Serwis informacyjny.
Już nie mówię o tym, że pan prezes PZPS (takie PZPN, tylko siatkówkowe) z dnia na dzień blednie z niewiadomych przyczyn, na dekoracji w Turcji pojawił się w kolorze brunatnym (na twarzy miał ten kolor), a dziś od rana widzę go w różnych wiadomościach i coraz jaśniejszy się robi, może to emocje zadziałały na niego w niedzielę jak łupinki cebuli na jajka przed Wielkanocą. A może go inaczej oświetlają.
Ale dziś rano złoci siatkarze pojawili się na śniadaniu u premiera. Jak podały agencje informacyjne - "były bułki i tiramisu".
Nie ma to jak dobry montaż newsa, natychmiast na ekranie pojawił się MVP turnieju, Piotr Gruszka i powiedział "wszystko bardzo mi smakowało, dobrze, bo byłem już bardzo głodny".
Strach coś wygrać...
wtorek, 15 września 2009
piątek, 11 września 2009
809. dwa szczupaki
To normalne, że kiedy milion rzeczy doprowadza człowieka do euforii, to człowiek - czyli w tym wypadku Mrówka - odreagowuje to pod koniec dnia potwornym, niewyobrażalnym zmęczeniem. Bo w końcu ile można trwać w euforii? Wczoraj, po całym dniu fruwania, byłam wieczorem trochę wykończona. Robo się lekko przestraszył.
- Masz może słownik? - zapytałam. - Bo widzisz, jednym ze sposobów wyzwolenia się z takiego stanu jest rzucenie się na scenę. W wyobraźni. I spisanie tego, co tam się dzieje.
- OPASŁY, WĘDZIĆ, KUDŁATY - napisał Robo natychmiast.
No i koło północy powstało.
Rzecz to normalna prawie,
ot, standard jako taki,
że w jednym rybnym stawie
mieszkały dwa szczupaki.
Nic w tym dziwnego, poza tym,
że gdy już gwiazdy pogasły,
to jeden się robił kudłaty,
a drugi za to - opasły.
I wtedy wciąż nieudolnie
pływały, stycznie czy wrześnie:
opasły - trochę wolniej,
kudłaty - tak jak wcześniej.
Nie przypływała ta para
do żadnej stawu krawędzi,
bo ktoś by mógł tam w szuwarach
je złapać i uwędzić.
"Zjeść by nas przecież nikt nie mógł"
"możemy przyjrzeć się brzegom"
- opasły rzekł kudłatemu,
kudłaty do opasłego.
Tak rozmawiały zwierzęta,
pływając przy tataraku.
A puenta? Po co mi puenta
przy tym kudłatym szczupaku?
A dzisiaj był mecz, mecz, mecz :). Jutro, jeśli mi się uda rano wstać, też pojadę.
- Masz może słownik? - zapytałam. - Bo widzisz, jednym ze sposobów wyzwolenia się z takiego stanu jest rzucenie się na scenę. W wyobraźni. I spisanie tego, co tam się dzieje.
- OPASŁY, WĘDZIĆ, KUDŁATY - napisał Robo natychmiast.
No i koło północy powstało.
Rzecz to normalna prawie,
ot, standard jako taki,
że w jednym rybnym stawie
mieszkały dwa szczupaki.
Nic w tym dziwnego, poza tym,
że gdy już gwiazdy pogasły,
to jeden się robił kudłaty,
a drugi za to - opasły.
I wtedy wciąż nieudolnie
pływały, stycznie czy wrześnie:
opasły - trochę wolniej,
kudłaty - tak jak wcześniej.
Nie przypływała ta para
do żadnej stawu krawędzi,
bo ktoś by mógł tam w szuwarach
je złapać i uwędzić.
"Zjeść by nas przecież nikt nie mógł"
"możemy przyjrzeć się brzegom"
- opasły rzekł kudłatemu,
kudłaty do opasłego.
Tak rozmawiały zwierzęta,
pływając przy tataraku.
A puenta? Po co mi puenta
przy tym kudłatym szczupaku?
A dzisiaj był mecz, mecz, mecz :). Jutro, jeśli mi się uda rano wstać, też pojadę.
czwartek, 10 września 2009
808. względność czasu
Najpierw się pochwalę, bo co mi szkodzi. Tym razem debiutem na portalu siatkarskim: na www.siatkowka.net pojawił się mój pierwszy artykuł (relacja) z meczu Polska-Grecja w ME. Pisany błyskawicznie chwilę po meczu, nawet go nie zdążyłam przeczytać. Serdeczne dzięki dla redakcji za wrzucenie tekstu i opracowanie go. Miło znowu być debiutantką, chociaż czasem mam wrażenie, że całe życie nią jestem.
