wtorek, 30 stycznia 2007

172. Samiec

Olek oddaje A39 książkę. W której jest mowa - że się posłużę słowami Promotora - "o świństwach".
Oburzony Olek oddaje książkę i mówi:
- Naczytacie się tego, a potem rób tu za samca! Człowiek chciałby czasami kulturalnie, telewizję pooglądać, o literaturze pogadać, muzyki posłuchać, a tu nie! Trzeba brutala udawać! Wszystko przez takie książki!

Biedny...

piątek, 26 stycznia 2007

168. Grawitacja

Coś z tym przyciąganiem ziemskim nie tak...

Obserwacja pierwsza: dlaczego, kiedy Mrówka idzie ulicą, pęka pod nią lód? (albo przynajmniej trzeszczy?) A pod innymi nie pęka (i nie trzeszczy)?

Obserwacja druga: półka położona na czterech grubych metalowych hakach (bo nie wiem, jak to inaczej nazwać) nie wytrzyma ciężaru Mrówki. Dokładniej: nie wytrzymał jeden hak. Zapomniałam, że w tym miejscu, na które wlazłam, nie ma biurka, które mnie udźwignie, a jest tylko półka. W związku z czym spadłam z półki, wygięłam hak i musiałam pożyczyć od taty kombinerki, żeby przeprowadzić mały remont.

Obserwacja trzecia: nie da się podnieść półki pełnej książek.

Obserwacja czwarta: książki wyjęte z półek zajmują wiele więcej miejsca, niż upchane na półkach.

Obserwacja piąta: 160 książek z 2 półek zajmuje pół pokoju.

Obserwacja szósta: jeśli na stosik złożony z dziewięciu książek położy się kombinerki, stosik przewraca się bez uprzedzenia.

Obserwacja siódma: przewracający się stosik książek może (ale nie musi) przewrócić inne stosiki, znajdujące się w pobliżu.

Nic sobie nie zrobiłam (spadając).
Naprawiłam półkę.
Mam na razie stałą wagę. Widocznie zwiększyła mi się grawitacja.

Po pół roku przypomniał sobie o mnie Masztalski (http://katowice.naszemiasto.pl/masztalski/specjalna/2616.html):
"Limeryki Mrówki Kosmatej
Oddaję dziś szacunek Mrówce Kosmatej, czyli Izie Mikrut. Pochyliłem się nad Twoimi limerykami, Droga Studentko, i muszę Ci powiedzieć, że w dziedzinie poetyki gatunku osiągnęłaś budzące szacunek mistrzostwo... Mrówka przesłała do Akademii – cytuję – „jeden limeryk plugawy i pięć interwencyjnych oraz kilka najkrótszych na świecie”. Uczcie się, Szanowni Studenci! (...) Gratuluję Ci, Mrówko: logiki w budowaniu nonsensownej opowieści, świetnych łamanych rymów, a w sumie dobrych efektów zabawy słowami. Gdyby jeszcze Twoje limeryki posiadały większy ładunek komiczny, byłoby znakomicie. "

taaak...

czwartek, 25 stycznia 2007

167. Teksty Dwa

(nie mylić z "Tekstami Drugimi")

TEKST PIERWSZY. Autor: Mrówka.

Mrównau

na południu wiał wiatr,
z nieba księżyc by spadł,
lecz go chmury trzymają, tymczasem
człowiek ma tego dość,
marzną wszyscy na kość,
kiedy widzą ten śnieg - białą masę...

wiatr przenika na wskroś,
na północy gdzieś łoś
przymarzł i się nieszybko oderwie,
jak tu zimno, o rany,
zachwycone bałwany,
no a Mrówka wolałaby czerwiec...

a w Jaworznie, u Mrówki pada śnieg
według wszelkich obliczeń to dlatego, że styczeń,
znaczy bielą puchową jasny ścieg.
po co śnieg ten przywlekło? ja wolałabym ciepło!
po co na ulicach miasta legł?

To nie koniec dzisiejszej notki, prosimy nie regulować odbiorników.
Jeden z uczestników poseminarium (PO, nie PRO i nie semi) stwierdził, że gdyby ktoś nas nagrywał, miałabym materiały na dwa miesiące prowadzenia bloga. Racja. Szkoda, że nie nagrywaliśmy.

W trakcie dyskusji z Olkiem z tematu Reduty '57 zeszliśmy na poetykę socrealizmu Nagle Olek powiedział, że mógłby napisać na przykład "sonet o przemianach własnościowych w ustawie o spółdzielni mieszkaniowej". Zapisałam to. A Olek zaczął mi dyktować sonet... Wyszło tak:

TEKST DRUGI

SONET O PRZEMIANACH WŁASNOŚCIOWYCH W USTAWIE O SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ

Autor: Olek
Kronikarz: Mrówka

Paragraf osiem ustęp dwa
raźno się pisze ustawa.
Znijdzie ci z pleców naczelnika bat
i bruzda czerwono-krwawa.

Twoje będzie m3, m2,
m1, m0, start...

