piątek, 11 września 2009

809. dwa szczupaki

To normalne, że kiedy milion rzeczy doprowadza człowieka do euforii, to człowiek - czyli w tym wypadku Mrówka - odreagowuje to pod koniec dnia potwornym, niewyobrażalnym zmęczeniem. Bo w końcu ile można trwać w euforii? Wczoraj, po całym dniu fruwania, byłam wieczorem trochę wykończona. Robo się lekko przestraszył.
- Masz może słownik? - zapytałam. - Bo widzisz, jednym ze sposobów wyzwolenia się z takiego stanu jest rzucenie się na scenę. W wyobraźni. I spisanie tego, co tam się dzieje.
- OPASŁY, WĘDZIĆ, KUDŁATY - napisał Robo natychmiast.

No i koło północy powstało.

Rzecz to normalna prawie,
ot, standard jako taki,
że w jednym rybnym stawie
mieszkały dwa szczupaki.

Nic w tym dziwnego, poza tym,
że gdy już gwiazdy pogasły,
to jeden się robił kudłaty,
a drugi za to - opasły.

I wtedy wciąż nieudolnie
pływały, stycznie czy wrześnie:
opasły - trochę wolniej,
kudłaty - tak jak wcześniej.

Nie przypływała ta para
do żadnej stawu krawędzi,
bo ktoś by mógł tam w szuwarach
je złapać i uwędzić.

"Zjeść by nas przecież nikt nie mógł"
"możemy przyjrzeć się brzegom"
- opasły rzekł kudłatemu,
kudłaty do opasłego.

Tak rozmawiały zwierzęta,
pływając przy tataraku.
A puenta? Po co mi puenta
przy tym kudłatym szczupaku?



A dzisiaj był mecz, mecz, mecz :). Jutro, jeśli mi się uda rano wstać, też pojadę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz