- Napisałam gniota - poinformowałam ML (żeby nie było, że skoro nie piszę R3, to nie robię NIC).
- Pokaż - zgodził się łaskawie ML.
Pokazałam.
- Niespecjalnie pognieciony - ocenił ML. - Trzymasz pewien poziom. Ciut powyżej dna.
- To dam cię na bloga - zaproponowałam.
- Wystarczy 1,5 minuty rozmowy i już jestem cytowany - ucieszył się ML.
Tja.
A ja blogowo oznajmiam, że robię sobie urlop.
I w ramach urlopu:
1) będę robić tylko to, na co mam ochotę, bardzo egoistycznie...
2) ... dopóki mi się to nie znudzi,
3) będę wypoczywać
4) i pisać teksty satyryczne, bo przy tym wypoczywam,
5) i wydzierać się przy gitarze aż ochrypnę,
6) i jak mi się znudzi robienie tego, na co mam ochotę, to poczekam, aż mi przejdzie,
7) znudzenie,
8) i będę cały czas bardzo ale to bardzo wesoła,
9) i nikt mnie do niczego nie zmusi,
10) chyba że mi się samej zachce coś zrobić,
11) to wtedy pomyślę.
I w nagrodę kupię sobie Trąbkę dla Gubernatora kabaretu Potem. PRZED momentem, w którym na nagrodę będę zasługiwać.
Może jutro.
Więc jeśli ktoś ma sprawy niezwiązane z rekreacją, to mnie nie będzie do odwołania.
I SAMA zawołam.
czwartek, 25 czerwca 2009
środa, 24 czerwca 2009
771. ironia łopatki
- Muszę na potrzeby pewnego projektu internetowego wymyślić unikalny login - napisał Fimbul. - I nie umiem! Chcę, żeby był raczej polski, bez cyfr.
- Weź sobie "szpadelek" - zaproponowała Mrówka. - To na pewno nie jest zajęte, bo kto by chciał mieć tak idiotyczny nick.
- No właśnie - odpisał Fimbul.
No co, chciałam mu pomóc!
- Weź sobie "szpadelek" - zaproponowała Mrówka. - To na pewno nie jest zajęte, bo kto by chciał mieć tak idiotyczny nick.
- No właśnie - odpisał Fimbul.
No co, chciałam mu pomóc!
poniedziałek, 22 czerwca 2009
770. obrona Fimbula
Fimbul bronił się dzień po Adinie, dlatego prosto od Ani i Mariusza pojechaliśmy w trójkę na uczelnię, żeby go dopingować.
Jako że czas oczekiwania na komisję nieco się przedłużał, Fimbul zaczął opowiadać nam rozmaite historyjki związane z jego pracą, a zahaczające o historię i teorię literatury i odpowiadał na liczne pytania.
Kiedy wreszcie pojawił się Przewodniczący Komisji, komisja tymczasowa w składzie Ania - Mrówka - Mariusz postanowiła pochwalić się osiągnięciami.
- Panie profesorze! - zawołała Mrówka. - My już go przepytaliśmy.
- I co, zdał? - zainteresował się Przewodniczący Komisji.
- Zdał - odparliśmy jednogłośnie.
- Słyszałeś? - zawołał Przewodniczący Komisji do Bossa, który pełnił funkcję Recenzenta. - Oni go już przepytali!
- I co? - zainteresował się Boss. - Zdał?
- Zdał! - wyjaśnił Bossowi Przewodniczący Komisji.
- E, to my się tylko podpiszemy! - oznajmił Boss.
Jako że czas oczekiwania na komisję nieco się przedłużał, Fimbul zaczął opowiadać nam rozmaite historyjki związane z jego pracą, a zahaczające o historię i teorię literatury i odpowiadał na liczne pytania.
Kiedy wreszcie pojawił się Przewodniczący Komisji, komisja tymczasowa w składzie Ania - Mrówka - Mariusz postanowiła pochwalić się osiągnięciami.
- Panie profesorze! - zawołała Mrówka. - My już go przepytaliśmy.
- I co, zdał? - zainteresował się Przewodniczący Komisji.
- Zdał - odparliśmy jednogłośnie.
- Słyszałeś? - zawołał Przewodniczący Komisji do Bossa, który pełnił funkcję Recenzenta. - Oni go już przepytali!
- I co? - zainteresował się Boss. - Zdał?
- Zdał! - wyjaśnił Bossowi Przewodniczący Komisji.
- E, to my się tylko podpiszemy! - oznajmił Boss.
piątek, 19 czerwca 2009
769. Adin
- Idę jutro na Adin! - pochwaliłam się.
- A co to jest? - zapytał Fimbul. Zaczęłam wyjaśniać, kiedy dodał: - Żartowałem. Od pół roku masz link do ich strony w info na naszej-klasie.
No mam.
Adin.
Władysław Sikora
Krzysztof Kiełpiński
Andrzej Piątek
Julia Mikołajczak
Adam Pernal
http://www.kabaretadin.pl/
- Adin miał być w Katowicach - rzuciła we wtorek Ania B. - Nie wiem, czy już był, czy będzie.
Mrówka zakrztusiła się Aniną sałatką, którą pochłaniała po spędzeniu połowy dnia w czytelni (i przed perspektywą podobnej rozrywki na dalszą część doby). Na chwilę zabrakło jej tchu, po czym miotnęła się w stronę telefonu, żeby zaraz, natychmiast, zadzwonić do Jacka i zapytać o plany Kabaretowej Sceny Trójki. Nie wykonała pierwszego zamierzenia, miotnęła się przed salę, w poszukiwaniu plakatu z KST. Z plakatu wynikało, że Adin będzie w środę. Nazajutrz.
Ania i Mariusz w przypływie litości i zrozumienia dla głębokiego szaleństwa, jakie opętało zrównoważoną zazwyczaj Mrówkę, natychmiast zaproponowali jej nocleg.
Kolejnym ważnym krokiem był - mimo wszystko - kontakt z Jackiem. Na zadane smsem pytanie, ile Adina będzie na KST, zaniepokojony nieco Jacek oddzwonił, stwierdzając, że gdyby był złośliwy, to odparłby, że cały Adin. Sto procent.
Pobyt w czytelni był już wypełniony przyjemnym oczekiwaniem.
W środę Mrówka zjawiła się pod budynkiem GCK na czterdzieści minut przed przedstawieniem. Miała rozglądać się za Anią (która też szła na Adin, zarażona entuzjazmem Mrówki), ale w zasadzie nie mogła, bo od razu zauważyła Władka Sikorę.
Jacka pod ręką nie było, Sikor sobie z kimś rozmawiał, ale Mrówka dzielnie podeszła, przeprosiła, że przeszkadza i powiedziała do Sikora, że jest Mrówką. Sikor się ucieszył (a przynajmniej zmienił wyraz twarzy z życzliwie-sympatycznego na radośnie-entuzjastyczny ;), zawołał "O, cześć!". Po czym Mrówka obiecała, że nie będzie przeszkadzać i idzie do Korezu.
I poszła.
Zawracając po Anię ;).
W Korezie Jacek wpuścił Anię i Mrówkę drogą dla tej ostatniej tradycyjną (lubię siedzieć na próbach, tam się zawsze coś zabawnego i niespodziewanego dzieje). Mrówka przeżyła mały szok, przełażąc za kulisami obok Chomika i Andy`ego, ale co tam. Z nimi nie rozmawiała netowo, a wątpliwe jest, czy by sobie ją skojarzyli po jednej piosence. Sikor musiał się więcej namęczyć.
Adin występował na końcu, po Długim i grupie wokalnej Avocado. I zafundował publiczności godzinę śmiechu bez przerwy (jak ktoś chce, to odsyłam do mojej własnej opinii na stronie Władka, o ile nie wykasował: www.sikora.art.pl -> publicystyka -> kabaret Adin -> na dole strony ;). Albo po prostu: http://www.sikora.art.pl/publicystyka_adin.php - szósty komentarz mój, a szesnasty w ogóle). Adin zagrał swój drugi program, "Banzai, czyli jeżeli jesteście głupi, to wam o tym powiemy".
A jak się skończyło...
Szkoda mi było, że nie mam książki Sikora (prawdę Jacek powiedział ze sceny, to dzieło nie do zdobycia i to od dawna ;)), więc i pretekstu, żeby wracać do garderoby. Z zajętym Jackiem pożegnałam się w przelocie, z Sikorem w zasadzie nie miałam szans. Cóż, jeden smuteczek w wieczorze pełnym wrażeń - to się da znieść.
Absurdalna nadzieja na spotkanie tliła się i zgasła. Mrówka przelazła z tłumem obok Smutnego (który rozmawiał z fanami na scenie), wyszła z tłumem z Korezu. Zapłakana ze śmiechu, z obolałymi mięśniami brzucha i twarzy, zgrzana i rozczochrana (jak się człowiek tarza, to tak potem wygląda...) przeszła obok Andy`ego, który w niewiadomym celu łaził po korytarzu (w sumie garderoba Korezu jest na dwie osoby, nie dziwię się). Doszła do schodów w GCK, tracąc w tym momencie ostatnią iskrę naiwnej nadziei.
I wtedy usłyszała:
- E, Mrówa!
Tłum przelewał się za plecami roześmianej Mrówki, gadającej w najlepsze z zadowolonym z siebie (i słusznie ;)) Dalajlamą Kabaretu, Sikorem Pierwszym.
Bo marzenia się spełniają.
Żeby było całkiem sentymentalnie, jeszcze podziękowania:
- Ani i Mariuszowi - dziękuję za nocleg. Bez Was nie mogłabym pojechać na Adin. Ani - dodatkowo za towarzystwo w Korezie, Mariuszowi - że nie pozwolił mi się wycofać na krok przed podjęciem ostatecznej decyzji,
- Jackowi - że bez wahania akceptuje każdy, nawet najbardziej szalony pomysł, jaki mi przychodzi do głowy,
- Sikorowi - za terapeutyczny śmiech i plany na przyszłość ;).
- A co to jest? - zapytał Fimbul. Zaczęłam wyjaśniać, kiedy dodał: - Żartowałem. Od pół roku masz link do ich strony w info na naszej-klasie.
No mam.
Adin.
Władysław Sikora
Krzysztof Kiełpiński
Andrzej Piątek
Julia Mikołajczak
Adam Pernal
http://www.kabaretadin.pl/
- Adin miał być w Katowicach - rzuciła we wtorek Ania B. - Nie wiem, czy już był, czy będzie.
Mrówka zakrztusiła się Aniną sałatką, którą pochłaniała po spędzeniu połowy dnia w czytelni (i przed perspektywą podobnej rozrywki na dalszą część doby). Na chwilę zabrakło jej tchu, po czym miotnęła się w stronę telefonu, żeby zaraz, natychmiast, zadzwonić do Jacka i zapytać o plany Kabaretowej Sceny Trójki. Nie wykonała pierwszego zamierzenia, miotnęła się przed salę, w poszukiwaniu plakatu z KST. Z plakatu wynikało, że Adin będzie w środę. Nazajutrz.
Ania i Mariusz w przypływie litości i zrozumienia dla głębokiego szaleństwa, jakie opętało zrównoważoną zazwyczaj Mrówkę, natychmiast zaproponowali jej nocleg.
Kolejnym ważnym krokiem był - mimo wszystko - kontakt z Jackiem. Na zadane smsem pytanie, ile Adina będzie na KST, zaniepokojony nieco Jacek oddzwonił, stwierdzając, że gdyby był złośliwy, to odparłby, że cały Adin. Sto procent.
Pobyt w czytelni był już wypełniony przyjemnym oczekiwaniem.
W środę Mrówka zjawiła się pod budynkiem GCK na czterdzieści minut przed przedstawieniem. Miała rozglądać się za Anią (która też szła na Adin, zarażona entuzjazmem Mrówki), ale w zasadzie nie mogła, bo od razu zauważyła Władka Sikorę.
Jacka pod ręką nie było, Sikor sobie z kimś rozmawiał, ale Mrówka dzielnie podeszła, przeprosiła, że przeszkadza i powiedziała do Sikora, że jest Mrówką. Sikor się ucieszył (a przynajmniej zmienił wyraz twarzy z życzliwie-sympatycznego na radośnie-entuzjastyczny ;), zawołał "O, cześć!". Po czym Mrówka obiecała, że nie będzie przeszkadzać i idzie do Korezu.
I poszła.
Zawracając po Anię ;).
W Korezie Jacek wpuścił Anię i Mrówkę drogą dla tej ostatniej tradycyjną (lubię siedzieć na próbach, tam się zawsze coś zabawnego i niespodziewanego dzieje). Mrówka przeżyła mały szok, przełażąc za kulisami obok Chomika i Andy`ego, ale co tam. Z nimi nie rozmawiała netowo, a wątpliwe jest, czy by sobie ją skojarzyli po jednej piosence. Sikor musiał się więcej namęczyć.
Adin występował na końcu, po Długim i grupie wokalnej Avocado. I zafundował publiczności godzinę śmiechu bez przerwy (jak ktoś chce, to odsyłam do mojej własnej opinii na stronie Władka, o ile nie wykasował: www.sikora.art.pl -> publicystyka -> kabaret Adin -> na dole strony ;). Albo po prostu: http://www.sikora.art.pl/publicystyka_adin.php - szósty komentarz mój, a szesnasty w ogóle). Adin zagrał swój drugi program, "Banzai, czyli jeżeli jesteście głupi, to wam o tym powiemy".
A jak się skończyło...
Szkoda mi było, że nie mam książki Sikora (prawdę Jacek powiedział ze sceny, to dzieło nie do zdobycia i to od dawna ;)), więc i pretekstu, żeby wracać do garderoby. Z zajętym Jackiem pożegnałam się w przelocie, z Sikorem w zasadzie nie miałam szans. Cóż, jeden smuteczek w wieczorze pełnym wrażeń - to się da znieść.
Absurdalna nadzieja na spotkanie tliła się i zgasła. Mrówka przelazła z tłumem obok Smutnego (który rozmawiał z fanami na scenie), wyszła z tłumem z Korezu. Zapłakana ze śmiechu, z obolałymi mięśniami brzucha i twarzy, zgrzana i rozczochrana (jak się człowiek tarza, to tak potem wygląda...) przeszła obok Andy`ego, który w niewiadomym celu łaził po korytarzu (w sumie garderoba Korezu jest na dwie osoby, nie dziwię się). Doszła do schodów w GCK, tracąc w tym momencie ostatnią iskrę naiwnej nadziei.
I wtedy usłyszała:
- E, Mrówa!
Tłum przelewał się za plecami roześmianej Mrówki, gadającej w najlepsze z zadowolonym z siebie (i słusznie ;)) Dalajlamą Kabaretu, Sikorem Pierwszym.
Bo marzenia się spełniają.
Żeby było całkiem sentymentalnie, jeszcze podziękowania:
- Ani i Mariuszowi - dziękuję za nocleg. Bez Was nie mogłabym pojechać na Adin. Ani - dodatkowo za towarzystwo w Korezie, Mariuszowi - że nie pozwolił mi się wycofać na krok przed podjęciem ostatecznej decyzji,
- Jackowi - że bez wahania akceptuje każdy, nawet najbardziej szalony pomysł, jaki mi przychodzi do głowy,
- Sikorowi - za terapeutyczny śmiech i plany na przyszłość ;).
wtorek, 16 czerwca 2009
768. lans
- Idę zjeść - poinformował mnie Fimbul. - Ale wrócę pewnie, bo jeszcze wcześnie. Czekaj, czekaj... Jak to było? - zastanowił się.
- Jeszcze ranek nie tak blisko? Słowik to a nie skowronek? - zapytałam.
- Czekaj na mnie w cień własny wpatrzona - przypomniał sobie Fimbul. - Przyjdę jutro, choć nie znam godziny.
- Ja nie rzucam cienia! - stwierdziłam, oglądając się ze wszystkich stron.
- Nawet mrówki rzucają cień - zauważył Fimbul. - Chyba że to wampirze mrówki, to wtedy może nie.
- Mogę na bloga? - upewniłam się.
- Tak, ale zacznij od tego fragmentu z Leśmiana, żebyśmy wyszli na erudytów - powiedział Fimbul.
A jutro Adin w Katowicach.
- Jeszcze ranek nie tak blisko? Słowik to a nie skowronek? - zapytałam.
- Czekaj na mnie w cień własny wpatrzona - przypomniał sobie Fimbul. - Przyjdę jutro, choć nie znam godziny.
- Ja nie rzucam cienia! - stwierdziłam, oglądając się ze wszystkich stron.
- Nawet mrówki rzucają cień - zauważył Fimbul. - Chyba że to wampirze mrówki, to wtedy może nie.
- Mogę na bloga? - upewniłam się.
- Tak, ale zacznij od tego fragmentu z Leśmiana, żebyśmy wyszli na erudytów - powiedział Fimbul.