Już koniec demiurgów z siedzib spółdzielni -
jak Feniks powstanie* z lokatą!
Słońce się jarzy, ogień czerwieni
jak Manhattan będzie, nie Ułan-Bator.

Koniec centrali!
Koniec dozorcy!
a nowym bogiem - domofon!

Nie będzie śmie(r)ci**
nie będzie żali
żeglarzu, powiedz to fokom.

*Mrówka myślała, że chodzi o powstanie warszawskie. 1944. Olek uważa, że to 1981.

** kłóciliśmy się, czy lepiej brzmi "śmieci" czy "śmierci" i wypracowaliśmy kompromis

Po podyktowaniu całego wiersza Mrówka zauważyła nieśmiało, że jak na sonet, to mamy czegoś za dużo, ale za to niezłe.
Olek: To wyrzuć! Albo nie! Nie wyrzucaj! To wiersz postmodernistyczny, my się tylko stylizujemy na sonet!
A potem westchnął:
- Czuję na sobie brzemię setek lat tradycji i nie mogę się od niego uwolnić.

Tak... ja też mu nie pomogę... nie jestem w stanie.

poniedziałek, 22 stycznia 2007

164. Kilożule

Spotkałam siostrę Arturka. Obie wracałyśmy z Katowic i przesiadłyśmy się razem do autobusu jadącego na nasze osiedle.
- Nie będziemy szczupłe - mruknęła siostra Arturka, siadając. - Nie będziemy wysportowane.

Ale przynajmniej wygodnie się jechało.

piątek, 19 stycznia 2007

161. bywa...

- Nie nadajesz się na pracownika naukowego - oznajmiła mi dzisiaj Anka, kiedy wpadłam po drodze do Katowic do "mojej" biblioteki.
- A dlaczego? - zainteresowałam się.
- Bo za dużą radość ci sprawia pisanie pracy magisterskiej. Jeszcze byś oszalała ze szczęścia.

Tak. Zostanę żulem.

wtorek, 16 stycznia 2007

158. Dylematy

- Sal, ty się zastanów, czy chcesz ten tomik... wiesz, ja trzymam jeden poziom swoich tekstów... - wyjaśniam Salowi, żeby potem nie mówił, że nie uprzedzałam.
- No to się staraj! - polecił mi Sal. A potem uspokajająco dodał: - A poza tym o Salu nie można słabych rzeczy pisać. Nawet ty tego nie sknocisz.

Cieszę się, że we mnie wierzy :D.

poniedziałek, 15 stycznia 2007

157. Bezstresowe wychowanie

Na konferencji herbertowskiej redaktor "Rzeczpospolitej" opisywał akurat postać Gramatyki z jednej z rzeźb, a swój wywód ilustrował fotografiami z albumu o Herbercie.
- A w prawej ręce Gramatyka trzyma taką rózeczkę - wyjaśnia redaktor.
Mój Bosski Promotor przyjrzał się reprodukcjom, a potem westchnął:
- Przydałaby mi się taka rózeczka na niektórych zajęciach...

Mrówka przezornie nie zapytała, na KTÓRYCH to zajęciach.
Co więcej, postanowiła na najbliższym seminarium być wyjątkowo grzeczna i siedzieć jak mrówka pod miotłą.

:D

niedziela, 14 stycznia 2007

156. światło

- Co tu tak jasno? - zdziwił się tata, wchodząc do pokoju.
- To Mrówka świeci przykładem - wytłumaczyłam.

Egzamin satyryczny zdany.

sobota, 13 stycznia 2007

155. Retrospekcje

Dostaję taki satyryczny wycisk, że nie chce mi się szukać materiałów na dzisiejszą notkę, bo płaczę ze śmiechu. Dlatego teraz przeczytacie sobie małe wspomnienie z wakacji w 2004 roku. Wspomnienie humorystyczne oczywiście ;)

Któregoś dnia zmęczony Arturek przyjrzał się Mrówce i Uli, grającym w pseudosiatkówkę. Chwilę potem westchnął:
- Gdybym się tak rozmnożył, to jeden Arturek siedziałby teraz w Przemyślu (tam mieszkała ówczesna dziewczyna Arturka, przyp. Mrówka), drugi Arturek grałby z wami w siatkę, trzeci Arturek wypoczywałby nad morzem... - tu Arturek przerwał, zastanowił się i dodał ze złością - A jeszcze inny Arturek by harował! Żeby zarobić na pozostałe Arturki!

Kilka dni później Ula znienacka zapytała:
- Jak się nazywa ten, co się opiekuje zwierzątkami w lesie? Nie myśliwy...
- Kłusownik - odpowiedziała natychmiast Mrówka, zajęta czym innym.
- Taaaa... - przyjrzał mi się z nagłym zainteresowaniem Arturek. - Kłusownik to się zaopiekuje, rzeczywiście. Leśniczy!
- To co robi myśliwy? - zagadnęła podejrzliwie Mrówka.
- Strzela do zwierzątek! - wyjaśnił Arturek.
- A co w takim razie robi leśniczy? - drążę temat.
- Strzela do myśliwych - obwieścił Arturek.