie i od razu zaczął mi się pisać Powrót Arturka:
Pójdźcie, o dziadki, pójdźcie wszystkie razem
za miasto, pod słup, na wzgórek,
idźcie z dziadkami dziatki, tylko gazem,
bo właśnie wraca Arturek.
On nie takie wierszyki z mojej strony wytrzymywał...
czwartek, 15 lutego 2007
187. Na sportowo
Siedzi Mrówka przed telewizorem, zerka co jakiś czas na zawody lekkoatletyczne i pisze dla Granic recenzję z Człowieka w jednej rękawiczce Strzeleckiego.
- Zaczyna się poważne skakanie - mówi komentator.
- Tato! Zaczyna się poważne skakanie! - wrzeszczy Mrówka.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta tata.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta Mrówka komentatora. Nie uzyskuje odpowiedzi i wrzeszczy do taty w ciemno - Wzwyż!
W zasięgu kamery (i wzroku Mrówki) pojawia się zawodniczka z tyczką. Mrówka natychmiast weryfikuje wysłaną do taty informację i wrzeszczy:
- Tato! Wzwyż, ale z tyczką!
Dawno temu Olek chciał syntetyzować dzieła literatury (na przykład z Wojny i pokoju i Wspólnego pokoju zrobić Wojnę i Wspólny pokój). Potem marzyło mu się połączenie nagrody literackiej NIKE z firmą produkującą obuwie sportowe (wręczałoby się wtedy nagrodę [Najki]).
To dlaczego nie połączyć różnych konkurencji? Dałoby się na przykład mierzyć zawodnikom czas w sztafecie na 60 metrów w biegu przez płotki, zakończonym skokiem w dal o tyczce...
- Zaczyna się poważne skakanie - mówi komentator.
- Tato! Zaczyna się poważne skakanie! - wrzeszczy Mrówka.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta tata.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta Mrówka komentatora. Nie uzyskuje odpowiedzi i wrzeszczy do taty w ciemno - Wzwyż!
W zasięgu kamery (i wzroku Mrówki) pojawia się zawodniczka z tyczką. Mrówka natychmiast weryfikuje wysłaną do taty informację i wrzeszczy:
- Tato! Wzwyż, ale z tyczką!
Dawno temu Olek chciał syntetyzować dzieła literatury (na przykład z Wojny i pokoju i Wspólnego pokoju zrobić Wojnę i Wspólny pokój). Potem marzyło mu się połączenie nagrody literackiej NIKE z firmą produkującą obuwie sportowe (wręczałoby się wtedy nagrodę [Najki]).
To dlaczego nie połączyć różnych konkurencji? Dałoby się na przykład mierzyć zawodnikom czas w sztafecie na 60 metrów w biegu przez płotki, zakończonym skokiem w dal o tyczce...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