A jutro Adin w Katowicach.
piątek, 12 czerwca 2009
767. twórczość improwizowana
W związku z awarią systemu bibliotek wydziałowych przypuszczamy z Fimbulem, że oblężenie przeżywa biblioteka regionalna. Zastanawialiśmy się też nad zachowaniem dyrektora tejże instytucji. Zaimprowizowałam szybko rys wierszyka:
Mrowka (10-06-2009 13:31)
schodzi na dół i się dziwi czemu...
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i staje przed lustrem co rano
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i głaszcze się lekko po brodzie
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i minę ma trochę zaspaną
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i myśli, że dzień to jak co dzień
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i schodzi do kataloga
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i patrzy na dzikie hordy
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i krzyczy: o mamo! na boga
Mrowka (10-06-2009 13:32)
cholera, rymu mi brakło :(
Mrowka (10-06-2009 13:32)
a tak się ładnie zapowiadało :(
Mrowka (10-06-2009 13:32)
cofam:
i patrzy na ludzkie plemię
i patrzy na dzikie tłumy
i rzuca się zaraz na ziemię
i tarza (choć przedtem się umył)
A potem mi się odechciało.
Z informacji typu jupi: po mailu od Bossa nadgryzłam przedostatni szkic. Do poniedziałku powinnam go skończyć.
Mrowka (10-06-2009 13:31)
schodzi na dół i się dziwi czemu...
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i staje przed lustrem co rano
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i głaszcze się lekko po brodzie
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i minę ma trochę zaspaną
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i myśli, że dzień to jak co dzień
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i schodzi do kataloga
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i patrzy na dzikie hordy
Mrowka (10-06-2009 13:31)
i krzyczy: o mamo! na boga
Mrowka (10-06-2009 13:32)
cholera, rymu mi brakło :(
Mrowka (10-06-2009 13:32)
a tak się ładnie zapowiadało :(
Mrowka (10-06-2009 13:32)
cofam:
i patrzy na ludzkie plemię
i patrzy na dzikie tłumy
i rzuca się zaraz na ziemię
i tarza (choć przedtem się umył)
A potem mi się odechciało.
Z informacji typu jupi: po mailu od Bossa nadgryzłam przedostatni szkic. Do poniedziałku powinnam go skończyć.
środa, 10 czerwca 2009
766. słowa, słowa, słowa
Piotrek, z narażeniem życia i zdrowia (wcale nie, ale co mi szkodzi ubarwić, od razu inaczej się czyta) zdobył dla Mrówki wywiad od Egzekutora. Pod ostrzałem, osłaniając wywiad własnym plecakiem, przedarł się do swojego miasta, sforsował barykady drzwi, zasłonił okna czarnym papierem i zeskanował ów wywiad, rozglądając się przy tym na boki i uważnie nasłuchując, czy aby w pobliżu wróg nie czuwa. Mrówka, w dowód wdzięczności, postanowiła przypomnieć Piotrkowi o słowniku, który ma dla niego od pół roku, ale zapomina przywieźć.
- Mam dla ciebie słownik - wystukała na klawiaturze, ocierając łzy wzruszenia (żeby nie zrobiły zwarcia).
- Jaki? - zainteresował się Piotrek.
- Zielony - sprecyzowała Mrówka.
- A coś jeszcze o nim? - nie poddał się Piotrek, gdyż, jak wynika z pierwszych zdań notki, dzielny był. Mrówka zdecydowała się obejrzeć przedmiot rozmowy. Po dokonaniu oględzin przywędrowała nad klawiaturę.
- Jak przyłożysz do niego kciuk, to od opuszka do pierwszego zgięcia na grubość.
- Super - ucieszył się Piotrek, bo co mu innego pozostało. - A co w nim jest? - zapytał, trochę rozpaczliwie.
- Wyrazy. I artykuły hasłowe - poinformowała go Mrówka.
Co on się tak dopytuje, słownika nie widział?... ;)
- Mam dla ciebie słownik - wystukała na klawiaturze, ocierając łzy wzruszenia (żeby nie zrobiły zwarcia).
- Jaki? - zainteresował się Piotrek.
- Zielony - sprecyzowała Mrówka.
- A coś jeszcze o nim? - nie poddał się Piotrek, gdyż, jak wynika z pierwszych zdań notki, dzielny był. Mrówka zdecydowała się obejrzeć przedmiot rozmowy. Po dokonaniu oględzin przywędrowała nad klawiaturę.
- Jak przyłożysz do niego kciuk, to od opuszka do pierwszego zgięcia na grubość.
- Super - ucieszył się Piotrek, bo co mu innego pozostało. - A co w nim jest? - zapytał, trochę rozpaczliwie.
- Wyrazy. I artykuły hasłowe - poinformowała go Mrówka.
Co on się tak dopytuje, słownika nie widział?... ;)
poniedziałek, 8 czerwca 2009
765. wyszło z worka
Miejsce akcji: osiedle Mrówki.
Czas akcji: samo południe.
Akcja: Kioskarz (ten od szpaka Kajtka) zachwala przed mamą pismo o robótkach ręcznych:
KIOSKARZ: Fajne to! Nie mam sprzętu, bo sam bym dziergał.
Koniec akcji
Szydełkowana kurtyna opada z łopotem.
Czas akcji: samo południe.
Akcja: Kioskarz (ten od szpaka Kajtka) zachwala przed mamą pismo o robótkach ręcznych:
KIOSKARZ: Fajne to! Nie mam sprzętu, bo sam bym dziergał.
Koniec akcji
Szydełkowana kurtyna opada z łopotem.
środa, 3 czerwca 2009
763.
Jestem. Piszę. Bez przerwy.
Dzisiaj wystawa rysunków ML, w Gdańsku. Nie byłam (może ML się potem podzieli wrażeniami), więc napisałam mu wierszyk, jak ktoś chce, to przytaczam:
O, Marku, toż to radość czysta,
wiedzieć, że ktoś Ci jedną z wystaw
urządził tak po wielkopańsku.
Choć szkoda trochę mi - że w Gdańsku.
Na widok witryn i galerii
mogłabym dostać tam histerii
(aż łezka drży mi pod powieką).
Szkoda, że Gdańsk jest tak daleko.
I bym patrzyła z uwielbieniem
na Twych rysunków zatrzęsienie,
że wnet by mnie wyprosił kustosz.
Lecz w Gdańsku Ty, a u mnie - pusto-ż.
W Jaworznie byś nie wypadł gorzej.
Co ten Gdańsk w sobie ma? Że morze?
Jak ta wystawa byłaby tu
też miałbyś morze, lecz zachwytów.
A może przykład Ty weź z cyrków?
Weź duży namiot, nasyp żwirku
(fachowo zwie się to: arena).
Rysunki - i, kto wejdzie, denat.
Stwierdzam to wcale nieprzesadnie,
kto Twe rysunki ujrzy, padnie.
I trochę się nam zmniejszy nacja
(prócz tych, co siedzą na wakacjach).
Nim w satyryczne staniesz szranki
zadbaj o fanów swych (i fanki)
Przyślij mi prace swe (choć ksero!),
to będę mieć tu cyrk dopiero.
Jutro Boss w GTL.
Dzisiaj wystawa rysunków ML, w Gdańsku. Nie byłam (może ML się potem podzieli wrażeniami), więc napisałam mu wierszyk, jak ktoś chce, to przytaczam:
O, Marku, toż to radość czysta,
wiedzieć, że ktoś Ci jedną z wystaw
urządził tak po wielkopańsku.
Choć szkoda trochę mi - że w Gdańsku.
Na widok witryn i galerii
mogłabym dostać tam histerii
(aż łezka drży mi pod powieką).
Szkoda, że Gdańsk jest tak daleko.
I bym patrzyła z uwielbieniem
na Twych rysunków zatrzęsienie,
że wnet by mnie wyprosił kustosz.
Lecz w Gdańsku Ty, a u mnie - pusto-ż.
W Jaworznie byś nie wypadł gorzej.
Co ten Gdańsk w sobie ma? Że morze?
Jak ta wystawa byłaby tu
też miałbyś morze, lecz zachwytów.
A może przykład Ty weź z cyrków?
Weź duży namiot, nasyp żwirku
(fachowo zwie się to: arena).
Rysunki - i, kto wejdzie, denat.
Stwierdzam to wcale nieprzesadnie,
kto Twe rysunki ujrzy, padnie.
I trochę się nam zmniejszy nacja
(prócz tych, co siedzą na wakacjach).
Nim w satyryczne staniesz szranki
zadbaj o fanów swych (i fanki)
Przyślij mi prace swe (choć ksero!),
to będę mieć tu cyrk dopiero.
Jutro Boss w GTL.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