Próbuję opisać Ani Sz., co działo się tutaj, kiedy ona jeździła po świecie.
- Od tego nie mogę zacząć, czekaj... Aha, tego też nie wiesz. Tego też ci nie mówiłam... tu cię nie było... Muszę się jeszcze bardziej cofnąć w czasie. Bo dawno temu, w wakacje...
- Mrówka, to było brutalne - napisała Ania Sz.
- Co? - zdziwiłam się.
- DAWNO TEMU, w wakacje.
Tja.
Zwłaszcza teraz.
Chyba zaryzykuję i pójdę jutro pod wieczór na mecz. Może jeszcze w sobotę rano pójdę na kolejny. W sobotę popołudniu obejrzę sobie półfinały. W niedzielę finały. Ale potem już zabieram się do roboty ;).
Próbuję opisać Ani Sz., co działo się tutaj, kiedy ona jeździła po świecie.
- Od tego nie mogę zacząć, czekaj... Aha, tego też nie wiesz. Tego też ci nie mówiłam... tu cię nie było... Muszę się jeszcze bardziej cofnąć w czasie. Bo dawno temu, w wakacje...
- Mrówka, to było brutalne - napisała Ania Sz.
- Co? - zdziwiłam się.
- DAWNO TEMU, w wakacje.
Tja.
Zwłaszcza teraz.
Chyba zaryzykuję i pójdę jutro pod wieczór na mecz. Może jeszcze w sobotę rano pójdę na kolejny. W sobotę popołudniu obejrzę sobie półfinały. W niedzielę finały. Ale potem już zabieram się do roboty ;).
środa, 9 września 2009
807. męka skrępowanego okresu
Notatkę dodano:2009-09-09 21:21:50
- Idę spać już chyba, bo komary wyssały ze mnie moc witalną - napisałam wieczorem na gg.
- Moment, słownik - przypomniał Robo.
- No wiem, na to czekam...
- Nie no... - jęknął nagle Robo i zamilkł.
- Ej, nie czytaj tego słownika teraz! - zirytowałam się. - Co wyszło?
- Znalazło mi: MĘKA, OKRES i SKRĘPOWANIE - napisał Robo z niesmakiem. - Rany boskie, podejrzewam, że będę tego żałował, ale proszę bardzo.
Była godzina 23:48. Wyłączyłam komputer i zaczęłam szykować się do snu.
O północy wystukałam w telefonie "okres, skrepowanie i co to trzeciego bylo? Bo mam skleroze". Robo uprzejmie odpisał i dzięki temu przed dziesiątą rano dzisiaj dostał piosenkę.
Wkleiłabym ją tu, ale może jednak upchnie się ją w innym miejscu... w każdym razie nie dotyczy tego, co się kojarzy od razu ;). Jakby ktoś chciał, to wystarczy info ;).
Lubię te jego inspiracje.
- Idę spać już chyba, bo komary wyssały ze mnie moc witalną - napisałam wieczorem na gg.
- Moment, słownik - przypomniał Robo.
- No wiem, na to czekam...
- Nie no... - jęknął nagle Robo i zamilkł.
- Ej, nie czytaj tego słownika teraz! - zirytowałam się. - Co wyszło?
- Znalazło mi: MĘKA, OKRES i SKRĘPOWANIE - napisał Robo z niesmakiem. - Rany boskie, podejrzewam, że będę tego żałował, ale proszę bardzo.
Była godzina 23:48. Wyłączyłam komputer i zaczęłam szykować się do snu.
O północy wystukałam w telefonie "okres, skrepowanie i co to trzeciego bylo? Bo mam skleroze". Robo uprzejmie odpisał i dzięki temu przed dziesiątą rano dzisiaj dostał piosenkę.
Wkleiłabym ją tu, ale może jednak upchnie się ją w innym miejscu... w każdym razie nie dotyczy tego, co się kojarzy od razu ;). Jakby ktoś chciał, to wystarczy info ;).
Lubię te jego inspiracje.
wtorek, 8 września 2009
806. Żulietta
tytuł notki pochodzi od imienia postaci z Baśni o ludziach stąd Sikora.
Wróciliście z wakacji i od razu materiał na codzienne notki się pojawia.
Na nk Ania Sz. dodała zdjęcie, na którym stoi i patrzy przez lornetkę do góry. Wpisałam jej w komentarzu, że mogła zrobić drugie takie samo, tylko że z butelką.
- Wiesz - powiedziała Ania Sz. - zawsze mogę dodać zdjęcie, które będzie potwierdzało mój wizerunek, który ty mi stworzyłaś. Żula. Jak śpię na ławce...
- Ej, ja nie mówiłam, że z butelką wódki! - sprostowałam natychmiast. - Miałam na myśli takie coś, co się pije po ciężkim dniu, jak w gardle zaschnie.
- Masz rację - odparła Ania. - Było tak gorąco, że przestałam wierzyć, że powietrze istnieje.
- No widzisz - uspokoiłam się. - A ty od razu o żulu...
- Bo ty mój żulowski wizerunek kreujesz od dawna - stwierdziła Ania.
Tjaaa...
Wróciliście z wakacji i od razu materiał na codzienne notki się pojawia.
Na nk Ania Sz. dodała zdjęcie, na którym stoi i patrzy przez lornetkę do góry. Wpisałam jej w komentarzu, że mogła zrobić drugie takie samo, tylko że z butelką.
- Wiesz - powiedziała Ania Sz. - zawsze mogę dodać zdjęcie, które będzie potwierdzało mój wizerunek, który ty mi stworzyłaś. Żula. Jak śpię na ławce...
- Ej, ja nie mówiłam, że z butelką wódki! - sprostowałam natychmiast. - Miałam na myśli takie coś, co się pije po ciężkim dniu, jak w gardle zaschnie.
- Masz rację - odparła Ania. - Było tak gorąco, że przestałam wierzyć, że powietrze istnieje.
- No widzisz - uspokoiłam się. - A ty od razu o żulu...
- Bo ty mój żulowski wizerunek kreujesz od dawna - stwierdziła Ania.
Tjaaa...
poniedziałek, 7 września 2009
805. Robo
Robo jest kabareciarzem. Spotkaliśmy się w przestrzeni internetowej, na stronie Władka Sikory toczyliśmy bez przerwy spory o uniwersalia, aż w końcu przeszliśmy do dyskusji na privie.
Robo jest też autorem jednej z dziwniejszych inspiracji - kiedy miał dość mojego marudzenia o temat na piosenkę kabaretową, otworzył po prostu słownik, wybrał z niego trzy hasła i podrzucił mi mailem (jak ktoś chce zobaczyć, to też prywatnie, bo na razie nie mamy sprecyzowanych planów co do niego, więc nie ogłaszam).
I właśnie Robo przysłał mi kilka dni temu maila:
****
Nie chcę Cię Mrówa straszyć ale czytam sobie Twojego bloga.
Od początku.
Wszystkie notki.
Po kolei.
Jedną po drugiej.
Powiadom moją rodzinę...
****
Zapytałam, czy mogę wykorzystać na blogu ("tak na baaaardzo szybko: mogę tego maila wrzucić na bloga?"). Odpowiedź:
"Tak na bardzo szybko odpowiem pytaniem:
Jak myslisz, co intuicyjnie przeczuwałem wysyłając Ci go? :>>>
Wnioski zapewne wysnujesz prawidłowe :D"
Wysnułam.
Robo jest też autorem jednej z dziwniejszych inspiracji - kiedy miał dość mojego marudzenia o temat na piosenkę kabaretową, otworzył po prostu słownik, wybrał z niego trzy hasła i podrzucił mi mailem (jak ktoś chce zobaczyć, to też prywatnie, bo na razie nie mamy sprecyzowanych planów co do niego, więc nie ogłaszam).
I właśnie Robo przysłał mi kilka dni temu maila:
****
Nie chcę Cię Mrówa straszyć ale czytam sobie Twojego bloga.
Od początku.
Wszystkie notki.
Po kolei.
Jedną po drugiej.
Powiadom moją rodzinę...
****
Zapytałam, czy mogę wykorzystać na blogu ("tak na baaaardzo szybko: mogę tego maila wrzucić na bloga?"). Odpowiedź:
"Tak na bardzo szybko odpowiem pytaniem:
Jak myslisz, co intuicyjnie przeczuwałem wysyłając Ci go? :>>>
Wnioski zapewne wysnujesz prawidłowe :D"
Wysnułam.
niedziela, 6 września 2009
804. paralaksa
czyli porarelaksa.
Dzisiejszy dzień Mrówka spędziła na boiskach. Obejrzała w sumie 7 meczy (z czego 6 z dyscypliny, którą kocha, a 1 z dyscypliny, którą lubi na żywo). 6 - to oczywiście siatkówka.
A na meczach piłki nożnej czasami dużo ciekawsze niż sama gra są okrzyki motywujące z trybun.
Piłkarz z przeciwnej drużyny pozorował faul. Położył się na murawie i leżał. Sędzia nie reagował, więc piłkarz w końcu podniósł się i zrobił kilka kroków.
- Poleż se jeszcze! - rozdarł się jeden kibic, siedzący przy nas.
W drugiej połowie meczu zawodnik naszej drużyny podszedł do trenera, chwycił butelkę wody i zaczął pić.
- Nie dawaj mu wody, bo się zasapie! - zawołał ten sam kibic. Śmiałam się z tego przez pół dnia.
Inne okrzyki nie nadawały się przeważnie do powtarzania publicznie, ale i tak było zabawnie.
Dzisiejszy dzień Mrówka spędziła na boiskach. Obejrzała w sumie 7 meczy (z czego 6 z dyscypliny, którą kocha, a 1 z dyscypliny, którą lubi na żywo). 6 - to oczywiście siatkówka.
A na meczach piłki nożnej czasami dużo ciekawsze niż sama gra są okrzyki motywujące z trybun.
Piłkarz z przeciwnej drużyny pozorował faul. Położył się na murawie i leżał. Sędzia nie reagował, więc piłkarz w końcu podniósł się i zrobił kilka kroków.
- Poleż se jeszcze! - rozdarł się jeden kibic, siedzący przy nas.
W drugiej połowie meczu zawodnik naszej drużyny podszedł do trenera, chwycił butelkę wody i zaczął pić.
- Nie dawaj mu wody, bo się zasapie! - zawołał ten sam kibic. Śmiałam się z tego przez pół dnia.
Inne okrzyki nie nadawały się przeważnie do powtarzania publicznie, ale i tak było zabawnie.
niedziela, 30 sierpnia 2009
803. sprzątanie świata
Notatkę dodano:2009-08-30 21:37:26
- Chyba sobie założę osobny folder na twoje teksty - napisał dawno temu Sikor do Mrówki. Mrówka natychmiast uniosła się na 3 metry i 20 centymetrów nad podłogę i pofrunęła do brata.
- Sikor powiedział, że chyba sobie założy osobny folder na moje teksty! - zawołała.
- Tak. I nazwie go: kosz - odparł brat Mrówki.
- Chyba sobie założę osobny folder na twoje teksty - napisał dawno temu Sikor do Mrówki. Mrówka natychmiast uniosła się na 3 metry i 20 centymetrów nad podłogę i pofrunęła do brata.
- Sikor powiedział, że chyba sobie założy osobny folder na moje teksty! - zawołała.
- Tak. I nazwie go: kosz - odparł brat Mrówki.
sobota, 29 sierpnia 2009
802. cuda i dziwy
Komary nie dawały mi spać do drugiej w nocy. Fimbul przesłał mi notkę o nich, żebym zapoznała się ze zwyczajami i wiedziała, czego się spodziewać do zimy:
http://www.wroclaw.pl/m3508/p67024.aspx
Najpierw ucieszyło mnie sformułowanie "komary kłujące", chociaż te moje przede wszystkim złośliwie bzyczą. Potem zadziwił fragment: "odrętwiałe osobniki funkcjonują dzięki powolnej przemianie zapasów pokarmowych, zgromadzonych w postaci ciała tłuszczowego".
Różne rzeczy jestem sobie w stanie wyobrazić, ale ciała tłuszczowego komara to jakoś nie.
http://www.wroclaw.pl/m3508/p67024.aspx
Najpierw ucieszyło mnie sformułowanie "komary kłujące", chociaż te moje przede wszystkim złośliwie bzyczą. Potem zadziwił fragment: "odrętwiałe osobniki funkcjonują dzięki powolnej przemianie zapasów pokarmowych, zgromadzonych w postaci ciała tłuszczowego".
Różne rzeczy jestem sobie w stanie wyobrazić, ale ciała tłuszczowego komara to jakoś nie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


