czwartek, 2 lipca 2009

776. potrzeba matką

Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków. Potrzebowałam wynalazku, więc go sobie wynalazłam.
Chodziło mi o pióro, które będzie pisać, podczas gdy ja - leżeć. Pióro będzie pisało to, co pomyślę, a ja się nie będę męczyć.
Podzieliłam się wynalazkiem z Slkiem. Ten najpierw narzekał, że to Harry Potter, że coś tam (a zwyczajnie mi zazdrościł pewnie, też by takie coś chciał, tylko głupio mu się było przyznać).
- Możesz mi takie coś kupić, w trosce o nieprzemęczanie się pracowników - zasugerowałam.
- Jak tylko zobaczę, to pomyślę - obiecał Slk.

Podzieliłam się swoją radością z Fimbulem, a Fimbul natychmiast wyłapał coś, czego ja w nadziei na ułatwienie życia nie zauważyłam.
- Jak on pomyśli, to się zapisze - powiedział. - I wtedy sprzedawca stwierdzi, że towar wypróbowany uznaje za zakupiony.
- Myślałam, że jak zobaczy, że Slkowi zależy, to podniesie cenę.
- Nie - zaprotestował Fimbulek. - Bo żeby tak się stało, musiałby pomyśleć "ale frajer! Oskubię go!". I to by się zaraz zapisało.


Każdy wynalazek jest na początku niedopracowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz