Przypomniał mi się wczoraj rano kawał o bacy. Jak to wyszedł baca rankiem z chałupy, przeciągnął się i wrzasnał z zachwytem: "jaki piękny dzień!", a echo z przyzwyczajenia odpowiedziało "...mać ...mać ...mać". Dobrze, że mieszkam na bezechowym osiedlu, bo kto wie, kto wie...
Śpię sobie, a właściwie zaczynam się budzić, bo dziesiąta dochodzi, a tu zza okna dochodzi do mnie czyjś pełen radości głos:
- Jaki piękny poraaneek!!!
Tja... ;)
piątek, 10 sierpnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz